Divide et impera – o StarCrafcie 2 z dwóch perspektyw – Nerdomancer
ESPORTFELIETONPC & KONSOLE

Divide et impera – o StarCrafcie 2 z dwóch perspektyw

Czy tego ktoś sobie życzy, czy nie, esport coraz bardziej wchodzi pod strzechy i od paru lat zaczyna być zauważalny w Polsce nie tylko przez graczy i miłośników elektronicznej oraz interaktywnej rozrywki, ale także “zwykłych” konsumentów Internetu, telewizji czy innych mediów. Pozycja profesjonalnych rozgrywek w gry wideo nigdy nie była tak silna jak teraz, czego dowodem może być rosnąca popularność IEM Katowice, zeszłoroczny Major w CS:GO w Krakowie, a także to, że sprawą zainteresowała się nawet nasza telewizja publiczna i jej dział “tradycyjnie” sportowy. Nie o tym jednak miał być ten tekst.

A miał być o jednej z gier, które wydają się obecnie najpopularniejszymi produkcjami esportowymi w naszym regionie. Grze, która może ustępuje liczbą widzów takim produkcjom jak Counter-Strike: Global Offensive czy League of Legends, ale obchodził niedawno 20-lecie, ma stałą, dojrzałą widownię, wsparcie producenta oraz jako jeden z niewielu “dużych” tytułów rozgrywanych na scenie jest grą indywidualną. Ponadto, w kategorii “esport” w tym portalu Dominuje przez duże “d”. Mowa oczywiście o Half-Life.

No dobrze, to był słaby żart. Oczywiście, że o StarCrafcie, a dokładniej jego drugiej części.

W tym materiale chcielibyśmy spojrzeć na ten tytuł pod kątem trudności wejścia w ten świat zarówno jako gracz, jak i widz. Żeby jednak było ciekawie, zrobimy to z dwóch perspektyw – osoby interesującej się tematem od niedawna (SceNtriC, ten co Was męczy na “Jak NIE robić RPG-a”) oraz takiej, która nie jeden zergowski czy terrański atak odpierała w dwóch bazach jednocześnie (OsaX Nymloth, który StarCraftem 2 żyje niemalże 24/7).

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze Starcraftem?

SceNtriC: Przede wszystkim zaczęła się całkiem niedawno, bo przy okazji poprzedniego Blizzconu, a konkretnie WCS Global Finals (czyli październik-listopad 2017 roku). Na początek muszę przyznać się do tego, że nigdy nie byłem fanem StarCrafta, jako że nie przepadam za “kosmicznymi” klimatami – ze strategii o wiele bardziej pasował mi WarCraft. Co więcej, widzem esportowym zacząłem być od marca 2016 r. (tak, IEM Katowice) i to za sprawą turnieju CS:GO, którego zresztą nadal stawiam na piedestale. Tym niemniej, to nie jest tak, że ograniczam się do jednej gry, tak samo jak kibic sportowy zwykle nie ogląda tylko jednej dyscypliny – wiedziałem o istnieniu takiego gracza jak Nerchio i w końcu zobaczyłem stream IndyStarcrafta z finałów WCS, gdzie akurat grał Artur. Zachęciło mnie to na tyle, że mimo iż nigdy nie grałem w SC ani nawet RTS-a w sieci, to postanowiłem, że spróbuję, zwłaszcza, że to gra indywidualna – musicie wiedzieć, że graczem jestem miernym, a tutaj miałem pewność, że nikomu z drużyny nie zepsuję rozgrywki swoją fajtłapowatością. I akurat wtedy gruchnęła wieść, że SC2 przechodzi na model free-to-play. Musicie przyznać, że Blizzard miał wyczucie w czasie.

OsaX Nymloth: Podobnie nie przepadałem za klimatami science-fiction i nawet nie wiedziałem przez dłuższy czas, że gdzieś tam daleko w Korei Południowej StarCraft ma status gry narodowej. Grą zainteresował mnie przyjaciel, który dość regularnie podsuwał mi pod nos filmiki na YouTubie z serii When Cheese Fails. Jak sam tytuł sugeruje, była to seria w której dwóch “śmieszków” w bardzo luźny sposób komentowało mecze w StarCrafta 2, podczas których jeden z graczy usiłować “cheese’ować” przeciwnika i zazwyczaj mu się to nie udawało w jakiś spektakularny sposób. Seria ta była naprawdę zabawna i nawet nie znając jednostek, strategii czy sensu niektórych zagrań po prostu bawiłem się dobrze oglądając “faile”. Po kilku tygodniach na tyle zainteresowałem się tematem, że po prostu kupiłem StarCraft II: Wings of Liberty i… wsiąkłem. To był luty 2012. Nie miałem wcześniej żadnego kontaktu z sieciowymi strategiami, więc zaczynałem dosłownie od zera – ucząc się na własnych błędach (ach, ten paniczny strach przed opuszczeniem własnej bazy) oraz oglądając coraz więcej materiałów, np. znakomitą serię od Day9, HuskyStarCraft i w zasadzie wszystko inne, co tylko mogłem znaleźć w sieci. Obecnie, po tylu latach, nadal gram laddera 1 vs 1 na “nieco” wyższym poziomie, staram się oglądać lub śledzić niemal wszystkie turnieje, okazjonalnie sam coś organizuję lub pomogę innym graczom.

Co Cię urzekło w profesjonalnych rozgrywkach Starcrafta 2?

SceNtriC: Przede wszystkim to, że ta gra praktycznie w ogóle nie zależy od losu. Oczywiście, wszędzie można doszukiwać się szczęścia czy pecha, np. w nieszczęśliwie dobranej ścieżce czy momencie zwiadu. Jednak nie bez przyczyny na turniejach brylują zwykle ci sami, najlepsi zawodnicy – tutaj liczą się umiejętności i to nie tyle mechaniczne, co taktyczne, wliczając w to przewidywanie następnych posunięć przeciwnika nawet po ujrzeniu jednego budynku (albo – co ciekawsze – gdy go nie ma). Nieco gorsi (teoretycznie) gracze mogą nadal wygrać dzięki niecodziennym zagrywkom czy dokładnej analizie przedmeczowej swojego rywala. Skoro już o mechanice wspomnieliśmy, to uważam graczy starcraftowych za jakichś mutantów – od tylu kliknięć myszą, wciśniętych klawiszy i obrazu gry miotającego się na lewo i prawo może się zakręcić w głowie, a oni nie dość, że sami bezwiednie to robią, to jeszcze wiedzą, co wciskać, w którym momencie i co właściwie dzieje się na ekranie. I tak przez kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt minut pełnego skupienia i analizowania sytuacji na mapie.

OsaX Nymloth: Początkowo nawet nie wiedziałem, że jest tak mocna scena esportowa – kiedy jednak odkryłem rozgrywki zawodowców, to ciężko było mi uwierzyć, jak dobrzy ci wszyscy gracze są. Oczywiście, na samym początku swojej przygody nie miałem pojęcia, które rozgrywki są najbardziej prestiżowe i co warto śledzić, a próby zrozumienia bracketów MLG do dzisiaj śnią mi się po nocach. Co mnie więc urzekło najbardziej? Wszystko po trochu – wizualnie wręcz piorunujące wrażenie robią gracze osiągający ponad 200 akcji na minutę, zmieniający lokacje niemalże co sekundę i zachowując przy tym wszystkim spokój oraz pełne skupienie. Uwielbiałem obserwować MC z jego zmysłem do zabijania rywali – jak wyczuł krew, to nie było zmiłuj. Rain był dla mnie inspiracją jako defensywnie usposobiony Protoss, który był w stanie obronić się przed wszystkim za pomocą świetnego zwiadu oraz perfekcyjnego rozstawienia swoich wojsk. Parting to do dzisiaj esencja nonszalanckiego mikro, INnoVation to maszyna, Life zawsze znalazł sposób, aby w jakiś magiczny sposób jego Zerglingi pojawiły się w bazie przeciwnika. Z kolei sOs to magik, który co jakiś czas pokazuje na turnieju nowy build, który nikomu się nawet nie śnił i psuje laddera na długie tygodnie, bo każdy Protoss próbuje go skopiować. 😉 A największy szok człowiek przeżywał, jak próbować przykładowo wykonać jakąś akcję lub strategię, którą robią profesjonaliści – nagle wszystko wygląda zupełnie inaczej, timingi są spóźnione, jednostek jest mniej niż powinno, Force Fieldy nie tak dokładne, makro padnięte… Wtedy człowiek naprawdę jest pod wrażeniem tego, co dobrzy gracze potrafią zrobić. Bez zająknięcia, dzień w dzień, nawet po ponad 8 godzinach intensywnego turnieju lub streamu.

W jaki sposób uczysz się grać coraz lepiej?

SceNtriC: Początkowo myślałem, że grunt to dobry i prosty build order, które można znaleźć na takich stronach jak Liquipedia czy Spawning Tool. Owszem, takie rozpiski są bardzo pomocne, ale w żadnym wypadku nie załatwiają wszystkiego za nas, ponieważ nie pokazują wszystkiego – mam tutaj na myśli informacje o tym gdzie najlepiej stawiać te budynki, którym robotnikiem budować, kiedy produkować jednostki itd. Kluczem jest rozgrywanie gier zgodnie z danym pomysłem i każdorazowe analizowanie, co poszło nie tak – gdzie można przyspieszyć lub dostosować build. Nieocenione stają się powtórki, które pomagają nam rozwikłać zagadkę w rodzaju “jak rywal mógł mnie zaskoczyć, no jak mógł ten łotr?”. Dzięki temu można poprawiać swoją grę i zwyczajnie więcej zauważać podczas meczu (o ile nie zapomnimy o robieniu zwiadu). Wracając do Liquipedii – często zdarza mi się do niej zaglądać po oglądnięciu meczów i dowiadywać się, jakie zdolności (które widzieliśmy podczas gier) mają poszczególne jednostki, gdyż wiem, że taka wiedza pomoże zrozumieć mi, które ruchy są opłacalne i jakie budynki rywala trzeba niszczyć w pierwszej kolejności. Bardzo pomagają filmy na YouTube z wyjaśnieniem poszczególnych kroków oraz – oczywiście – profesjonalne mecze. Tylko z tymi ostatnimi jest taki problem, iż rozgrywka jest za szybka i nawet z dobrym komentatorem może być problem z wyłapaniem wszystkich niuansów. Ale przede wszystkim – praktyka, praktyka i praktyka. Nie dziwcie się, jeśli przez wiele tygodni lub miesięcy będziecie przegrywali w randze Silver lub nawet Bronze. Przynajmniej ja się nie dziwię w swoim przypadku.

OsaX Nymloth: Praktyka jest nieoceniona w przypadku SC2, chociażby ze względu na to, że z każdym kolejnym meczem kodujemy sobie “muscle memory”, co pozwala w pewnym momencie na niemalże automatyzację pewnych powtarzalnych procesów, jak chociażby nieustanne tworzenie nowych robotników w bazach. To jednak może być również nieco zgubne, bo bez pewnej wiedzy bardzo łatwo wpaść w pułapkę i nabawić się złych nawyków podczas gry, których potem bardzo trudno się pozbyć. Optymalne byłoby więc korzystanie z jakiegoś standardowego build orderu, z którego dalej by się po prostu grało “makro”. I na tym aspekcie tak naprawdę powinny się skupić osoby nowe lub grające w niższych ligach. Probes & Pylons, SCVs & Supply Depots, Drones & Overlords – a samym dobrym makro można spokojnie wbić przyzwoitą ligę. Dopiero po pewnym opanowaniu tego podstawowego aspektu RTS-a można przejść na wyższy poziom, dodając do swojej gry takie elementy jak zwiad, inne build ordery, bardziej wyrafinowane taktyki i mikro. Nie myślcie sobie jednak, że będąc np. w lidze Master(najwyższa “zwykła” liga – wyżej jest tylko Grandmaster zrzeszający 200 najlepszych graczy na całym serwerze/kontynencie) nie trzeba już pracować nad swoją mechaniką, szybkością reakcji, multitaskingiem (umiejętnością wykonywania kilku akcji niemalże jednocześnie), zwiadem (przeciwnicy na tym poziomie potrafią ukrywać wiele informacji lub udawać, że grają coś zupełnie innego, niż zwiad by sugerował)… Słowem: nauka nie ma końca. Nawet najlepsi gracze nie są perfekcyjni i zdarzy im się zapomnieć o budowie Supply Depotów, albo… stracą bazę, jak ostatnio Impact.

Wielki wpływ na naukę i poprawę własnej gry ma wspomniany system powtórek, który został znacznie usprawniony przez Blizzarda. Teraz po każdym meczu można od razu, bez oczekiwania, przejść do momentu, w którym coś się wydarzyło i na szybko przeanalizować sytuację. Co zrobiłem źle? Czy nie wiedziałem, gdzie jest wojsko przeciwnika? Źle ustawione Stalkery nie przechwyciły dropa od Terrana? Miałem złą kompozycję jednostek? Za mało harrasowałem lub niepotrzebnie straciłem sporo zasobów na nieefektywny harras? Zawsze jest coś do poprawienia. Świetnym sposobem na naukę jest również obserwacja samych zawodowców, którzy całkiem często streamują na Twitch.tv.

W jaki sposób wybrałeś “swoją” rasę?

SceNtriC: U mnie było to proste – Terran był pierwszą rasą, którą rozegrałem misję w kampanii i tak zostało. Ponadto dla mnie, jako niedoświadczonego stratega, wydawała się najmniej “udziwnioną” rasą, a przez to najszybciej się do niej przyzwyczaiłem. Kiedyś fascynowało mnie też to, że podstawowa jednostka Terran – Marine – pozwalała również atakować jednostki latające. Jak widzicie, niezbyt skomplikowana historia.

OsaX Nymloth: Jak wspomniałem wcześniej, StarCraftem zainteresowałem się poprzez serię When Cheese Fails od LagTV i jak na serię o cheese’owaniu przystało, najwięcej było w niej powtórek z meczy Protossów. Bardzo podobały mi się Stalkery, dość droga podstawowa jednostka Protossów, która potrafi atakować cele naziemnie i powietrzne, a po wyszukaniu odpowiedniego ulepszenia potrafi się teleportować na pewną odległość. Obserwowanie, jak profesjonaliści mikrowali “blink Stalkerami” sprawiło jedynie, że upewniłem się w swoim wyborze Protossa. Co ciekawe, nigdy nie byłem “typowym Protossem”, który cheese’uje i robi dziwne rzeczy – zdecydowanie preferuję grę makro. 😉

Na co zwracasz uwagę oglądając mecze?

SceNtriC: Wiadomo, że powinno spoglądać się na wszystko – tabelkę z zasobami i armią, kolejką produkcji, minimapą i jeszcze najlepiej na to, co się dzieje na środku ekranu. Do tego wszystkiego trzeba się jednak przyzwyczaić – najczęściej mój wzrok spoczywa na numerkach pokazujących stan armii i robotników każdej ze stron. Często na tej podstawie można dowiedzieć się, czy dany gracz będzie raczej rozgrywał partię spokojnie (dużo robotników), czy szykuje się coś szybkiego. W późniejszej fazie gry na tej podstawie można domniemywać wyników starć na mapie i oceniać, kto prawdopodobnie wyjdzie zwycięsko z potyczki. Często patrzę też na układ budynków i to, czy coś odbiega od normy – to pozwala domyślić się planu taktycznego zawodnika. Próbuję też wsłuchiwać się w komentarz, który – jako głos eksperta – pozwala szybciej zorientować się w sytuacji na mapie.

OsaX Nymloth: Obserwacja aktualnego “supply” to podstawa, jak pewien francuski komentator z pewnością by nam powiedział. 😉 Przede wszystkim trzeba mieć oko na aktualną produkcję. Przykładowo, jeśli zawodnik przestał od pewnego czasu produkować dodatkowych robotników, to jest to zazwyczaj znak, że planuje potężny atak i nie jest zainteresowany grą w dłuższej perspektywie. Cheeser nagle zaczyna produkować robotników? Albo zadał wystarczająco dużo szkód przeciwnikowi, albo jest to desperacka próba przejścia do “normalnej” rozgrywki. Zerg nagle przestaje produkować cokolwiek poza kilkoma Overlordami? To najprawdopodobniej znak, że Zerg przygotowuje sobie dużo “supply”, aby szybko wyprodukować całą hordę jednostek. Protoss stawia trzecią bazę i dokłada dwa Forge? Sygnał, że gra będzie dłuższa i oparta na makro oraz ulepszeniach. Niuansów w grze jest mnóstwo i czasami nie sposób wszystkich wyłapać nawet komentatorom.

Co możesz powiedzieć o polskiej i światowej scenie SC2?

SceNtriC: Przede wszystkim, jako osobie, która “przyszła” z CS:GO, scena StarCrafta 2 wydaje się bardzo życzliwa i “łagodna”. Może jest to kwestia indywidualności tej gry i to, że gracze po 20 minutach intensywnej batalii nie mają już siły na słowne przepychanki, ale spotkałem tutaj mniej hejtu i szczeniactwa niż w strzelankach (broń Boże nie uważam, że strzelanki są szczeniackie – po prostu toksyczne jednostki bardziej się w nich wyróżniają). Dotyczy to zarówno zwykłych graczy, jak i sceny profesjonalnej. Ma to też minus – scena SC2 wydaje się dużo mniejsza niż takiego CS-a czy LoL-a, gdyż po prostu ta gra nie jest AŻ TAK efektowna, za to wymaga dużo myślenia. Próg wejścia jest wyższy zarówno dla graczy, jak i widzów, którzy to wszystko mogą pojąć. Tym niemniej, warto dać szansę scenie.

Jeśli natomiast chodzi o Polaków, to tutaj zdecydowanie nie mamy się czego wstydzić. Przede wszystkim mamy dwóch Zergów, którzy potrafią wygrywać z czołowymi zawodnikami i kończyć turnieje na podium – Nerchia (który niedawno łoił 100 zawodników w 3 dni na targach w Warszawie) oraz Elazera (który od jakiegoś czasu mieszka i trenuje w Korei). Poza nimi, warto śledzić losy takich graczy jak MaNa (Protoss) czy souL (Terran), którzy też potrafią namieszać na scenie międzynarodowej. To, co uważam za ogromny plus SC2 w kontekście Polski, to komentatorzy. Trzeba tutaj wyróżnić Indy’ego, który opowiada, streamuje i radzi, jak grać, a także Zedda, oficjalnego komentatora ESL Polska, który swoimi porównaniami potrafi zwalić z nóg i wywołać salwy śmiechu. Wracając na chwilę do Indy’ego – o ile nie byłem i nie będę fanem streamerów, o tyle moim zdaniem jest to wzór jeśli chodzi o zachowanie się w przestrzeni internetowej i chęć pomocy nowym graczom. To przyjemny powiew po obejrzeniu “popisów” youtuberów z innych gier, którzy nie reprezentują sobą niczego “pożytecznego” lub mogą mieć wręcz zły wpływ na młodzież. Oczywiście, bardzo mocno generalizuję, ale pochwała dla Igora i tak się należy.

OsaX Nymloth: Mogę tylko przyklasnąć – sam w zasadzie nie oglądam innych polskich “tuberów” lub streamerów, bo zwyczajnie czuję się zażenowany tym, co widzę. Indy jednak nie tylko jest megapozytywny zarówno na streamie, jak i poza nim, ale równie bardzo pomocny. Nagrywa poradniki dla wszystkich ras dla mniej lub bardziej zaawansowanych graczy, stara się doradzić nowym itd. Ostatnio nawet zaczął grać losową rasą celem osiągnięcia rangi Grandmastera i jest już niemal u celu, po zaledwie kilku dniach. Szaleństwo!

Jeśli chodzi o polską scenę, to tutaj jest naprawdę ciekawie. Poza topką, o której już wspomniano (Nerchio, Elazer, MaNa, souL) mamy również tabuny zdolnych graczy, którzy może nie mają jeszcze wyników takich jak ich starsi koledzy, ale kto wie, czy przyszłość nie należy do nich. Wystarczy spojrzeć chociażby na Ligę Akademicką, aby zobaczyć że wśród samej braci studenckiej mamy kilku mocnych graczy. Albo zwróćcie uwagę na dowolne kwalifikacje online lub dzienne i tygodniowe turnieje – nie jest niczym niezwykłym, jeśli w Top 4 danego wydarzenia znajdziemy aż trzech Polaków. Nasz kraj w mojej opinii posiada jedną z najmocniejszych scen nie tylko w Europie, ale i na świecie. Owszem, w ostatnim Nation Wars nie awansowaliśmy do playoffów, ale to po części efekt zastosowanego formatu, w którym nacja z jednym sensacyjnym zawodnikiem (Finlandia i Serral) mogła pokonać dowolny inny zespół. Polska jest w topce światowej, obok Korei Południowej i Francji oraz Niemiec. Mamy czołowych zawodników, grupę mocnych Grandmasterów mogących w przyszłości zawojować świat oraz niemało młodej krwi dopiero stawiającej pierwsze kroki na scenie.

Scena SC2 jest mniejsza niż scena CS:GO, Dota 2 lub League of Legends – owszem. Ale to społeczność pełna pasji, takiej pozytywnej i zjednoczonej. Pomimo 8 lat na karku, StarCraft 2 nadal twardo trzyma się w topce oglądanych gier na Twitch.tv, a zdjęcia z Intel Extreme Masters lub Blizzconu obiegają świat pokazując wypełnione po ostatnie miejsce trybuny. Owszem, do SC2 ciężej “wejść” niż do innych gier z esportowej czołówki (jeszcze niedawno przecież istniała dość spora bariera cenowa), ale jak już się tutaj wejdzie, to ciężko wyjść. Scena jest bardziej dojrzała, spora część graczy to ludzie po 20-tym roku życia, niemalże nie ma typowej dla innych gier F2P toksyczności i szczeniactwa. Po meczu można śmiało zagadać do przeciwnika i poprosić o wskazówki lub mecz treningowy. Spora rzesza graczy z kolei nie czuje się na tyle “competitive”, aby grać laddera 1 vs 1 i zamiast tego spędza czas w Arcade, grając w multum darmowych minigierek ze znajomymi. StarCraft 2 żyje i ma się całkiem dobrze – z pewnością potencjalni nowi gracze nie mają się co martwić, że wejdą na scenę gry z takim stażem i zostaną zmieceni z powierzchni Ziemi.

Jak w Twoich oczach zmienia się meta (najpopularniejsze strategie) SC2?

SceNtriC: Jako nowy gracz nie mam tutaj zbyt wiele do powiedzenia. Siłą rzeczy, nowi gracze raczej uczą się gry na podstawie tego, co obowiązuje w danej chwili i nie są w stanie zauważyć zmian, które zachodzą w mecie co jakiś czas. I nie ma co na siłę ich śledzić – pewne rzeczy się nie zmieniają i najpierw trzeba je opanować, zanim zabierzemy się za analizę tego, jak będzie wyglądała gra za np. miesiąc. Zdajmy się na osoby zdecydowanie bardziej doświadczone i ze zrozumieniem śledzące nowe pomysły i strategie.

OsaX Nymloth: Z racji mojego stażu, pamiętam różne mety i różne sposoby gry w każdym matchupie. Od niesławnego combo BroodLord/Infestor, które było plagą Wings of Liberty, poprzez Blink Stalker/Sentry ataki Protossów, oblężenia w wykonaniu Swarm Hostów trwające czasami ponad 2 godziny (!), Hellbat Dropy (jeden z graczy był w tym tak dobry, że w zasadzie na tym oparła się cała jego kariera), po dzisiejsze kompozycje i sposoby gry chociażby z tym, jak obowiązkowy stał się Stargate w PvZ. Gra się zmienia nieustannie, czasami szybciej, czasami wolniej – meta do tych zmian nie potrzebuje nawet nowych patchy od Blizzarda, który jednak co jakiś czas interweniuje i zmienia to i owo. Ostatnio z dużych zmian chociażby zmieniono wymagania dotyczące zergowskiego Overlord Dropa, który był koszmarem Protossów w early game i praktycznie wymuszał stosowanie jednego openingu w PvZ, i tak niedającego gwarancji, że Protossowi uda się przeżyć. Zmiana ta była spowodowana chociażby tym, że winrate w tym matchupie dla Protossa od miesięcy oscylował nawet poniżej 45%, a redukcja możliwych openingów negatywnie wpływała na samą – przewidywalną – rozgrywkę.

Inną kwestią jest meta w niższych ligach… tam często się dzieją rzeczy, o których fizjologom się nie śniło. 😉

Co według Ciebie jest niezbalansowane w SC2 (tzw. imba)?

SceNtriC: Ciekawe pytanie pokazujące, jak zmienia się punkt widzenia od punktu siedzenia (na ladderze). Osobiście, najgorzej idzie mi walka z Protossem ze względu na Dark Templary, którymi przeciwnicy do tej pory raczyli mnie nagminnie, wykorzystując moją panikę przy próbie ich zlokalizowania. Nie będę też specjalnie oryginalny twierdząc, że wieżyczka strzelnicza tej rasy oraz agresywna taktyka z jej udziałem (Cannon Rush) również stanowi problem, który może nie jest nie do przeskoczenia, ale na pewno wprowadza ogromne zamieszanie przy otwarciu gry. Zdaję sobie jednak sprawę, że wystarczy “jedynie” nauczyć się schematów obronnych stosowanych w takich przypadkach i wówczas nie wydają się już one “overpowered”.

OsaX Nymloth: To jest wręcz magiczne, jak ta perspektywa się zmienia i to naprawdę szybko. Przykładowo, z pół roku temu notorycznie ginąłem na szybkie pushe Terran z Cyclonami, zazwyczaj z jakiegoś proxy na mapie. Po kilkunastu porażkach przeciwko tej taktyce, poprosiłem znajomego Terrana o kilka treningów i… przestałem przegrywać, bo zmieniłem swoje podejście do tego zagrożenia (sfera mentalna jest SZALENIE ważna w SC2!) i sposób reakcji. Teraz czuję się znacznie bardziej komfortowo w obliczu takiego ataku, acz różne jego warianty nadal potrafią być wielkim zagrożeniem. Wystarczy więc spróbować czegoś innego, podejść do problemu od innej strony, aby coś “totalnie imba” nagle zaczęło pokazywać swoją słabszą stronę. Inny przykład, wspomniany Cannon Rush łatwo jest pobić Terranem kiedy przypomni się, że… terrańskie budynki mogą latać. 😉

Jak widzicie, na jedną grę można mieć wiele różnych spojrzeń. Ale to świadczy o tym, że StarCraft 2 jest produkcją niezwykle głęboką, pozwalającą na różne podejścia i interesującą osoby o różnym doświadczeniu. Nie od parady Blizzard jest zwykle wymieniany jednym tchem jako jeden z najlepszych producentów gier w historii i choć ich marka trochę się popsuła w czasach “nowożytnych” (nie to, że upadli, ale już nie wywołują takiego efektu “wow” jak kiedyś), to nie da się ukryć, że tworzą rzeczy wyjątkowe. Takie jak StarCraft 2, które mimo wielu lat na karku nadal potrafi bawić i ciekawić. I nawet, jeśli nie lubicie kosmicznych klimatów tak jak SceNtriC (tak, nadal go nie porywają), to warto dać szansę temu kultowemu RTS-owi, zwłaszcza że argument “o, panie, 200 zł piechotą nie chodzi” nie ma już pokrycia w rzeczywistości. A jeśli nawet nie chcecie grać meczów sieciowych, to zawsze macie za darmo pierwszą odsłonę kampanii oraz tryb arcade. Nic, tylko pobierać i grać.

3+

Polubili to:

  • avatar
  • avatar
  • avatar
Źródło
IEM
Tagi

7 Comments

    1. Srebro? To tu jakieś rangi są jak w CSie? 😀 A tak poważnie to zakupiłem sobie battlechesta Starcraftowego ale grać się muszę w to nauczyć od zera bo o ile w jedynkę szło jakoś to tutaj czarna magia z naciskiem na czarna. Jak ktoś z was będzie miał ochotę nauczyć czegoś nooba (saibota) to piszcie. Jakoś po pracy może wygospodaruję trochę czasu, najlepiej w weekendy 🙂

      Dobre!

      1. Znajdź mnie na Discordzie Nerdomancera lub dodaj na BNecie – OsaXNymloth#2635

        Oglądaj np. IndyStarCraft, on gra obecnie wszystkimi rasami i ma poradniki dla każdej z ras na Youtube. Z polskich źródeł nic lepszego nie znajdziesz. 😉

        A rangi są, każda ma 3 tiery (1 najwyższy, 3 najniższy)
        – bronze
        – silver
        – gold
        – platinum
        – diamont
        – master
        – grand master

        Dobre! 1+

        Polubili to:

        • avatar
      2. Miałem kiedyś ucznia, zwał się Htolmyn XasO, szkoliłem go latami, chciałem mu pokazać drogę do GMa, chciałem, żeby osiągnął chociaż część tego, co ja osiągnąłem…. niestety, zawiódł, zmienił nicka i błąka się gdzieś teraz nie wiadomo gdzie po świecie. Nie tęsknię za nim. To właśnie wtedy rzuciłem sc2.

        Tak było, nic nie zmyślam!

        Dobre!

Dodaj komentarz

Close
Close