PC & KONSOLERECENZJA

Hard Reset: Redux

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Nim puścimy się w szaleńczy taniec z kataną i armią azjatyckich demonów, twórcy nowego Shadow Warriora serwują szybki powrót do przeszłości, próbując nas przekonać, że Hard Reset zestarzał się na tyle, by wypuszczanie odświeżonej wersji było uzasadnione.

Zasadniczo nie mam nic przeciwko takim powrotom, choć wiele zależy od tego, jak bardzo dana gra się zestarzała, w głównej mierze pod kątem oprawy graficznej. I tu mam zgryza, bo Hard Reset w pierwotnej wersji z 2011 roku to wciąż całkiem przyzwoicie wyglądająca produkcja. Tym, co w tej grze najbardziej nawiązuje do przeszłości, jest mechanika, wzorowana na dynamicznych, ale nieskomplikowanych shooterach sprzed dwóch dekad, gdy nikomu nie śniło się strzelanie zza osłony i chowanie łba za przeszkodą, a wróg atakował zawsze w ilościach hurtowych i cechowała go taktyka godna kamikaze.

Hard Reset rzuca nas w buciory majora Fletchera, który w ponurym świecie przyszłości musi stanąć w szranki z bezdusznymi maszynami, walcząc o lepsze jutro dla stłamszonej ludzkości. Od strony wizualnej i artystycznej świat ten dość mocno inspirowany jest kultowym Łowcą androidów, co oczywiście zaliczam grze na plus, bo zróżnicowane, nieźle oświetlone i pełne detali miejscówki to jeden z największych plusów omawianej produkcji. Trzeba jednak pamiętać, że pomimo futurystycznej i ciekawej otoczki, przedstawiona w formie komiksowych plansz fabuła jest jedynie pretekstem do przerabiania przeciwników na złom. Dosłownie na złom, bo po drugiej stronie naszego celownika lądują przede wszystkim wszelkiej maści roboty. Te może nie powalają projektami i animacją, ale w roli mięsa armatniego spisują się znakomicie.

Jak się rzekło, Hard Reset to tytuł starej szkoły, bez udziwnień, łamigłówek, skradania czy prób łączenia kilku gatunków w jednym tyglu. Mózg odkładasz na półkę, gnasz przed siebie i strzelasz, póki kabzy nie zaświecą pustkami, bo gnatów też nie trzeba przeładowywać. Do zamierzchłych czasów nawiązuje również dość wyśrubowany poziom trudności i brak autoregeneracji zdrowia. By uzupełnić nadwątlone siły, trzeba się rozejrzeć za apteczką (te wypadają również z pokonanych przeciwników, więc nie ma strachu). Jest zatem szybko, dynamicznie i efektownie; może nie tak szybko, tak dynamicznie i tak efektownie, jak w najnowszym Doomie – w końcu to zupełnie inna skala zadymy i chaosu, ale jedno jest pewne – gracze z refleksem szachisty w żadnej z tych gier nie mają czego szukać.

Z oczywistych względów wersja Redux nie zmienia tejże mechaniki, a same szaty, gdyż grę odkurzono, wypucowano i dostosowano do dzisiejszych standardów. Ponoć, bo ja szczególnych różnic nie widzę, a nawet jeśli są, to mamy do czynienia z czystą kosmetyką (poprawione oświetlenie, dodatkowe efekty, szybsze czasy ładowania). Zresztą w ogólnym rozgardiaszu, który na ogół panuje na placu boju, ciężko byłoby doszukać się istotnych zmian, ale dla pewności musiałem zainstalować i zagrać w obie wersje jednocześnie, by z lupą ich poszukać. Całość wygląda bardzo podobnie do wcześniejszej edycji, co wcale nie jest ujmą, gra po prostu nie zestarzała się aż tak, jak mogłoby się wydawać.

Oczywiście nie jest tak, że do zawartości podstawowej niczego nie dodano, i nie mówię o dużym fabularnym rozszerzeniu Exile, bo takowe znalazło się już w edycji Extended dostępnej na Steamie. Chodzi mi w tym momencie o całkowicie nową zawartość. Na przykład szeregi wroga zasilił nowy typ przeciwnika, a nasz skromny arsenał zagłady wzbogacił się o cybernetyczną katanę; całkiem poręczne narzędzie, ale mało użyteczne w grze, gdzie większość tałatajstwa i tak rozwalamy z dystansu. Ponoć przemodelowano również rozmieszczenie niektórych przeciwników, ale kto by to spamiętał i zwracał uwagę na takie detale. Coś trzeba było jednak ze starym tytułem zrobić, by uzasadnić jego wydanie na nowych platformach, a zakładam, że debiut gry na PS4 i XBO był głównym zamysłem twórców. Co, nawiasem mówiąc, nie jest głupim posunięciem, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze w tym roku wychodzi Shadow Warrior 2, a Hard Reset może pomóc w promocji, pokazując nieświadomym tego konsolowcom, że w szeregach Flying Wild Hog zasiadają szalenie zdolne chłopaki.

Tak więc pecetowcy, którzy wersję sprzed pięciu lat mieli na wyłączność, otrzymali poprawioną edycję niejako przy okazji. Nie rozumiem tylko, dlaczego mieliby za nią płacić dwadzieścia euro, jeśli poprzedniczka przewinęła się już na setkach wyprzedaży, nie brakowało zatem okazji, by zdobyć ją za grosze. No bo skoro nie widać różnicy, po co przepłacać? Dlatego też edycję Redux można polecić tylko konsolowym miłośnikom staroszkolnych strzelanek, a dumni przedstawiciele PC Master Race mogą spokojnie zostać przy wcześniejszej wersji i wiele na tym nie stracą, a wręcz przeciwnie – w kieszeni zostanie trochę gotówki na ciekawsze i nowsze tytuły.


PODSUMOWANIE

Grafika - 6
Dźwięk - 6
Grywalność - 6

6

Ocena końcowa

  • mimo upływu lat, wciąż niezła oprawa i ciekawe miejscówki
  • mięsisty cyberpunkowy klimat
  • szybka i dynamiczna rozgrywka
  • przyjemnie wymagająca
  • zmian w grafice trzeba szukać z lupą w dłoni
  • katana to niezła broń, ale niewiele wnosi do rozgrywki
  • małe zróżnicowanie w szeregach wroga
  • posiadacze poprzedniej wersji mogą Reduxa spokojnie odpuścić - nic nie stracą
  • w dłuższych dawkach bywa monotonna

Tagi

7 Comments

  1. Główną zmianą w Reduxie było zaimplementowanie fabularnego dlc tak żeby wszystko łączyło się w spójną całość, a te graficzne szlify to tylko drobnostka, zaś z grubsza przebudowano część poziomów żeby nie były nienaturalnie trudne do przejścia. Trochę niska ocena, bo gra solidna jak na polską produkcję i jakby ją zestawić z takim Painkillerem, to na pewno Hard Reset by znacząco triumfował.

    Dobre!

  2. Teraz spojrzałem: grafika tylko na 6? @siekiera go home, you’re drunk 😉
    Osobiście gdybym miał zapodać ocenę… dałbym pewnie 6.5 😛 grało mi się przyjemnie w podstawkę, po latach równie przyjemnie w ulepszoną wersję i to zdecydowanie jeden z tych shooterów, które dają radę nawet kiedy już nie zachwycają oprawą graficzną. Po prostu bardzo solidny arcade’owy shooter.

    Dobre!

  3. OsaX, ale rozumiesz że to jest recka wersji Redux, która tak niewiele nowego wnosi do podstawki i tak niewiele zmienia w samej oprawie, że wydawanie jej pod pełną ceną jest po prostu szemrane etycznie? I dlatego taka ocena. Po mojemu wersje Redux mają sens wtedy, gdy zmiany są tak znaczące, jak w przypadku pierwszej części Metro. A podstawkę Hard Reset oceniam wyżej niż ten pseudo remaster, bo jakby nie patrzeć to solidny kawał shootera. Choć na pewno o dwie klasy niższy niż wspomniany przez Dantego Painkiller 🙂

    Dobre!

    1. Wydano pod pełną ceną dla tych, którzy nie mieli wcześniejszego wydania zaś ci, którzy mieli dostali bardzo mocną zniżkę, wiem bo sam do tej grupy należałem, także nie ma co marudzić i przez cenę dawać niskich ocen. A co do Metro to co tam za znaczące zmiany poza optymalizacją gry żeby chodziła wreszcie jak należy poczyniono?
      Wracając do tematu Painkillera, serio niższy? No to podsumujmy, Painkiller to zwyczajna jatka z gównofabułą na randomowych arenach z klimatem niby to piekielnym, ale patrząc na ogół to człowiek ma mocne wątpliwości z określeniem tematyki tej gry, zwłaszcza jak się patrzy na późniejsze części. Zaś Hard Reset ma jasno nakreśloną, dobrze napisaną fabułę i wyraźny klimat cyberpunkowy, nic tam nie jest wrzucone na siłę, a nieźle przemyślane, czego o Painkillerze, który dodatkowo jest zabugowany w luj powiedzieć nie można. Także czym się niby tak Painkiller broni względem HR?

      Dobre!

      1. „Wydano pod pełną ceną dla tych, którzy nie mieli wcześniejszego wydania zaś ci, którzy mieli dostali bardzo mocną zniżkę, wiem bo sam do tej grupy należałem, także nie ma co marudzić i przez cenę dawać niskich ocen.”

        Nie no, jak dali zniżkę, to nie było tematu 😛 Ale co mnie obchodzi czy ktoś dostał zniżkę, czy nie? Recenzent ocenia produkt, a produkt jest jaki jest – zawiera kosmetyczne poprawki i dodaje DLC. Innymi słowy to GOTY, a nie żaden Redux, Remaster czy jak inaczej to zwać. I Tyle, zwyczajny skok na kasę.

        „A co do Metro to co tam za znaczące zmiany poza optymalizacją gry żeby chodziła wreszcie jak należy poczyniono?”

        No nie wiem, może fakt, że przeniesiono całą grę na wersję silnika z Last Light? To jest klasa remastera pokroju Uncharted 1 przepisanego na potrzeby wydania dla PS4. Zmiany są kolosalne, w przeciwieństwie do Hard Reset, gdzie jakichkolwiek różnic trzeba szukać z lupą w ręce. Coś takiego jest dla mnie słabe, w żaden sposób nie usprawiedliwia wydania raz jeszcze tej samej gry w pełnej cenie.

        „Painkiller to zwyczajna jatka z gównofabułą na randomowych arenach z klimatem niby to piekielnym, ale patrząc na ogół to człowiek ma mocne wątpliwości z określeniem tematyki tej gry, zwłaszcza jak się patrzy na późniejsze części.”

        Po pierwsze, kto mówi o kolejnych częściach? To już było klasyczne odcinanie kuponów i wyciskanie marki jak cytrynę przez pazernego wydawcę, który miał prawa do tytułu. Wszystkie późniejsze PK to był szajs pierwszej wody, z którym People Can Fly nie miało nic wspólnego (nie licząc pierwszego oficjalnego dodatku). Po drugie, zestawianie fabuł tak bezmyślnych gier jak Painkiller i Hard Reset jest totalnie bez sensu Równie dobrze można powiedzieć że Doom ma lepszą fabułę niż Serious Sam, bo pierwszy jest mroczny i „na poważnie”, a drugi zwyczajnie robi sobie jaja. Ale kto gra w takie rzeczy dla fabuły? Hard Reset to taki sam bezmyślny i prymitywny FPS jak Painkiller, różni je wyłącznie stylistyka, skala jatki, czy wygrzew poszczególnych pukawek. I na tym gruncie nadal doskonale broni się PK. Nie zapominajmy też, że powinno się oceniać gry przez pryzmat roku, w którym zostały wydane. Więc trochę nie fair porównywać PK z 2004 roku z wydanym w 2011 HR. A prawda jest taka, że w momencie premiery Painkillera gierka robiła mnóstwo niesamowitych rzeczy, jak choćby wykorzystanie Havoka (kto pamięta jakie cuda robiło się kołkownicą? który FPS w tamtym czasie pozwalał na podobne sztuczki?). Na tym tle HR jest kompletnie nijaki w kontekście roku, w którym się ukazał. Nie robił ani nie pokazał kompletnie nic niesamowitego. Co nie znaczy że to zła gra jest. Cały czas idzie o to, że wersja Redux to przypudrowany GOTY w pełnej cenie, stąd taka ocena. Koniec, kropka.

        Dobre!

  4. Czyli wg Siekiery każda wersja GOTY za cenę wyższą niż paczka chipsów to skok na kasę, tak przynajmniej rozumiem jego słowa… Tylko patrząc na cenę GOTYków innych gier to też powinieneś się przyczepić, np. Fallout 4, Wiesiek trzeci, Dishonored itp. Ok tutaj Redux nie jest typowym GOTY bo mały content, ale raczej nie należy tego traktować jako GOTY tylko jako lekki remaster. Grałeś raz, może dwa w Hard Reseta to może nie widzisz prawie całkowitego przebudowania niektórych leveli, ja akurat widziałem. W pierwotną wersję grało się topornie, była mniej przemyślana pod względem struktury plansz, rozłożenia i ilości przeciwników.
    Co do Metro to przerzucenie pierwszej gry na silnik drugiej, bo stwierdzono, że no jednak kontynuacja lepiej śmiga, to też takie słabe imho żeby krzyczeć full price za to. Równie dobrze można zrobić Dooma 2 na silniku Dooma najnowszego i chcieć za to 150zł na starcie i to będzie wg ciebie wporządku?
    Wracając do Painkillera, ok jedynka była spoko, ale tylko jeśli porównać ją do późniejszych części, które słusznie nazwałeś odcinaniem kuponów. Ale jeśli porównać tą grę do innych strzelanek pod względem fabularnym, struktury i spójności leveli to nadal wychodzi sieczka z kaszanką. Mix map z botami do wyrżnięcia i gdzieś tam w przerywnikach filmowych jakieś uzasadnienie ku temu. Sorry, ale już Doom (ten z 93 roku) ze swoim wątkiem fabularnym, który był maluśki jak pryszcz na dupie, jest pod względem struktury świata przedstawionego o wiele spójniejszą grą.

    Dobre!

Dodaj komentarz

Close
Close