KOMIKSYPC & KONSOLERECENZJA

God of War – komiks, który zaskakuje

Postawcie się w mojej sytuacji – jestem gościem, który z jakiegoś dziwnego powodu lubi czytać growe komiksy. I jakość tychże wątpliwych dzieł doprowadziła mnie do stanu, w którym chciałem zacząć tekst od „nie uwierzycie, ale przeczytałem dobrą opowieść graficzną powstałą na kanwie gry”. No, może trochę sztywne zdanie – ale tak było! Tak, mimo że lubię obcować z tymi obrazkowymi opowieściami, to z każdą kolejną lekturą tracę wiarę w to, że mogą one w ogóle prezentować jakiś sensowny pomysł. Jasne, czasem coś mi się nawet spodoba, tak jak to było w wypadku pierwszego „Prototype’a”, ale nie mógłbym z ręką na sercu powiedzieć, że to był dobrze spędzony czas. I oto wziąłem się za „God of War”, który naprawdę mnie zaskoczył. Nie uwierzycie, ale przeczytałem dobrą opowieść graficzną powstałą na kanwie gry.

Fabuła komiksu jest skonstruowana na zasadzie bardzo ciekawej klamry. Kratos podąża właśnie niebezpieczną ścieżką, mającą go doprowadzić do Ambrozji. Czemu jej pożąda? Tego na początku nie wiemy. Wiemy natomiast, że czeka go wiele wyzwań, z których każde może skończyć się śmiercią nowego boga wojny. Walcząc z kolejnymi przeciwnościami, Kratos przeżywa w swoich wspomnieniach na nowo pierwszą wyprawę po boski napój. I tak oto mamy okazję zobaczyć te same miejsca i podobne wyzwania z dwóch perspektyw: Kratosa człowieka i Kratosa boga.

Tak, za pierwszym razem, gdy nasz bohater próbował wykraść bogom ich cenny skarb, był jeszcze śmiertelnikiem. Zaś druga wyprawa odbywa się na krótko po tym, jak Ares poległ w czasie bitwy, uśmiercony przez wstępującego na tron, nowego boga wojny. W pierwszym wypadku za motywację służy chęć uratowania umierającej córki, która narodziła się dotknięta trawiącą Spartę zarazą. By jednak rzucić Kratosowi jak najwięcej kłód pod nogi, każdy z bogów wysłał z misją zdobycia Ambrozji swojego czempiona. Zaś w drugim przypadku, gdy po nieziemską nagrodę Kratos wybiera się jako bóg, motywacją jest… i tu Wam zostawię niespodziankę.

Takie ukazanie zdarzeń osadzonych w dwóch różnych momentach historii, z dwóch różnych perspektyw, to bardzo ciekawy zabieg, dzięki któremu czas fabuły obejmuje jednocześnie wydarzenia sprzed pierwszej części gry, jak i te rozgrywające się zaraz po niej. Co więcej, wydaje mi się, że będzie to lektura przystępna również dla tych graczy, którzy pierwszego „Boga wojny” nie mają ogranego – w tej opowieści bardziej liczy się ogólny klimat i charakterystyka postaci niż drobne szczegóły scenariusza. Sam w niesamowitą „jedynkę” grałem, ale… lata temu i przyznaję, że wszystkich detali nie pamiętam. A mimo tego faktu, komiks czytało mi się po prostu rewelacyjnie. Właśnie dlatego, że Kratos jest tak dobrze wykreowany w kolejnych panelach opowieści.

Wielką zaletą wszystkich sześciu zeszytów jest intrygująca oprawa graficzna. Całość robi wrażenie, jakby za photoshopa wziął się mocno nadgorliwy grafik, który postanowił przerobić zdjęcia z rodzinnej masakry przy grillu na album w sepiowych tonacjach. Tak, „God of War” wygląda nie jak narysowany, lecz jak powstały na podstawie intensywnie przetworzonych zdjęć. Czy faktycznie taki proces twórczy został w tym wypadku zastosowany? Nie mam pojęcia, ale liczy się efekt. Z jednej strony rysy postaci oraz ich cieniowanie robią niesamowicie realistyczne wrażenie. Z drugiej zaś: ogólna tonacja, kolorystyka i daleko posunięte rozmazywanie konturów i teł nadały całości iście mitycznych walorów artystycznych. Połączenie to jest zaiste niesamowite i genialnie koresponduje z całym nastrojem opowieści, jak i ze specyfiką postaci Kratosa.

Muszę tu uczciwie przyznać, że im bardziej zbliżałem się końca opowieści, tym bardziej podobał mi się ten komiks jako całość. Po pierwsze, z każdą przeczytaną stroną dawałem się coraz bardziej porwać akcji i nastrojowi. Po drugie zaś… miałem lekkie wrażenie, jakby autorzy uczyli się obranej techniki graficznej wraz z powstawaniem kolejnych zeszytów. Uczciwie rzecz ujmując, szósty zbiór paneli podobał mi się znacznie bardziej od pierwszego. To akurat nie jest atut całej kompozycji – oczywiście, wskazane by było, żeby „God of War” od początku do końca trzymał najwyższy możliwy poziom. Tak się nie stało, a szkoda – wtedy ta historia jeszcze bardziej by się zbliżyła do ideału.

Komiksowy „God of War” pokazuje, jak można podejść do growej opowieści obrazkowej, by odnieść sukces. Wbrew pozorom, to nie jest trudna recepta – przecież nie mamy tu do czynienia z żadną złożoną historią. Sęk w tym, że twórcy dobrze wyczuli postać i nastrój oraz stylistykę samej gry, a następnie posłużyli się tymi czynnikami w wersji rysunkowej. Zamiast silić się na nie wiadomo jakie historie, warto dobrać do tego, co znają gracze, prosty acz solidnie skonstruowany scenariusz, który będzie korespondował z historią danego bohatera czy całej serii. Chciałoby się powiedzieć, że to taki życiowy przykład starego porzekadła, wyśpiewanego też kiedyś przez Kult: nie otwieraj drzwi otwartych na oścież. Twórcy „God of War” do tej zasady się zastosowali, dzięki czemu z pełną szczerością mogę w końcu powiedzieć, że czytałem dobry growy komiks.

Widziałem już wszystko.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close