ANIMEARTYKUŁ

Shingeki no Kyojin [Attack on Titan] ssie

Minęło trochę czasu od ostatniej sesji z anime. Nigdy nie byłem psychofanem, który musi obejrzeć wszystko z aktualnego sezonu – ba, nigdy nawet nie próbowałem nadążyć za tym, co aktualnie się działo w świecie m&a. Wolałem wybierać tytuły o ustalonej renomie i interesującym opisie, nawet jeśli miały one już kilka(naście) lat na karku. W ostatnim czasie udało mi się znaleźć czas na kilka serii i jedną z nich było Shingeki no Kyojin. I niech mnie, jeśli to nie sztandarowy przykład mainstreamowej chały.

A mogło być zupełnie inaczej. Być może świat, w którym ludzkość stoi na krawędzi zagłady nie jest niczym nowym, ale jako widz byłem po prostu ciekaw skąd wzięły się te wszystkie tytany, co stoi za ich stworzeniem/przybyciem i jak ludzkość zdołała zbudować swój ostatni bastion z murami wysokimi na 50 metrów. Nie jest to wiele, ale to powinno wystarczyć, aby złapać widza na haczyk, prawda? Średnia ocen na MyAnimeList również może zachęcić, to w końcu jedna z najbardziej popularnych serii ostatnich lat. Attack on Titan to własna marka wytwarzająca nie tylko anime (i mangę, ma się rozumieć), ale również gry, opowiadania, czy też planowany film aktorski.

Pierwsze odcinki sugerują, że nie będzie najgorzej. Mamy sielankę wprowadzającą główne postacie serii, brutalnie przerwaną przez atak tytanów. Krew leje się strumieniami, trupy piętrzą na kilka pięter, a odcięte kończyny latają we wszystkie strony. Jesteśmy też świadkami zgonu (oczywiście wielce dramatycznego) Ważnej Postaci oraz orientujemy się, że główny bohater to typowy nastolatek potrafiący jedynie być wkurzonym. Takim „Wielce Wkurzonym. Tak wielce, że w sumie mógłby nazywać się Pan Typowy Shounen Boy i nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi. Ale dość o nim, o bohaterach jeszcze napiszę.

Sama historia, pomimo tego, że zaczyna się od mocnego uderzenia i szybkiej akcji, która naprawdę może się podobać za sprawą naprawdę dobrej animacji, szybko spowalnia. I to nie jest nic złego, jest okazja do szerszego spojrzenia na miasto-twierdzę, poznanie nowych bohaterów, nakreślenie charakterów, ogólnego lore i historii. Problem w tym, że… to nigdzie nie dochodzi. Od samego początku wiadomo (i w sumie wie niemal każdy w świecie Shingeki no Kyojin po paru odcinkach), że WIELKA TAJEMNICA DOTYCZĄCA TYTANÓW spoczywa w piwnicy głównego bohatera. I pomimo wielkich deklaracji, żadna z postaci… nic z tym nie robi. W teorii organizowana jest wielka wyprawa mająca przywrócić ludzkości kontrolę nad utraconym terytorium, ale od początku jest ona zorganizowana w sposób nie mający zbytnio sensu, a do tego szybko przekształca się w rzeź i wyjęty z kapelusza scenarzysty Twist. Ciekawe, czy w drugim lub trzecim sezonie ktoś w końcu do tej piwnicy zajrzy.

Spoiler alert – ale pierwszych kilka minut można obejrzeć bez większych obaw. Fabuła i tak jest do niczego. 😉

Powolniejsze odcinki nakreślają odrobinę biografii głównych bohaterów i poruszają delikatnie kilka tematów. Ale to – ponownie – nic nie znaczy. Główny bohater, jak się okazuje, od dziecka był Wkurzony i Głośny, a przy tym totalnie nie słuchał się kogokolwiek. W stolicy ma miejsce handel ludźmi i w sumie tyle wiemy, władzę sprawuję król, mury są bo są, są jakieś frakcje i nawet religia zorganizowana wokół tychże murów. Ale to tylko skrawki informacji sugerujące, że coś takiego w ogóle istnieje. I tyle. W całej serii pełno jest przypadków podjętych tematów porzucanych niemal natychmiast, aby scenariusz popędził na ślepo ku kolejnej jatce. Swoją drogą, ciekawi mnie jaki jest przyrost naturalny w stolicy. Bo trup żołnierski pada gęsto setkami, a siły dwóch z trzech militarnych frakcji (tych, które akurat mają do czynienia z tytułowym zagrożeniem) to mniej niż 5.000 ludzi jeśli wierzyć anime.

Najgorsze jest to, że nawet jak już zaczyna robić się odrobinę ciekawiej w okolicach 20 odcinka to…wszystko urywa się cliffhangerem. Może więc chociaż grupa ciekawych postaci uratuje serial? Nic z tych rzeczy! Każda postać w Attack on Titan to nic innego, jak wycinka z kartonu, którą można określić jednym przymiotnikiem. Główny bohater jest zidiociałym młokosem buntującym się dla samego buntu i wiecznie wkurzonym, a przy tym popełniającym najbardziej absurdalne decyzje jakie tylko się da. Mikasa to w zasadzie tylko okrycie wierzchnie dla bohatera, regularnie ratująca jego tyłek BO TAK!, blondynek Armin to typowy pacjent, któremu trzeba było wytknąć wprost, że ma mózg, aby zaczął go używać itd. Myślicie, że to ostatnie nie jest złe? To wyobraźcie sobie, że Armin używa swojego mózgu tylko po to, aby magicznym okiem czytać scenariusz i tym samym przewidywać co trzeba, a przy tym spędza 1/4 anime na nieustannym przypominaniu wszystkim wokół największych oczywistości. Wiecie, takich które wszyscy urodzeni w danym świecie powinni wiedzieć. To tak, jakby ktoś nieustannie dzień w dzień przypominał, że naziści byli źli, a Ziemia jest płaska. Albo pączkiem, sam już nie wiem.


Shingeki no Kyojin od początku traktuje widza jak idiotę.

OxaX Nymloth

Reszta postaci to sztampa na sztampie, zero unikalności. Ja naprawdę nie oczekuję od anime (szczególnie takiego, które jest nastawione na akcję) szeregu szalenie unikalnych postaci, których charakter rozwija się przez X epizodów. Ale na oddech Kaptura, tutaj autorzy wzięli po prostu typowe schematy i… tyle. Zero dodania tam odrobiny czegokolwiek, co sprawiłoby, że dana postać będzie chociaż zabarwiona charakterem. Rozwój postaci? Zapomnijcie, każdy zachowuje się tak samo bez względu na przejścia i doświadczenia przebyte w trakcie trwania serii. ZERO. Jedynie Jean z całej tej gromadki jest w miarę wiarygodny – jako jedyny ma on chociaż trochę realistyczne problemy, z którymi się mierzy i dzięki którym wyrasta na lidera grupy. A jest on jedynie drugoplanową postacią. Jedyną, która się zmienia, nawet jeśli w niewielkim stopniu.

Ja wiem i rozumiem, że nie wszyscy oczekują tego samego od anime, co ja. Nie mam nic przeciwko taniej rozrywce, przy której można wyłączyć mózg. Ale Shingeki no Kyojin od początku traktuje widza jak idiotę. Fabuła w zasadzie istnieje tylko w teorii, świat jest nakreślony obiecująco, ale brak jakichkolwiek detali szybko sprawia, że jest po prostu nudny (tytani to w zasadniczo po prostu wielkie zombie), a żenujący poziom postaci to gwóźdź do trumny. Tak, animacja jest świetna, niektóre sceny potrafią wręcz zauroczyć szybkością i polotem, muzyka i seiyu są też na dobrym poziomie. Ale to nie zrobi z chały arcydzieła. Shingeki no Kyojin to klasyczny przykład mainstreamowego potworka, który nie zasługuje nawet na promil popularności. I nie, nie ma takiej siły, która zmusiłaby mnie do przedzierania się przez następne sezony tylko po to, aby odkryć czym są i skąd się wzięły wielgachne zombie.

Tagi

Dodaj komentarz

Sprawdź również

Close
Close
Close