ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! – BloodRayne

To była prawdziwie krwista gierka. Podczas rozgrywki w BloodRayne posoka lała się z przeciwników strumieniami, a odcięte kończyny fruwały pod sam sufit. Wrzaski Nazistów, odgłos kolejnych rozpaczliwych strzałów z broni maszynowej, wybuchy granatów, nagły krzyk urwany w połowie i cisza. Rayne, tytułowa bohaterka tej serii, potrafiła rozprawić się zarówno z ludźmi, jak i demonicznymi pomiotami i vampirami w mało subtelny, acz widowiskowy sposób.

Dhampirzyca (czyli pół-wampir, pół-człowiek) może nie należy do tych ikon growej popkultury, które zostały totalnie zapomniane, ale biorąc pod uwagę obecny stan marki, warto przypomnieć rok 2002. Wówczas to studio Terminal Reality wypuściło na świat PeCetowy oraz konsolowy dobrze nam znaną bohaterkę, która – poza szkarłatnie czerwonymi włosami – cechowała się seksapilem oraz lubością do przemalowywania każdego pomieszczenia, w którym się znalazła. Najlepiej na kolor jeszcze ciepłej krwi. Jako Dhampirzyca, Rayne dołącza do tajnej organizacji Brimstone Society i jej ścieżki szybko krzyżują się z Nazistami, a konkretnie z Gegengeist Gruppe, która to grupa usiłuje wzmocnić Hitlera za pomocą metod okultystycznych i różnego rodzaju podejrzanych artefaktów. I jak można się spodziewać, to właśnie pokrzyżowanie planów G.G.G. i unicestwienie organizacji jest de facto głównym celem gry, podczas którego gracz w skórze seksownej bohaterki przemierzy podmokłe okolice Luizjany, napadnie na kwatery nazistów w Argentynie oraz uda się do samej Rzeszy – wszystko to na przestrzeni kilku lat.

Obecnie koncepcja zmiksowania realiów mrocznego fantasy (wampiry) z II Wojną Światową nie jest raczej przesadnie unikatowa i wyjątkowa, ale w momencie wydania było to coś całkiem świeżego. Dodawszy do tego ciężką do zapomnienia bohaterkę pokrytą obcisłym wdziankiem i posługującą się nadgarstkowymi ostrzami, mieliśmy receptę na sukces. Oczywiście ten nie przyszedłby, gdyby gra nie miała nic więcej do zaoferowania, ale sama rozgrywka była po prostu miodna. Model walki oferował płynną sieczkę  wspieraną własnym silnikiem fizycznym, w której przeciwnicy odpowiednio reagowali na ciosy – najczęściej obficie krwawiąc i gubiąc kończyny.  Po skończonej walce pomieszczenie zazwyczaj wyglądało jak prawdziwe miejsce jatki. Biorąc pod uwagę rok produkcji, BloodRayne było jedną z najbardziej krwistych gier na rynku. Rayne potrafiła nie tylko siekać niemilców na plasterki, ale również używać broni palnej, a od czasu do czasu korzystała z dobrodziejstw innych istot żywych i posilała się ich krwią. Mogła również wpaść w „trans”,   w którym stawała się niepowstrzymaną machiną do cięcia, mielenia i dewastacji otoczenia.

Gra stała też na całkiem dobrym poziomie technicznym. Nawet dzisiaj produkcja Terminal Reality nie kole nadmiernie w oczy, a rozbryzgująca wszędzie jucha barwiąca miejsce walki na szkarłat cieszy jak te 16 lat temu. Może i grze brakowało jakiegoś większego urozmaicenia rozgrywki (poza możliwością wejścia do bojowego robota nazistów), ale wówczas raczej nikomu to nie przeszkadzało. Niewątpliwie pomagał w tym fakt, że grę można śmiało było ukończyć w mniej niż 10 godzin, a wówczas nie było też żadnej mody na sztuczne przedłużanie rozgrywki przez dodawanie przypadkowych „pierdółek” w stylu „odnajdź 100 magicznych szyszek ukrytych na każdym poziomie”.

Dwa lata po wydaniu BloodRayne, na świat przyszła następczyni, która… niby nie była złą grą, ale czegoś jej brakowało. Pomimo nieco tylko niższych średnich ocen od swojej poprzedniczki, BloodRayne 2 jest w zasadzie ostatnią grą w serii. Co prawda w 2011 roku pojawiła się produkcja spod znaku czerwonowłosej dhampirzycy, ale był to tylko tani sidescroller. Marka jest oficjalnie martwa i nic na razie nie wskazuje, aby coś się miało w tej materii zmienić. Z pewnością niemały wpływ na to ma fakt, że powstały aż trzy filmy bazujące na grach, za którymi stoi niesławny Uwe Boll. Nawet jeśli znalazłby się jakiś twórca chętny wskrzesić tego slashera TPP, to szkody wyrządzone przez „filmy” wspomnianego „reżysera” są raczej nie do naprawienia.

Źródło
Screeny z MobyGames
Tagi

One Comment

  1. Jakiś czas temu odpalałem, nie zestarzała się zbyt dobrze. Można pograć, ale jak na dzisiejsze czasy będzie to bardzo dziwne uczucie. O ile kiedyś pomysły na przedstawiony w tej grze system walki wydawały się świetne tak dzisiaj wzbudzają śmiech, nawet bullet time nie pomaga.

    Dobre!

Dodaj komentarz

Close
Close