ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! – Kohan

Kraina Khaldun. Poprzez zielone pola  maszeruje kilka kompanii dowodzonych przez Kohanów, w oddali widać gęste lasy oraz odległe szczyty gór przykryte śnieżnymi czapami. Na horyzoncie za nimi majaczą miasta oraz placówki graniczne, na wprost zaś leżą ziemie skorumpowane przez wrogą magię. Po pewnym czasie oddziały rozkładają się w szeroką formację zbliżając się do czekających z cierpliwością typową dla wojsk, których podstawowymi jednostkami są nieumarli. Liniowe kompanie piechoty kontynuują marsz podczas gdy łucznicy oraz magowie zaczynają zasypywać wrogie pozycje lotną śmiercią, a zza chmur wzniesionego marszem pyłu wyłaniają się oddziały kawalerii. Bitwa się zaczęła i dowódcy mogą tylko mieć nadzieję, że to ich siły wyjdą z niej zwycięskie.

Seria Kohan po raz pierwszy zaprezentowała się światu w 2001 roku, kiedy to studio TimeGate – które zamknęło swoje podwoje w 2013 roku – wypuściło na PC pierwszą grę z cyklu. Na pierwszy rzut oka nie była ona niczym niezwykłym, ot kolejna strategia czasu rzeczywistego umiejscowiona w świecie high fantasy, w której gracz wpływa na losy świata kierując postacią Dariusa Javidana. Gra nie wyróżniała się szczególnie również graficznie, prezentując całkiem ładne widoki 2D, a i opowieść nie należała do szczególnie porywających. Kiedy jednak przebrnęło się przez tę warstwę i początkowy sceptycyzm, to okazywało się, że Kohan bynajmniej nie jest kolejnym standardowym RTS-em.

Pomimo tego, że gra posiadała wszystko to, czego należałoby oczekiwać po gatunku (szczególnie kiedy był on daleko od niemalże wymarcia, jak w ostatnich latach), czyli kilka surowców do wydobywania oraz złoto do zarabiania, zarządzanie ekonomią i rozbudowę miast wraz z konstrukcją nowych placówek, kopalń i strażnic to szybko można dostrzec pierwsze poważne różnice. Jedną z nich jest stosunkowo powolne tempo rozgrywki – jednostki nawet na równej polanie poruszają się stosunkowo powoli, a tempo przemarszu jest modyfikowane w zależności od powierzchni i okolicy. Kolejną odmianą od klasycznego RTS-a jest znaczne uproszczenie mikro zarządzania jednostkami. Zamiast osobno kierować poczynaniami każdej wyszkolonej jednostki, gracz po prostu tworzy odziały złożone z czterech jednostek podstawowych, dwóch jednostek wsparcia oraz kapitana.

Kompanie mogą składać się z rozmaitych jednostek, co dawało grze szczególną głębię taktyczną. Armia mogła składać się przykładowo z pół tuzina kompanii ciężkiej piechoty wspieranymi po bokach przez magów rzucających czary leczenia lub wzmocnienia. Tej grupie mogło towarzyszyć kilka oddziałów złożonych z łuczników i magów bojowych, za którymi z kolei podążać mógł elitarny szwadron ciężkiej kawalerii. Oczywiście przed bitwą należało swoje oddziały odpowiednio rozstawić, ale już przebieg samej bitwy odbywał się bez ingerencji gracza – mógł on co najwyżej wycofać przegrywające lub niemal wybite do nogi kompanie, aby te spróbowały się odbudować w głębi przyjacielskiego terytorium.  Sami kapitanowie mogli być Kohanami, czyli lokalnym odpowiednikiem bohaterów posiadającymi specjalne zdolności i będący po prostu znacznie silniejsi w walce. Niektórzy szczególnie dobrze nadawali się do wspierania piechoty, inni byli niezastąpieni jako rekonesans i dowódcy szybkich oddziałów uderzeniowych. Ale nawet oni nie mogli stawić czoła wrogim siłom w pojedynkę, a do starcia z takim smokiem potrzebna była cała armia – i to najlepiej doświadczona (weterani walczyli znacznie lepiej niż rekruci itd.).

Kohan II przeszedł w pełny trójwymiar, jednocześnie zachowując unikatowe cechy serii

Po wydaniu Kohan: Immortal Sovereigns jeszcze w tym samym roku światło dzienne ujrzał dodatek Kohan: Ahriman’s Gift, który stanowił prequel do wydarzeń opowiedzianych w podstawce oferując kampanie po stronie „tych złych” oraz plemiennych jaszczurów zwanych Slaanri. W 2004 roku zaś TimeGate Studios wydało pełnoprawny sequel w postaci Kohan II: Kings of War, który – pomimo pozytywnego odzewu krytyków – do dziś stanowi ostatnia odsłonę serii. Niestety, nic nie wskazuje na to, aby Kohan miał kiedykolwiek odzyskać dawną chwałę i dziś pozostaje mile wspominaną przez starszych graczy ciekawostką, która wprowadzała coś świeżego do gatunku. Co gorsza, gra nie jest nawet dostępna w cyfrowej dystrybucji, co pozwala zakładać, że za następną dekadę marka ta na dobre odejdzie w zapomnienie.

Źródło
MobyGames
Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close