FELIETONRÓŻNOŚCI

Bajka o tym, jak Król Trolli ratował księżniczkę

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Ubiegły weekend nie należał do nudnych. Zobaczyliśmy soczysty trailer Hatred, dowiedzieliśmy się, że powstaje nowa liga e-sportowa, zdesperowani fani Half Life uczyli Gabe’a liczyć do trzech, a miłośnicy realistycznych symulatorów mają wreszcie na co czekać, bo oto na horyzoncie błyszczy zakwasem kromka chleba. Branża nigdy nie śpi! Nie zabrakło również polityki. Czerstwej.

Jeżeli nazwisko Chris Grayling nic Wam nie mówi, to bardzo dobrze, bo to generalnie z naszej perspektywy nikt interesujący. Ot, minister sprawiedliwości Wciąż Wielkiej Brytanii, który z braku ciekawszych zajęć postanowił przyjrzeć się temu, co dzieje się w Internecie. A tu, jak wszyscy dobrze wiemy, dzieje się wszystko.

Konkretnie to pan Grayling zwrócił uwagę na powszechnie znane zjawisko internetowego trollingu, z którym zadeklarował się walczyć do upadłego poprzez podwyższenie wymiaru kary z sześciu miesięcy aż do dwóch lat pozbawienia wolności za takowy, bo jak twierdzi: ‘internetowe trolle zatruwają nasze narodowe życie’.

internet trolls are poisoning our national life Chris Grayling

Jak wiadomo takie deklaracje u polityków nigdy nie biorą się z próżni, a już na pewno nie w obliczu zbliżających się wyborów. Sprawiedliwy Grayling opiekuńcze skrzydła wymiaru sprawiedliwości rozpostarł dopiero po przypadku niejakiej Chloe Madeley, modelki i dziennikarki, która stała się obiektem ataków niesfornych internautów. Ktoś powie: dlaczego ktoś miałby ją atakować? To pytanie w odniesieniu do zjawisk internetowych zadawać jest bardzo niebezpiecznie, bo często i gęsto odpowiedź może brzmieć BECAUSE FUCK YOU! Jednak tym razem wszystko przebiegło wedle staroszkolnego paradygmatu skutku i przyczyny. Matka owej pięknej Chloe, znana we Wciąż Wielkiej Brytanii prezenterka telewizyjna Judy Finnigan, palnęła ostatnio, że Ched Evans, piłkarz skazany kilka lat temu za gwałt, powinien wrócić do sportu, bo jego czyn nie był brutalny. Widocznie był to typowy, angielski gwałt, zachowujący wszystkie standardy etykiety. Chloe bez wahania stanęła w obronie matki, no a już takiej degrengolady i upadku dobrego obyczaju internauci znieść nie mogli. Żeby nie strzępić klawiatur uprzejmym argumentowaniem, wdrożyli przyspieszony kurs etyki i prawidłowych postaw moralnych poprzez… zastraszanie gwałtem.

Jak widać ta historia jest dość pogmatwana, powszechna i w zasadzie nie byłaby warta uwagi, gdyby nie przebudzenie wspomnianego wcześniej, sprawiedliwego pana Graylinga. Nie wiem, co kieruje brytyjskim ministrem sprawiedliwości, bo nigdy mi się nie zwierzał, natomiast całe to zamieszanie warte jest głębszego zastanowienia.

Po pierwsze – co to jest trolling? Bo w slangu internetowym nie definiuje się mianem trolla osobę, która komuś grozi lub prześladuje w mediach społecznościowych. Trollowanie może oznaczać wiele, ale zazwyczaj jest aktem celowej złośliwości, która czasami przybiera formę żartu, czasem ironii, a czasami zwykłej głupoty. Troll to nie przestępca, tylko właśnie… troll. Przedstawiciel rasy tak starej, jak sam Loki. Dlaczego to ważne? Bo prawo musi być precyzyjne. Jeżeli dzisiaj nazwiemy trollem osobę, która popełnia przestępstwo groźby lub prześladowania, to jutro faktycznego, zwykłego, poczciwego trolla wsadzi się za kratki za internetowe psikusy.

Po drugie – po raz kolejny potwierdza się, że politycy palcem nie kiwną, jeżeli nie wyczują szansy na podniesienie słupków poparcia. Złe oblicze Internetu nie objawiło się nagle w zeszły czwartek, a każde cywilizowane państwo od dawna ma w swoich ustawach artykuł przewidujący ochronę swoich obywateli przed internetowymi zagrożeniami. To prawo jest często nieskuteczne i co gorsza – nieprecyzyjne. U nas będzie to artykuł 190 oraz 190a Kodeksu Karnego:

Art. 190a.
§ 1. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Art. 190a.
§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Po trzecie – zasady życia społecznego w Internecie są dokładnie takie same jak poza nim, różnica polega tylko na tym, że w Internecie są nagminnie łamane – na ogół bez konsekwencji. Szukałbym tutaj dwóch przyczyn – pierwszą z nich jest stosunkowo młody wiek Internetu. Nasi rodzice i dziadkowie świetnie sobie radzili bez niego, a już moje pokolenie samo musiało nauczyć się obchodzenia z tym medium, co wyszło nam lepiej lub gorzej, ale jako tako wyszło. Na nas teraz spoczywa obowiązek kształtowania najmłodszych. Niestety, to co czasami dzieje się w Internecie świadczy o tym, że na tym polu wciąż zawodzimy.
Na drugą przyczynę składa się koktajl poczucia anonimowości i bezkarności – a to przecież naturalne środowisko nie tylko dla trolli, ale również faktycznych przestępców. Kiedy mój młody brat zakładał konto na YouTube, chętnie mu w tym pomogłem. Gdy już wyjaśniłem na czym to wszystko polega, powiedziałem wprost: uruchomimy to konto pod jednym warunkiem – będziesz podpisany imieniem i nazwiskiem. Dlaczego? Żebyś nauczył się odpowiedzialności za to, co piszesz i udostępniasz w sieci.

Myślę, że od grożenia palcem w bucie o wiele skuteczniejsze jest wychowanie i kształtowanie dobrych wzorców, a podniesienie wymiaru kary nie zmniejszy negatywnych zjawisk występujących w sieci nawet o jeden procent.

Jeżeli już postawiłem taką diagnozę, to za nią idzie taka refleksja – albo minister Grayling jest głupi i tego nie rozumie, albo dobrze rozumie, ale słusznie zakłada, że jego święte oburzenie będzie dobrze widziane przez wyborców, a nie ma nic prostszego, niż w ustawie zmienić zapis z: 6 miesięcy na: 2 lata. Proste, prawda?

Jest jeszcze trzecia opcja, że pan Graylig chce zostać Królem Trolli i cała ta wypowiedź ma na celu jedynie wstrząsnąć z siłą huraganu forami i portalami społecznościowymi – jeżeli tak jest, to udało mu się to w stu procentach! A księżniczka? Żyła długo i szczęśliwie i nikt jej nie zgwałcił.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close