ARTYKUŁRÓŻNOŚCI

Historia końca – czyli rzecz o apokalipsie – część II

„Znikły chmury – to dawne ciemności narzędzie stało się niepotrzebnym – ciemność była wszędzie”. Takimi słowy kończy się elegia Lorda Byrona „Ciemność” przełożona na nasz język przez Adama Mickiewicza. Kto już szykuje worek na wymioty, bo odzywa się trauma z liceum, uspokajam – schowajcie papierowe torby. Dziś romantyzm i początki wieku XX w postapokaliptycznym sosie, w kompletnie innym kontekście niż znane nam ze szkół zarżnięte lektury.

Poprzednim razem w magicznej granicy sześciu tysięcy znaków zawarłem prześliźnięcie się (bądźmy szczerzy…) po temacie apokaliptycznym w dawnych mitologiach.

Zapraszam do przeczytania pierwszej części.

Dziś przeskakujemy o kilkanaście wieków naprzód, kiedy to wreszcie dochodzi do głosu taki koniec świata i to co jest po nim, jaki nie tyle znamy, co jaki ukształtował myślenie o postapokalipsie na całe pokolenia.

Pierwszy nowożytny tekst apokaliptyczny to „Ciemność” lorda Byrona, ale szlaki przecierała Mary Shelley – tak, ta od Frankensteina

Pierwszym nowożytnym tekstem stricte apokaliptycznym jest właśnie napisany przez Byrona wiersz „Ciemność”. Nie mamy tu do czynienia z postapokalipsą sensu stricto, bo i w wieku XIX nieco inaczej zapatrywano się na sprawy pozażyciowe i te, które dotyczą końca świata. Wspomniana elegia poza soczystymi opisami ostatnich ludzkich zmagań jest też polemiką z tekstami biblijnymi – wszak ciężko było się wtedy od takich konotacji uwolnić. Dopiero niejaka Mary Shelley, która – że tak ładnie powiem – niedaleko Byrona leżała, stworzyła podwaliny literatury postapokaliptycznej takiej, jaką znamy.

Shelley nie była szczególnie sprawną pisarką – jej najbardziej znane dzieło, czyli „Frankenstein albo Nowy Prometeusz”, dziś odczytywane jako klasyka, na tamten czas było z mniej więcej tej samej półki co „Drakula” Brama Stokera czy „Wampir” J. W. Polidoriego. Dziś uznajemy to za klasyki czarnego romantyzmu i powieści gotyckie, kiedyś było to literaturą powszednią, porównywalną do – powiedzmy – Deana R. Koontza. Ot, znak czasów.

Na podstawie powieści Mary Shelley powstał również genialny spektakl teatralny z Benedictem Cumberbatchem oraz Jonny Lee Millerem. Jeżeli macie okazję obejrzyjcie koniecznie!

Mary Shelley jest znana z „Frankensteina”, ale zdarzyło się jej napisać znacznie mniej popularne dziełko, zatytułowane „The Last Man” (nigdy nie widziałem polskiego przekładu). Tenże „Ostatni człowiek” to powieść pierwszoosobowa, oparta na rzekomo znalezionych przez Shelley notatkach Sybilli Kumańskiej… Przeniesiona przez naszą autorkę w ostatnie lata XXI wieku. „The Last Man” nie jest może dziełem sztuki, ale bardzo mocno (i nierzadko brutalnie) eksploruje temat apokalipsy, tu – zarazy toczącej Europę (tak jak w rzeczywistości nasz kontynent był resetowany przez pałeczki dżumy choćby w XIV wieku). Sama powieść to, charakterystycznie dla epoki, obyczajówka i horror w jednym. Plaga zresztą odczytywana jest częstokroć jako metafora upadku romantycznych ideałów i konwencji.

Dlaczego wspominam o Shelley? Z jednego prostego powodu – dzięki „Frankensteinowi” i „The Last Man”, co by o poziomie tych powieści ludzie nie mówili, przetarła ona szlak dla późniejszej literatury science-fiction. A od sci-fi jest już naprawdę niedaleko do postapokalipsy.

Wehikuł Czasu i Wojna Światów H.G. Wellsa to kolejne milowe kroki w kreacji apokalipsy

Temat świata „po” upadku, czy umierającej ziemi kontynuuje na przełomie wieku XIX. i XX. znany wszystkim przynajmniej z nazwiska H. G. Wells. Oczywiście najbardziej znanym tekstem jest tu „Wehikuł Czasu”. Choć Wells poprzez Elojów i Morloki kreślił raczej obraz „hedoniści kontra klasa robotnicza”, jego opisy świata daleko po rządach współczesnego człowieka do dziś budzą niepokój. Najbardziej zaś piorunująca jest ostatnia podróż Wędrowca w czas, który teoretycy literatury zgrabnie określili jako „umierającą ziemię”. To jest już ostateczny koniec – Wędrowiec nie widzi ludzi, tylko gasnący świat, pustkowia, po których pełzają krabopodobne potwory (ktoś widzi tu późniejszą inspirację Kinga?). Ale „Wehikuł Czasu” to nie jedyna książka Wellsa, w której mamy do czynienia z leitmotivem apokalipsy. Powstaje przecież i znana z filmowych adaptacji oraz jednej słynnej audycji radiowej „Wojna Światów”, tyle że tam przyczynkiem końca świata są… kosmici.

„Trujące pasmo” to mało znany tekst o apokalipsie Sir A.C. Doyle’a, tak, tego od Sherlocka Holmesa

Wypadałoby wspomnieć o jeszcze jednym tekście, graniczącym z tematem apokaliptycznym. Tekście w sumie mało znanym i nie wymienianym z reguły w kompendiach dotyczących tematu „historii końca”. A zdecydowanie warto go tam włączyć. Mowa o „Trującym Paśmie” Sir A. C. Doyle’a. To mniej znana literaturze popularnej twarz literata, którego kojarzymy przecież z detektywem Sherlockiem Holmesem. „Trujące pasmo”, jak i kilka innych krótkich nowelek, to tekst, w którym pierwsze skrzypce gra niejaki profesor Challenger (oraz, tradycyjnie, pierwszoosobowy narrator w postaci dziennikarza). To Challenger zdobywa „Zaginiony Świat”, a także i on próbuje radzić sobie z… trującym pasmem eteru, przepływającym akurat przez Ziemię. Tekst Doyle’a jest mocno apokaliptyczny – przed eterem wszak nie ma ucieczki. Ludzie na całej naszej planecie po prostu zaczynają umierać… Rzecz krótka, a warta uwagi.

Skończmy temat czysto literacki na tych dwóch panach. Dlaczego? Powód jest prosty. O ile łatwo jest opisać przyczyny i początki, o tyle streszczenie dwudziestowiecznej – nie zawahajmy się tego słowa użyć – kultury postapokaliptycznej to już kwestia kilku książek. Warto wiedzieć, że to Mary Shelley, Herbert George Wells i Arthur Conan Doyle przetarli szlaki dla fantastyki jako takiej. Bez nich nie byłoby późniejszych większych i mniejszych dzieł science-fiction.

Bez tych autorów nie byłoby także postapokaliptycznych gier. W następnym odcinku zajmiemy się już na poły – najważniejszymi moim zdaniem dziełami postapokalipsy i stosownymi gierkami w tym klimacie. Wreszcie więc będzie też coś bliższego i samym grom, ale po tych dwóch mocno literackich artykułach, do gier zasiądziecie już uzbrojeni w znacznie szerszy kontekst niźli tylko „pozabijamy Czarnych w moskiewskim metrze”.

Dlaczego postapokalipsa kojarzy się nam z pustynią? Skąd nagle renesans „zieleniny” w postaci Enslaved czy The Last of Us? Gdzie współwystępują straszliwe plagi, kosmici, zombiaki i wampiry? Jak można wymieszać ponure i absurdalne wizje przyszłości? Czy w świecie postapokalipsy spotkamy Elvisa? Na te wszystkie pytania odpowiedzi znajdą się w kolejnej części „Historii Końca”.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close