KSIĄŻKIRECENZJA

StarCraft II – opowieści uzupełniające

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Blizzard znany jest z tego, że większa część z jego gier ma nie tylko miodną i dopracowaną mechanikę, ale jest też okraszona fabułą, która na ogół daleko wybiega poza to, do czego przyzwyczaiła nas konkurencja w ramach danego gatunku. Dlatego też z otwartymi ramionami przyjąłem powieści, których zadaniem było uzupełnienie podkładu fabularnego w StarCrafcie II.

W przeciwieństwie do cyklu „Archive”, po trzech powieściach powiązanych bezpośrednio z SC2 widać, iż za ich powstaniem krył się jakiś konkretny zamysł. Nie są to ani fabularyzowane misje wyrwane prosto z kampanii, ani też historie, które ciężko z czymkolwiek powiązać. Dwie pierwsze z nich, czyli „Heaven’s Devils” oraz „Devil’s Due” podejmują wątek znajomości Jima Raynora oraz Tychusa Findlaya i, jak łatwo się domyślić, poprzedzają wydarzenia z Wings of Liberty. Natomiast trzecia to „Punkt Krytyczny” – jedyna z całego cyklu, która została wydana w Polsce. Jej tematem przewodnim są wydarzenia, rozgrywające się między Skrzydłami Wolności a Sercem Roju. Innymi słowy, powieść ta idealnie nadawała się do podgrzania atmosfery przed niedawną premierą gry. Przyjrzyjmy się jednak dokładniej każdej z wymienionych pozycji.

„Heaven’s Devils”, William C. Dietz

Dzięki powieści Dietza mamy szansę dowiedzieć się, jak poznali się Jim Raynor i Tychus Findlay. Trzeba przyznać, iż nie była to z początku łatwa znajomość i… w sumie do końca taka pozostała. Mimo, że dwaj mężczyźni wzajemnie myśleli o sobie jak o najlepszych kompanach broni, liczne tajemnice i niedomówienia ze strony Findleya w końcu doprowadziły do niejednego problemu, a skończyły się wręcz tragicznie (o czym zresztą wszyscy fani Wings of Liberty doskonale wiedzą).

„Heaven’s Devils” zaczyna się naprawdę dobrze i ciekawie, sugerując, że może być zaskakująco złożoną powieścią grową. Niestety z czasem okazuje się, że zamiast owej złożoności dostajemy głównie chaos i stos wydarzeń, które bardziej robią wrażenie zbioru opowiadań niż spójnej powieści. Patrząc jednak z perspektywy fana lektura okazuje się owocna – w końcu miałem okazję dowiedzieć się między innymi tego, gdzie Raynor nauczył się walczyć i co ściągnęło go na drogę, którą obrał.

 

„Devil’s Due”, Christie Golden

Trzeba to od razu nadmienić – zmiana autora wyszła powieściom na dobre. O ile nie miałem konkretnych zarzutów pod adresem Williama C. Dietza, od razu było widać, że Christie Golden po prostu lepiej czuje uniwersum StarCrafta. Co nie dziwi, gdy uwzględnimy fakt, że w chwili zabierania się za „Devil’s Due” miała już na koncie całą trylogię „Dark Templar Saga” (a do tego masę powieści z uniwersum Star Trek i Star Wars).

Czytając tę powieść nieraz miałem to miłe, fanowskie uczucie, które pozwalało usłyszeć w swojej głowie głosy konkretnych postaci podczas czytania ich kwestie. To oczywiście zasługa autorki, która tak rewelacyjnie zdołała oddać styl poszczególnych bohaterów. Niestety ponownie miałem wrażenie, że czytam raczej zbiór opowiadań niż spójną powieść. Owszem, przez całość przewijały się pewne stałe wątki, ale nie dało się uciec od wrażenia ogólnego chaosu, które towarzyszyło mi podczas lektury.

Szczęśliwie, ponownie powieść pokrywała się z ciekawym fragmentem historii uniwersum, więc nie czułem się stracony. Raz, że pogłębiona została znajomość Raynora z Tychusem. Ponadto mogliśmy się w końcu dowiedzieć, jak to się stało, że ten drugi trafił do intergalaktycznego mamra, z którego został zwolniony na początku Skrzydeł Wolności w wiadomym celu (a i tak najważniejsze jest to, że w końcu wiem, skąd na Hyperionie wzięła się taka stylowa szafa grająca).

„Punkt Krytyczny”, Christie Golden

Szczerze mówiąc to jedna z bardziej satysfakcjonujących powieści growych, jakie czytałem. Christie Golden weszła tu na zdecydowanie najwyższe obroty, świetnie oddając charaktery Jima Raynora i Sary Kerrigan oraz pogłębiając łączącą ich relację. To jest coś, czego bardzo brakowało przed premierą Wings of Liberty – wytłumaczenia, dlaczego Raynor jest skłonny poruszyć niebo i ziemię w kilku układach słonecznych równocześnie, byle tylko zwrócić człowieczeństwo dawnej partnerce. Jasne, można było się domyślać, że w zamyśle twórców ich relacja była znacznie głębsza niż to, co pokazano w czasie pierwszej z sześciu kampanii oryginalnego StarCrafta. Ale, jako się rzekło – to były tylko domysły, teraz zaś sprawa stała się jasna.

Gwoli ścisłości, „Punkt Krytyczny” jest rozbudowanym pomostem fabularnym, startującym zaraz po zakończeniu Skrzydeł Chwały i kończącym się na moment przed wstępem do Serca Roju. Przy okazji też wyraźnie po tej powieści widać, o ile ciekawsza okazuje się jedna, długa i spójna historia od quasi-zbioru opowiadań, jakimi w pewnym stopniu były dwie poprzednie książki cyklu.

Historia prawdziwa?

W przypadku „Punku Krytycznego” trafiłem na bardzo poważny problem, którego istnienie uświadomiłem sobie dopiero po ukończeniu kampanii w Heart of the Swarm. Paradoksalnie, najlepsza z powieści okazała się… największym zawodem.

Sęk w tym, że ktoś nie dopilnował sprawy. Nie będziemy teraz szukali winnego, gdyż jest to i trudne do ustalenia, i tak naprawdę nieistotne z perspektywy fana, którego zaufanie zostało wystawione na próbę. W czym sęk? Otóż, jak się okazało, wydarzenia z „Punktu Krytycznego” zostały w bardzo wielu aspektach nie wzięte pod uwagę w scenariuszu samej gry. A głębszy sens mają takowe powieści tylko wtedy, gdy opisywane przez nie wydarzenia faktycznie tłumaczą lub wzbogacają fakty znane z gier, a nie, jak w tym przypadku, wprowadzają dodatkowe zamieszanie.

Część zdarzeń z powieści została podczas trwania kampanii gry kompletnie zanegowana. Z kolei druga część tych samych zdarzeń miała bardzo istotne znaczenie. Do tego stopnia, że po premierze Serca Roju na forach Blizzarda pojawiło się bardzo wiele tematów z pytaniami, skąd się właściwie pewne rzeczy wzięły. Jak Mengsk wszedł w posiadanie pewnego ważnego przedmiotu? Czemu nagle jedna z kompletnie epizodycznych postaci ma tak duże znaczenie? I skąd właściwie Kerrigan znalazła się w placówce badawczej? Oczywiście jeśli ktoś nie czytał książki, nie mógł tego wiedzieć, a gra niestety nie podsuwała żadnych odpowiedzi.

W tej sytuacji przegrywają wszyscy. Osoby, które poświęciły czas i pieniądze na lekturę powieści, mogą czuć się oszukane. Zaś reszta graczy, która nie miała z nią styczności, musi albo zupełnie zignorować brak sensu wielu wydarzeń w kampanii, albo szukać pomocy na forach, albo po prostu poddać się uczuciu zagubienia i płynąć z prądem.

Przyznaję, że Blizzard jest firmą, której ufam i nie chciałbym tego zaufania stracić. A takie sytuacje, jak opisana powyżej, bardzo poważnie godzą w wiarygodność. Jeśli mam już padać ofiarą korporacyjnych skoków na kasę, chciałbym to jednak robić świadomie. W tej sytuacji nie wiem, czy ktoś chciał ze mnie wyciągnąć parę dodatkowych dolców, czy może był to po prostu błąd w sztuce? Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie trzy powieści warto przeczytać, o ile rzecz jasna jeśli jesteście fanami uniwersum StarCrafta. Warto jednak mieć na uwadze, że o ile „Heaven’s Devils” i „Devil’s Due” faktycznie Wam coś naświetlą i wytłumaczą, tak „Punkt Krytyczny”, choć rozwieje kilka istotnych wątpliwości, dołoży całkiem pokaźną liczbę nowych.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close