PC & KONSOLERECENZJA

Anoxemia

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Ponoć na temat najbliższej nam przestrzeni kosmicznej wiemy więcej niż o oceanicznych głębinach. Dziwi więc trochę, że twórcy gier stosunkowo rzadko zapuszczają się w te niezbadane, pobudzające wyobraźnię rejony. A że robić to warto, dowiódł niezbicie BioShock. Dziś na tapecie tytuł nieporównywalnie mniejszego kalibru. Jeśli coś go łączy z arcydziełem Irrational Games, to spacery po dnie oceanu i posępny, niespokojny klimat.

Bohaterem naszej opowieści jest niejaki doktor Bailey – skrajnie krucha postać, która trafia w maksymalnie niegościnne środowisko. Zabić go może niemal wszystko – od braku tlenu, przez roztrzaskujący głowę głaz, aż po bo wybuch podwodnej miny. Co jednak ciekawe, nie sterujemy bezpośrednio wspomnianym jegomościem, a towarzyszącym mu dronem, za którym nasz bohater skwapliwie podąża. Rodzi to pewne utrudnienia w sterowaniu, bo łatwiej w ten sposób wpakować bohatera w pułapkę; swoje dorzuca jeszcze swoista bezwładność wynikająca z umiejscowienia akcji pod wodą.

Zadaniem naszego protegowanego jest zebranie określonej ilości próbek roślin na każdej planszy. Resztę roboty odwala wielofunkcyjny, choć z pozoru niezbyt zaawansowany dron. Po pierwsze możemy użyć sonaru, który namierzy nam najbliższe roślinki i wskaże kierunek dalszej wędrówki. Przydaje się również podczas analizowania środowiska, wskazując na przykład, które ze skał możemy skruszyć dynamitem, by odblokować zatarasowane przejście. Oczywiście dynamit również należy wcześniej znaleźć, gdyż w punkcie startu lądujemy z pustymi kieszeniami i niewielką ilością tlenu. Wspomniany tlen jest zresztą elementem kluczowym, jeśli chcemy przejść dalej. Zapasy kurczą się stosunkowo szybko, więc istotne jest także zbieranie pojemników z powietrzem.

W przypadku penetrowania ciasnych przesmyków czy najeżonych pułapkami podwodnych korytarzy możemy sterować samym dronem, pozostawiając nurka w jakimś względnie bezpiecznym miejscu, jest to jednak dość ryzykowne i zalecane jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Poza tym można również wystrzeliwać harpun, by przykładowo przeciągnąć jakiś obiekt tarasujący przejście bądź przeciąć łańcuch trzymający minę. I to w zasadzie większość elementów, na których opiera się szkielet rozgrywki.

Oczywiście wraz z postępami scenariusza wyzwania mocno się komplikują, ale i tak każdą z map, gdy już znamy rozkład przejść i lokalizację wszystkich przedmiotów, można zaliczyć w maksymalnie kilka minut. Z drugiej strony giniemy tu naprawdę często – Anoxemia jest jedną z tych gier, która nie wybacza błędów i wymaga absolutnej precyzji oraz znajomości terenu. Zresztą co się będę rozwodził – jedno ze steamowych osiągnięć wymaga od nas tysiąca zgonów. Wystarczająco wymowne?

Na szczęście skromna zawartość idzie w parze z niezłą grywalnością i bardzo fajnym klimatem, podbudowanym dodatkowo charakterystyczną oprawą graficzną (stonowana wyblakła kolorystyka przywodzi na myśl takie tytuły jak Limbo czy NightSky, choć Anoxemia to mimo wszystko niższa liga) oraz niezwykle nastrojową muzyką. Dochodzące do naszych uszu dźwięki są subtelne i ledwie słyszalne, ale doskonale ilustrują odkrywanie zakamarków tajemniczego, podwodnego świata. Dobrą robotę odwala również głos głównego bohatera, który co jakiś czas dorzuci swoje trzy grosze.

Debiutujące na rynku studio BSK Games wysmarowało solidnego, choć nieco monotematycznego indyka, który czaruje nastrojową oprawą oraz ponurym klimatem. Jeśli jednak tym was nie kupi, raczej zaśniecie przed monitorem (bądź wyrwiecie wszystkie włosy z głowy – wariant dla sfrustrowanych graczy), niż zdołacie dobrnąć do końca. No ale czego można spodziewać się po grze, za którą producent życzy sobie niespełna 7 euro w dniu premiery? Ja bawiłem się nieźle, choć częste zgony doprowadzały mnie czasami do ciężkiej nerwicy. Ech, na starość człowiek robi się za bardzo nerwowy…


Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close