Jesteśmy klientami! – Nerdomancer
FELIETON

Jesteśmy klientami!

Założę się, że w głowie każdego piszącego o grach dziennikarza od czasu do czasu kiełkuje taka myśl, jakby to fajnie było pracować w gamedevie. Oczywiście ja również swojego czasu miałem podobne zachcianki, ale ulatywały one za każdym razem kiedy siadałem do klawiatury, żeby przy okazji recenzji jakiegoś przereklamowanego średniaka, stojąc jedną nogą na firmamencie marzeń, a drugą na antypodach widzimisię, rzucać gromy w stronę producentów, wydawców i kogo tam jeszcze.

No a gdybym tak jednak popracował w gamedevie, to nagle mogłyby mnie zacząć dręczyć wyrzuty sumienia, mógłbym – o zgrozo – tłumaczyć sobie i innym głupie decyzje i beznadziejne rozwiązania, a to już, proszę Państwa, jest PR, a PR, jak wiadomo, to nie są tanie rzeczy. Dlatego, drogie koleżanki dziennikarki i drodzy koledzy dziennikarze, przestrzegam: nie róbmy tego błędu i nie wyrywajmy sobie boleśnie kłów i pazurów słodkiej ignorancji! Pozostańmy na nieubłaganym gruncie recenzenckiej zawziętości i trwajmy na posterunku wśród gamingowej braci, a naszym zawołaniem bojowym niech będzie hasło: jesteśmy klientami!

Skoro już załatwiłem sprawę manifestu, przejdę do niczym nieskrępowanego marudzenia, które zresztą zamierzam czasami uskuteczniać, gdy tylko nastąpi przegięcie pały goryczy.

No dobra, to zacznijmy od największego rozczarowania ostatnich miesięcy, jakim jest dla mnie powtarzalne do bólu i wyprane z jakiejkolwiek głębszej zawartości Sea of Thieves. Serio, Microsoft? Serio? Tylko na tyle było stać jedną z największych firm świata? Potrafiliście tylko rękami studia Rare stworzyć fantastycznie wyglądającą pisankę-wydmuszkę, za którą żądacie mieszka pełnego dublonów, która na siłę wymaga systemu operacyjnego Windows 10 i tego waszego szajsowatego oprogramowania do obslugi gier. A gdy ktoś już się jednak zdecyduje, dostanie za to możliwość poszukiwania skarbów i zabijania szkieletów, żeby następnie poszukać kolejnych skarbów i zabić kolejne szkielety, następnie kolejne skarby, kolejne szkielety, skarby, szkielety, skarby, szkielety… Doprawdy, porywające.

A najbardziej nas, graczy-klientów, bije po oczach ocean niewykorzystanych możliwości. Chciałbym również przy tej okazji pogratulować projektantowi krakena tak epicko spartolonej roboty – no sorry, nie pozdrawiam.

Zatem Microsoft, jak wiele ostatnio firm, wydymał nas dokumentnie oferując produkt może nie najtańszy, ale jako-taki. I wiem, że wielu smutnych piratów wciąż żegluje z dumnie łopoczącym na wietrze Wesołym Rogerem, ale spójrzmy prawdzie w oczy – do tego średniaka większość graczy już nie wróci, chociaż twórcy już zapowiedzieli różne wypełniacze w kolejnych patchach. No dziękujemy bardzo, następnym razem poprosimy o dostarczenie pełnego produktu, skoro żądacie od nas pełnej ceny.

Pozostańmy na nieubłaganym gruncie recenzenckiej zawziętości i trwajmy na posterunku wśród gamingowej braci, a naszym zawołaniem bojowym niech będzie hasło: jesteśmy klientami!

A teraz coś z zupełnie innej beczki – oto zbliża się remaster jednej z najfajniejszych gier w jakie w życiu grałem: Dark Souls. Tak, ten bezkompromisowy symulator umierania już 25 maja trafi ponownie do sklepów, tym razem z modem poprawiającym grafikę. Może ktoś w swojej naiwności łudził się, że dostaniemy “jedynkę” na silniku “trójki” – hahahahaha… NIE! Dostaniemy nieco odświeżone światło, trochę lepsze tekstury. Koniec. Totalnie warto, zwłaszcza, że trzeba za tę przyjemność zabulić pełną cenę. Ja wiem, ja rozumiem, to remaster, więc w sumie nie było co spodziewać się fajerwerków, ale to naprawdę bardzo słaba zagrywa, a tłumaczenie, że teraz to właściciele nowej generacji konsol będą mogli cieszyć się starym, poczciwym Dark Souls… no gratuluję, będziecie mogli teraz pograć w starą grę, ale w nowej cenie. Jestem diablo ciekaw popremierowych statystyk – ile osób dotrze do pierwszego ogniska, ile załatwi pierwszego bossa, ilu dojdzie tylko do Capra Demona i po pożegnaniu się ze swoim roztrzaskanym o podłogę padem pożegna się również z Dark Soulsami.

Starzy gracze, którzy Dark Souls dawno już przeszli i podobnie jak nasz redakcyjny kolega OsaX zdzierali w każdej części tapety ze ścian żeby odszukać kolejne elementy lore, zupełnie nie mają powodów, żeby tego remastera kupować, ale paradoksalnie to właśnie oni najprawdopodobniej najchętniej sięgną do swoich portfeli – lepiej, żebyście ich nie zawiedli, Bandai Namco! Bo pamiętajcie, jesteśmy nie tylko graczami – jesteśmy również klientami!

A Was, drodzy czytelnicy, co ostatnio rozczarowało?

1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

8 Comments

  1. Ja na całe szczęście nie dałem się nabrać na Sea of Thieves bo dla mnie jedyna gra o piratach to piraci Sida Meiera, mimo że wiekowi to wiecznie żywi. Z tymi soulsami to mnie zaniepokoiłeś bo sądziłem, że poprawią też sterowanie i wreszcie spróbuję swych sił, ale jeśli tylko walory estetyczne podbijają to lipa straszna i to bez miodu.

    Ja zaś w nieco odwrotną stronę odbiję piłeczkę, gdyż niedawno zasiadłem do trzeciej Mafii zjechanej i zbesztanej gdzie tylko się dało, jednak jak na zbesztanego paszteta cena tej gry wcale nie spada, więc stwierdziłem, że spróbuję raz jeszcze podejść do tej gry i muszę przyznać, że nawet warto bronić tego tytułu. Czemu? No bo jak na chwilę zapomnimy o korzeniach i dwóch poprzednich Mafiach to mamy w trójce całkiem solidnego, chociaż miejscami nudnego, sandboxa, ale który sandbox nie nudzi? Ale poza tą nudą powtarzalnych zadań jest za to ciekawa i dobrze napisana fabuła, model jazdy, którego nie ma co się wstydzić, reakcje przechodniów i policji na nasze poczynania, które w stosunku do konkurencji są dosyć nowe, no i fennomenalny soundtrack. Także jeśli ktoś się odbił od tego tytułu to polecam po głębszej refleksji ponownie do niego zasiąść. Natomiast jeśli chodzi o nabranie się to przyznam, że nabrał mnie najnowszy COD hasłem: powrót do korzeni. Spoko jest WWII no i niby git, ale kampania bardzo słaba w mojej opinii, cały ten model strzelania i tempo rozgrywki również bardzo słabe w odniesieniu do pierwszych części, no i wkurzająca schematyczność i oskryptowanie najdrobniejszej akcji na ekranie. Miało być sentymentalnie i spoko, a wyszło miałko i nijak. Multi to nawet nie skomentuję, bo te multikulti jakie tam odwalili to po prostu żenada i jeśli ktoś chce sobie postrzelać w realiach WWII to niech sobie odpali darmowe Heroes & Generals.

    Dobre! 3+

    Polubili to:

    • avatar
    • avatar
    • avatar
    1. To na jakim teraz systemie siedzisz? Windoza 7? Ja powiem ci że też byłem sceptyczny względem dychy, ale się przesiadłem i nie żałuję. Sporo starszych tytułów zaczęło się odpalać z mniejszymi problemami, co mnie zdziwiło dość pozytywnie. Np. przy takim World War 3 Black Gold nie trzeba było już się grzebać w zmiennych środowiskowych żeby gra ruszyła, po prostu odpalała normalnie jak każdy inny tytuł. Poza tym, że nie można permanentnie zablokować aktualizacji to więcej miałem doświadczeń na plus z dziesiątką niż z siódemką. Nie zdarzają mi się tutaj praktycznie wcale bluskriny i jakieś dziwne błędy i to niezależnie na jakim configu hardware’owym on działał.

      Dobre!

      1. Wiesz, pracuję w serwisie IT – i ilość problemów z Win10 jakie napotykam, wymuszane aktualizacje, brak kontroli użytkownika nad niektórymi aspektami czy też po prostu „złośliwość” OS-a (np. przy Win7 jak się system wykrzaczy, można coś porobić „czarną magią”. Przy Win10? LUL nope.exe). Nawet taka pierdoła jak to, że czasami aby wejść do BIOS-u trzeba łaskawie poprosić Windowsa o pozwolenie.

        Z pewnością przejdę na Win10, ale nie śpieszy mi się. Poza Sea of Thieves (które okazało się być rozczarowaniem), nie ma gier ekskluzywnych dla 10-tki, które by mnie interesowały. 😉

        Dobre!

      2. Oj też serwisuje kompy i widzę jakie ludzie mają „problemy” to po prostu krew zalewa i tak jak na samochód robi się prawo jazdy tak na komputer też powinno się niektórym jakieś uprawnienia kazać wyrabiać, bo zwyczajny ludzki debilizm przekracza wszelkie normy i to nie system tutaj jest winien tylko czynnik ludzki. „Czarną magię” da się i przy dychaczu stosować, a to uniemożliwienie przez MS zrobienia wszystkiego jest tylko pozorne i można się przez tą barierę przebić jak się wie jak.

        Dobre! 1+

        Polubili to:

        • avatar
      3. Niby tę „czarną magię” da się stosować i pod Win10, ale dziwnym trafem jest to mocno utrudnione albo nieskuteczne, bo Win10 wie lepiej. Serio, za dużo miałem przypadków gdy po prostu lepiej przeinstalować OS-a niż próbować go reanimować pod 10.

        Oczywiście nie twierdzę, że Win7 jest piękny i genialny – jasne, że nie. Win10 ma trochę fajnych rzeczy w sobie. Niemniej nadal na siódemce siedzę i trochę jeszcze pewnie posiedzę.

        Ag, gdyby tylko była jakaś alternatywa… 😛

        Dobre!

      4. Wiesz, mam Windowsa 10 od kilku lat i jeszcze nigdy nie pomyślałem nawet, że trzeba by zrobić formata bo coś jest nachrzanione nie z mojej winy, tylko system się skaszanił. Z Windowsem 7 niestety były takie akcje, że po dłuższym użytkowaniu, czyli wgrywaniu różnych programów, sterowników, modyfikowaniu ustawień żeby te aplikacje wgrane działały, windoza wywalała jakieś błędy i odmawiała posłuszeństwa i trzeba było rzeczywiście go przeformatować żeby szybko wrócić do domyślnych ustawień. Jedyne co wkurza to obowiązkowe aktualizacje dziesiątki i to, że zaczynając od zera z tym systemem trzeba trochę posiedzieć żeby ułatwić sobie dostęp do jego pełnych funkcji. Ale dla leniwych/nie posiadających wiedzy są takie programiki jak Windows 10 Manager (były edycje do Win 7 i 8 a nawet XP), dzięki którym można sobie ułatwić dostęp i zmienić ustawienia, które normalnie są schowane. Naprawdę nie żałuję przesiadki z siódemki na dychacza, a te wszelkie błędy krytyczne po poprawkach do tego systemu jakoś nigdy mnie nie dotyczyły i mogę to zawdzięczać jedynie dwóm rzeczom: dobrze dobranemu hardware’owi, lub dobremu administrowaniu systemem.

        Dobre!

Dodaj komentarz

Close
Close