Nie grałeś? Zagraj! – Lords of the Realm – Nerdomancer
ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! – Lords of the Realm

Wybaczcie, że znowu cofnę się o ćwierć wieku, ale jak widać gry z tamtego okresu mocno zapadły mi w pamięć – wiadomo, sentymenty, sentymenty… Ale jakoś tak ostatnio coraz częściej przy premierach kolejnych napompowanych, współczesnych gier sięgam pamięcią w przeszłość i łapię się na przysłowiowym już: Kurła! Kiedyś to było!

I tak przy okazji wczorajszych wspominek na naszym Discordzie padło hasło Lords of the Realm, gry, która obok M.A.X.: Mechanized Assault & Exploration przez lata była dla mnie królową wszelkich strategii. Oczywiście dzisiaj, z perspektywy czasu, wszystkie zalety LotR i LotRII są wymaglowane przez dziesiątki innych, lepszych lub gorszych tytułów, ale trudno nie zauważyć, że to co zrobił Shogun i cala późniejsza seria Total War, to przecież kopia pomysłu studia Impressions Games.

Ostatnie zdanie chyba dobrze wyjaśnia o co w LotR biega. Czasowo przenosimy się do średniowiecza, gdzie naszym zadaniem jest odnieść zwycięstwo nad innymi pretendentami do tronu i sięgnąć po koronę. Jest zatem mapa strategiczna, na której prowadzimy działania ekonomiczne, kierujemy zasobami, gromadzimy bogactwo, za które przede wszystkim budujemy armie. Kiedy już uznamy, że mamy wystarczające siły, żeby wparzyć do sąsiada, zaczynamy podbój kolejnych ziem. Zabawa polega jednak na tym, że gdy dochodzi do starcia armii, włącza się mapa taktyczna, a my zaczynamy kierować poszczególnymi jednostkami w walce na śmierć i życie. Brzmi znajomo, prawda? Przypominam jednak, że był to rok 1994, a sequel pojawił się już dwa lata później – na pierwszego Total Wara musiliśmy jeszcze poczekać ładnych kilka lat! Trzeba też przyznać, że LotRII był grą o wiele przyjemniejszą wizualnie od „jedynki”, bardziej zaawansowaną, ze znakomitą ścieżką dźwiękową i fantastyczną jak na tamte czasy grafiką.

Przetrwanie królestwa uzależnione było od posiadania wystarczającej liczby zapasów, które kurczyły się niemiłosiernie. Ekonomia w zasadzie sprowadzała się do ciągłej żonglerki między hodowlą krów i produkcją zboża a wytwarzaniem broni, gromadzeniem drewna i innych surowców. Gdy ludzie byli najedzeni, byli zadowoleni, ale gdy w spichlerzach i spiżarniach zaczynało brakować żywności, ubraliśmy w kamasze połowę naszych poddanych, a na drugą połowę nałożyliśmy złodziejskie podatki… nie wiedzieć czemu nastroje w kraju gwałtownie się pogarszały. W każdym razie trzeba było dbać o zasoby i zadowolenie, żeby w ogóle pomyśleć o wysłaniu armii na somsiada.

Żeby stworzyć sensowną armię trzeba było wyprodukować lub zakupić uzbrojenie, a następnie przeszkolić chłopów i ich odpowiednio wyposażyć. Do dyspozycji było 7 rodzajów jednostek: kusznicy, łucznicy, pikinierzy, miecznicy, jazda konna, piechurzy uzbrojeni w morgensterny. Jeżeli kasa i zbrojownia były puste, można było również zwerbować chłopów z widłami – znakomicie sprawdzali się jako mięso armatnie, ale nic poza tym.

 

Dużą frajdę sprawiały oblężenia, podczas których zarówno atakujący jak i broniący się mieli do dyspozycji różne sprzęty i trzeba było się trochę nabiegać i nakombinować, żeby drugą stronę skrzywdzić w ten czy inny sposób – swoją drogą kocioł z płonącym olejem (chyba to był olej…) wylany na głowy dobijających się do bram przeciwników był diabelnie satysfakcjonujący.

Czy gra po tylu latach jest jeszcze grywalna? Myślę, że warto dać jej szansę i spróbować, chociażby po to, żeby zobaczyć jak wyglądał prekursor późniejszych wielkich produkcji spod znaku Total War i nie tylko. Szkoda, że ostatnia odsłona z trójką na końcu pojawiła się w 2004 roku i od tego czasu marka usycha gdzieś na zapomnianej półce – nie pogniewałbym się za jakiegoś sensownego kickstartera z pomysłem na LotR IV.

1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close