artykułgry

Pożar w śmietniku, czyli wieści ze świata gier #2

Tematem dzisiejszego newsa będą wydarzenia otaczające rozpoczęcie nowego sezonu w Destiny 2, oraz tego co się dookoła talomidowego potworka jakim jest najnowsze dziecko Bungee dzieje.

Niedawno nastąpiła premiera  najnowszego sezonu w Destiny 2, przy okazji którego Bungee dodało nowe rozwiązania raidowe, oraz, jak to Bungee ma ostatnio w zwyczaju, dodatkowe płatne zawartości. Największą kontrowersję wzbudził emot, tak, liczba pojedyncza, warty 10$, lub 1100 srebra, wewnątrzgrowej waluty.

Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego to jest śmieszne, żeby nie powiedzieć żałosne, ale bardziej zastanawia fakt co Bungee robi celem podreperowania już i tak mocno nadszarpniętego zaufania wiernych im graczy. Od czasu premiery jedyne co robili to pokazywanie coraz to prominentniej prezentowanych środkowych palców w kierunku społeczności, poprzedzone obietnicami jak to zamierzają się zmienić, że tejże społeczności słuchają i zamierzają poprawić błędy. Spadek ilości graczy był do tego wprost proporcjonalny.

Przykłady tego są widoczne jak na dłoni w krokach przez wydawcę podjętych – udawane zdobywanie XP, gdzie wartość wyświetlana na ekranie to jedno, a postęp postaci hamowany na siłę to drugie, blokowanie zawartości ‚vanilla’ (tzw. z podstawki) dla graczy, którzy nie kupili DLC czy zmuszanie graczy do wracania cyklicznie do Eververse, gdzie kupuje się uwielbiane przez wszystkich lootboxy, żeby wymienić tylko kilka. Każdy ze strzałów w stopę jest następnie adresowany komunikatem, że nie było to ich intencją, że słuchają społeczności, że poprawią się. Po czym BAM! Kolejne FUCK YOU. Mamy tu do czynienia z logiką EA. Nie jest im przykro, że zostali źle odebrani przez fanów. Jest im przykro, że zostali przyłapani na kolejnej parszywej praktyce.

Osobiście fanem Destiny nie jestem, żeby było jasne, moje doświadczenie skończyło się chyba po 15 minutach darmowej rozgrywki w pierwsze wydanie, gdzie twórcy naprawdę dobrej serii Halo (choć trudno mi powiedzieć dlaczego ta seria była dobra…) usiłowali połączyć Halo z Borderlandsami, których zagorzałym fanem jestem, nie zapewniając mityczności i okresowego overpowera pierwszego ani nie dostarczając atmosfery czy humoru drugiego. Jedyne co udało im się osiągnąć w moim spostrzeżeniu to wejście z kopa w graficzny next gen, podążając śladami takich abominacji jak Order 1886 czy Ryse: Son of Rome – ładnie wygląda, tylko nic z tego nie wynika, niczym cukrowy baranek w koszyczku wielkanocnym każdego szanującego się ateisty. Z każdym kolejnym krokiem Bungee traciło odbiorców, ale zamiast na przykład zmienić model gry na free-to-play i broniąc systemu lootboxów, jak to zrobiło ratując tyłek Evolve z, powiedzmy, dostatecznym choć chwilowym skutkiem, twardo żyją w swoim własnym świecie, porównywalnym do tego, który zamieszkuje od 30 lat Nintendo. Może z odrobinę mniejszą dozą pogardy względem odbiorcy.

Podsumowując, jeśli nadal bronisz Destiny jako serii zalecam zmianę swojego okładającego Cię po twarzy współmałżonka na produkty Apple, przynajmniej gdy zaprzestaną produkcji będziesz mieć szansę zceglonym Macbookiem podciąć sobie żyły, gdyż płytą jest to dużo trudniejsze. Poziom pogardy względem użytkownika jest mniej więcej podobny.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close