Nie grałeś? Zagraj! – Spec Ops: The Line – Nerdomancer
ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! – Spec Ops: The Line

Są takie gry, na które czeka się latami – ot, gdzieś tam producent czy wydawca zanęcił nas jakimś teaserem czy innym trailerem, a my łapiemy się jak szczupaki na wiosnę. Ba! Sami pompujemy oczekiwania i kibicujemy, żeby ta czy inna produkcja zbliżyła się do jakiegoś nieokreślonego ideału. Na tę okazję toczymy w Internecie dyskusje, wymieniamy opinie, kłócimy się lub zgadzamy, wszystko to w tym cudownym napięciu, które wraz ze zbliżającą się datą premiery nieustannie narasta, a po premierze… po premierze to już jest bardzo różnie.

Ale przecież pomiędzy tymi grami, których tytuły możemy wyklepać z pamięci nawet obudzeni ze śpiączki na imprezie u pani Heli w Szczyrku (pozdrawiamy!) są też takie, które nie doczekały się statusu wielkich hitów. One gdzieś tam sentymentalnie kołatają się nam po głowach, więc tym cyklem postanowiliśmy je przypomnieć. Spróbujemy udowodnić, że chociaż gry te zawsze pozostawały w cieniu bardziej popularnej konkurencji, z całą pewnością zasługują na miano diamentów – być może czasem tylko ciut niedoszlifowanych.

Zapraszamy zatem do naszego nowego cyklu Nie grałeś? Zagraj!

A teraz do meritum – czyli o Spec Ops: The Line

Wyobraźcie sobie Dubaj w iście apokaliptycznej scenerii – miasto pokonane przez przyrodę, przysypane piaskami pustyni, z którego niczym pomniki dawnej świetności wyrastają szklano-betonowe drapacze chmur. A w środku tego piekła – walka. I wierzcie mi, że to nie jest jedna z tych gier, w których konflikt zbrojny jest tylko odległym tłem i jakimś tam uzasadnieniem do kładzenia trupem kolejnych zastępów wroga. O nie, tutaj śmierć wraz z wszechogarniającym piaskiem wejdzie Wam w buty, wsypie się za kołnierz, przytka uszy i zacznie kłuć pod powiekami. Spec Ops: The Line ma bowiem dwie warstwy – pierwsza, zdecydowanie mniej ciekawa, to po prostu walka. Z kamerą gdzieś zza pleców głównego bohatera będziemy przemierzali kolejne lokacje i wraz ze sprawdzonymi braćmi broni, drużyną Delta Force, poślemy do piachu (w tym przypadku często dosłownie) kolejne zastępy wrogów. To właśnie na tym poziomie gra jest jedynie poprawna i w zasadzie niczym nas nie zaskoczy. Ot, chowamy się, strzelamy, biegniemy, strzelamy, pomagamy kolegom, strzelamy, biegniemy, itd., itp. Jak to na wirtualnej wojnie. Natomiast druga warstwa…

No druga warstwa, to proszę państwa, palce lizać! Otóż wspomniany we wstępie diament to w przypadku tej gry połączenie znakomitej i intrygującej fabuły z bardzo sugestywnie przedstawionym światem, gdzie w kluczowych momentach na graczu spoczywa ciężar odpowiedzialności, a konsekwencje naszych poczynań mogą w niektórych momentach jeżyć włosy na głowie. Napięcie jest w The Line budowane od początku do samego końca, a jedna scena… no cóż, dość powiedzieć, że pewną scenę bez trudu odtwarzam z pamięci z drobnymi szczegółami, chociaż od ukończenia minęło już dobrych kilka lat.

Kolejne, coraz durniejsze i wyprane z sensu odsłony owych wielkich hitów, takich jak Call of Duty czy Battlefield (no to tera se nagrabiłem…) już od dawna nie mają do opowiedzenia żadnej ciekawej historii, jeżeli zatem potrzebujecie doświadczyć gry, która umiejętnie zamiesza Wam w głowie, to ja z całą odpowiedzialnością Spec Ops: The Line polecam.

Na ironię zakrawa fakt, że odpowiedzialne za tę produkcje studio Yager Development nie poszło za ciosem i nie wyprodukowało czegoś równie ambitnego, być może technicznie bardziej dopieszczonego, a porwało się na stworzenie gry Dreadnought – czyli takiego nie wiadomo co a’la World of Tanks, tylko że z wielkimi, latającymi statkami w rolach głównych. Najprawdopodobniej zawiedzeni średnią sprzedażą po prostu porzucili ambicje i zajęli się zarabianiem pieniędzy, a skoro tak, to my, jako gracze, powinniśmy się uderzyć w pierś i częściej kupować gry, z którymi w pakiecie dostajemy coś więcej, niż tylko atrakcyjnie wyglądające klikadło.

 

Tagi

5 Comments

  1. …Do you feel like a hero yet?

    Najlepszy shooter ostatniej centurii. Gameplayem jest tak typowy, ze aż boli, natomiast narracją, i zarazem metanarracją miażdży wszystko co do tej pory zostało wydane. Genialna wycieczka w zagadnienie relacji gracza i jego awatara, w ideę współczesnych shooterów, gra, która gdybym był Spidermanem, ten tytuł byłby moim wujkiem Benem, gdyż pokazuje, że pewne standardy są warte bronienia. Spec Ops jest porównywany niebezpodstawnie do Silent Hilla wśród shooterów. Jeśli masz wolę wgryźć się w niego, będzie to naprawdę wręcz spirytualistyczny haj…

    Dobre!

  2. Przyznam, że nigdy nie dałem rady dojść do mięsa tego tytułu, średniawkowy gameplay zawsze mnie męczył nim prawdziwa zawartość stawała się tematem przewodnim. Może za trzecim razem się uda, aczkolwiek znając twist, chyba już nie będzie tego efektu…

    Dobre!

Dodaj komentarz

Close
Close