PC & KONSOLERECENZJA

Subnautica

Wiecie czym jest starość? Gdy każda nowa sytuacja zaczyna się kojarzyć z czymś, co się już kiedyś wcześniej przeżyło. Oczywiście nie ma tu znaczenia wiek, tylko doświadczenie, i sfera rozrywki cyfrowej wcale nie jest wyłączona spod tej zasady. Czasem więc trudno się dziwić marudzącym staruchom, bowiem coś co dla innych będzie nowością, to dla nich jedynie odgrzewanym kotletem. Z drugiej strony jednak gdy już trafią na coś z czym się dotychczas nie spotkali, będzie to dla nich niczym promień słońca w deszczowy poranek. Tak jak dla mnie Subnautica.

Survivalówki przeżywają teraz swój renesans, jednak dotychczas wolały mnie wysyłać albo w światy fantasy, albo w post-apo, albo w przestrzeń kosmiczną. Tymczasem rozwijana od co najmniej pięciu lat produkcja studia Unknown Worlds Entertainment patrzy pod nogi – czy raczej płetwy – i kazała mi zmoczyć coś więcej niż kostki, schodząc w głębiny oceanu.

Zgodnie z hitchcockowską regułą, zaczyna się od awarii statku kosmicznego, a potem napięcie już tylko rośnie. Jako bezimienny rozbitek wylądowałem w kapsule ratunkowej w świecie pokrytym wodą. Sytuacja wygląda na początku naprawdę nieciekawie – jestem tylko ja, wielki jak miasto wrak na horyzoncie, bezkresny ocean wokół i malutka, unosząca się na wodzie kapsuła ratunkowa. Ta ostatnia zawiera jednak kluczowy element, który pozwoli przetrwać pierwsze minuty i godziny w tym tajemniczym świecie – nanofabrykatora. Ta mała wielka maszynka potrafi stworzyć potrzebne do przeżycia w tym świecie przedmioty (żywność i wodę, płetwy, kombinezon, butlę tlenową, podstawowe narzędzia) niemal z niczego.

Jednak po to „niemal” będzie trzeba wybrać się na dno otaczającego morza – i tu następuje pierwsze zachłyśnięcie się (na szczęście powietrzem). Świat pod falami jest absolutnie prześliczny. Najbliższe otoczenie kapsuły ratunkowej to urocza rafa koralowa i gęste lasy namorzynowe, pełne przedstawicieli pozaziemskiej flory i fauny. Ławice rybek o dziwnych kształtach łagodnie przepływają wokół, promienie słońca tańczą na płytkich lagunach, a rosnące tu i ówdzie wodorosty, grzyby i koralowce mienią się wszystkimi kolorami tęczy – czasem trudno zdecydować się, gdzie obrócić wzrok! A to przecież dopiero początek wielkiej podróży ku głębinom – ale o tym na razie ciii, na opisanie wszystkiego przyjdzie czas.

Pierwsze minuty pod wodą spędzi się na zbieraniu szczątków wraku, w celu przerobienia ich na podstawowe materiały budulcowe. W tej kwestii Subnautica została stworzona wedle klasycznych wzorców: surowce potrzebne są do stworzenia półproduktów, a te do przygotowania konkretnych urządzeń. Oczywiście, wraz ze wzrostem zaawansowania planów wzrasta poziom trudności odnalezienia potrzebnych materiałów – a i pozostaje kwestia, że baza danych kapsuły zawiera wzory jedynie najbardziej podstawowych przekształceń, inne trzeba znaleźć w przypadkowo rozsianych częściach wraku statku.

Druga nieodzowna część każdej survivalówki – czyli dbanie o potrzeby ciała – również jest obecna, aczkolwiek nie stanowi zbyt rozbudowanej części. Smażone ryby i filtrowana woda wystarczają do zaspokojenia głodu i pragnienia, sytuacja natomiast przedstawia się gorzej w przypadku powietrza. Główny bohater to nie Guybrush Threepwood, który potrafi wstrzymać oddech na dziesięć minut i do dłuższego nurkowania potrzebuje butli z tlenem – ale nawet w nich zapas powietrza jest żałośnie mały. Wobec tego trzeba cały czas uważać i planować swoje podwodne wypady mając w pamięci konieczność powrotu. A nie dajcie bogowie zgubić się w podwodnych jaskiniach czy stracić orientację w terenie… W przypadku normalnej gry uduszenie kończy się tylko powrotem do kapsuły ratunkowej i utratą części zebranych materiałów, ale oczywiście dla masochistów istnieje też opcja hardcore – wtedy zbyt głębokie zejście kończy się zejściem innego rodzaju.

Z czasem jednak podwodne środowisko zaczyna być drugim – jeśli nie pierwszym – domem. Staje się tak wraz z założeniem pierwszej głębinowej bazy, pozwalającej na dalszy rozwój wzorów technicznych, uprawę niektórych roślin, ładowanie baterii, skany pobliskiego otoczenia czy przechowywanie przedmiotów zalegających w raczej ciasnym ekwipunku. Oczywiście nie ma nic za darmo – surowce do zbudowania porządnego HQ są naprawdę rzadkie, a i każdy mechanizm wymaga prądu do działania. Na początku wystarczą baterie słoneczne, ale hint hint: światło nie dociera w głębiny.

Równie ważna jest budowa pływających jednostek. Najłatwiej znaleźć plany podwodnego skuterka, który jednak jedynie przyspiesza poruszanie się na dużych odległościach. Najprzydatniejszą jednostką jest lekka jednostka zwiadowcza Seamoth, dysponująca własnym systemem podtrzymywania życia i oferująca osłonę przed pomniejszymi zagrożeniami czyhającymi w podwodnych zakamarkach. Na koniec pozostaje olbrzymi Cyclops, który jest po prostu głębinowym osiemnastokołowcem – i równie trudnym do sterowania Ta ruchoma baza jest niezwykle przydatnym punktem wypadowym, ale próba wprowadzenia jej do systemu głębinowych jaskiń przypomina próbę wyjechania dwunaczepowym ciągnikiem z parkingu hipermarketu. Nawet zestaw kamer i czujniki zbliżeniowe nie zawsze pomagają, na szczęście nikt nie oburzy się na lekkie przytarcie lakieru. Wreszcie na zejście w strefę zgniotu absolutnego pozwoli samobieżny pancerz wspomagany SHRIMP, który po paru przeróbkach sprawdziłby się w i w uniwersum Warhammera 40K.

Jak zawsze w survivalówkach, kluczowe jest dobre wyważenie rozgrywki pomiędzy wyzwaniem i frustrującym grindem materiałów. Subnautica zdecydowanie stoi po jasnej stronie mocy, pozwalając graczowi na wpadki – rozbiórka urządzeń czy części bazy zwraca wszystkie zużyte do budowy materiały, a naprawa czy uzupełnianie energii pojazdów jest odległa o parę kliknięć myszą. Z drugiej strony nieprzewidywalność odnajdowania planów konstrukcyjnych, niezbyt duży ekwipunek czy brak szybkiej podróży sprawiają, że każda dalsza wyprawa to wyzwanie pod względem logistycznym. Dodając do tego coraz niebezpieczniejsze stwory czające się w głębinach i trudności nawigacyjne… No cóż, schodzenie coraz niżej w Subnautice różni się od lekcji nurkowania w basenie miejskim.

Dodatkowego smaczku grze dodaje wątek fabularny, aczkolwiek nie jest on kluczowy i osoby wolące czysty sandbox (czy raczej „waterbox”) mogą go olać bez straty. Nie znaczy to jednak, że został on potraktowany po macoszemu – z jednej strony będziemy mogli podjąć próby pomocy innym rozbitkom, a z drugiej poznać zawikłaną historię tej planety. Ja w każdym razie byłem zafascynowany odkrywaniem kolejnych tajemnic, co nie znaczy, że był to główny powód trzymający mnie podczas tych +30h w grze.

W tym momencie trzeba wspomnieć o być może najbardziej zapadającym w pamięć punkcie Subnautiki, czyli właśnie głębinach. Nie będę opisywać dokładnie co tam ujrzałem i z jakimi stworami się spotkałem, bo to jest jedna z tych rzeczy, które trzeba przeżyć samemu. Dość powiedzieć, że nurkując na olbrzymich głębokościach poczułem się jak wtedy, gdy grałem po raz pierwszy w Dark Souls, Sunless Sea czy Thief: The Dark Project – wrażenie obcowania z czymś nieobejmowalnym rozumem, czymś co być może ma swoje wyjaśnienie, lecz po prostu wydaje się większe od skromnych możliwości poznawczych człowieka. Nie chcę używać słowa „magicznym”, by nie podsuwać błędnych tropów, lecz poczucie obcowania z czymś niezwykłym i niespotykanym towarzyszyło mi przez długie chwile rozgrywki w Subnautica. Na początku mojej kariery gracza tego typu wrażenia towarzyszyły mi często, lecz z czasem i coraz większą listą tytułów na koncie, stały się naprawdę rzadkie i niezwykle cenne. Dlatego jestem wdzięczny twórcom z Unknown Worlds za tą przygodę – w moim przekonaniu Subnautica jest tym, czym miało być No Man’s Sky. W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku, ale morskie głębiny przyjmą cię jak swojego.

Podsumowanie: Tak bardzo grać. Subnautica wzięła mnie z zaskoczenia i połknęła w całości niczym potwór morski. Póki co to mój zdecydowany faworyt do nagrody „największego zaskoczenia roku”. Nie mogę dać gwarancji, że każdy przeżyje podczas rozgrywki te same odczucia co ja, ale nawet bez nich Subnautica to nowy wzorzec dla wszystkich przyszłych survivalówek.
1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

2 Comments

  1. Oj również się piszę. Udało mi się co nieco pograć we wczesnym dostępie (jeszcze raz dzięki, @kamikaze!) i faktycznie zapowiadało się świetnie, nie nudziłem się ani przez chwile, a właśnie ze względu na ogromny potencjał wolałem poczekać do premiery. Niestety natłok fajnych tytułów (nie tylko gier!) na razie zmusza mnie do odłożenia tej mokrej przyjemności na później.

Dodaj komentarz

Close
Close