PC & KONSOLERECENZJA

Kozacy 3

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

GSC Game World powróciło do świata żywych. Po miesiącach oczekiwań ukraińskie studio znane w ostatnich latach głównie za sprawą upadku i anulowania prac nad pełnoprawnym następcą S.T.A.L.K.E.R-a w końcu wydało na świat swoje nowe dzieło. A raczej swoisty remaster, albowiem Kozacy 3 to nic innego jak odświeżona wersja pierwszych Kozaków: Europejskich Bojów – debiutanckiej produkcji studia, która była jedną z ciekawszych strategii czasu rzeczywistego, wydaną blisko dwie dekady temu. Ciekawi jesteście, jak dawny hit prezentuje się współcześnie?

Na początek zadajmy sobie pytanie: co przyciągało graczy do tej serii? Powodów było oczywiście kilka, wiodącym zaś fakt, że Kozacy byli naprawdę solidnym RTS-em. Gra oferowała znaną, klasyczną mechanikę (wydobywanie kilku rodzajów surowców, rozbudowa bazy, szkolenie wojsk i wynajdywanie ulepszeń) i dodawała do niej bitwy, w których uczestniczyć mogły setki jednostek oraz wykorzystywała mało eksplorowane w grach tło historyczne. W końcu ile innych produkcji za czas i miejsce akcji miało Europę XVII i XVIII wieku? W ilu grach mogliśmy dowodzić oddziałami złożonymi z muszkieterów, rejterów, kozaków czy też naszej skrzydlatej husarii? Tytuły takie z wyjątkiem serii Kozacy można by policzyć na palcach obu rąk niezbyt bystrego drwala z długim stażem.

Życie lubi cykle i tak się składa, że pierwsza gra wydana przez GSC Game World jest jednocześnie ich pierwszą grą w ogóle – Kozacy 3 to bowiem nic innego jak jedynka, podana w nowocześniejszym silniku graficznym i z kilkoma ulepszeniami. Na papierze nie brzmi to jeszcze źle, ale w praktyce… cóż, dość powiedzieć, że nie bez powodu pewne elementy widoczne w Kozakach nijak nie wchodzą w skład nowoczesnych strategii. I jest to także dowód na to, że niektóre gry lepiej wyglądają we wspomnieniach.

Zacznijmy jednak od tego, co oferuje nowa-stara gra. W sumie do wyboru mamy kilka kampanii, podczas których wojować będziemy między innymi pod flagami Austrii, wojsk polsko-ukraińskich, czy też brytyjskich. Wojować będziemy chociażby z Tatarami, Turkami, Moskalami, i nie tylko. Zupełnie jak dawniej, każda z dostępnych kilkunastu nacji posiada własne unikalne jednostki oraz odmienną architekturę – ta ostatnia nadal potrafi zachwycić dbałością o detale. Po wybraniu kampanii oraz konkretnej misji jesteśmy rzucani na mapę, gdzie zazwyczaj czeka na nas miasto lub wioska do zarządzania i mała armia potrzebna do obrony. Musimy więc zając się “budową” nowych chłopów, przydzielać ich do wydobywania surowców (co jest o tyle ważne, że przykładowo jednostki walczące bronią palną potrzebują jednego z nich do walki – zabraknie go i takie oddziały stają się bezużyteczne) i budowy nowych struktur. Następnie wypada postawić baraki do szkolenia kilku rodzajów piechoty, stajnie dla kawalerii, kowala wykuwającego lepszej jakości oręż i pancerze, market do przehandlowania nadwyżek surowców, czy też stocznię. Słowem: klasyka RTS-ów podana w bardzo klasycznym wydaniu, z wszystkimi jej zaletami i problemami. Ja nie mam z tym większego problemu, przepadam wręcz za takim micro-zarządzaniem, ale wielu nowych graczy może odrzucić konieczność zarządzania wieloma aspektami gry jednocześnie.

Podobnie jednak jak w wielu innych strategiach, a szczególnie w trybach dla pojedynczego gracza, od pewnego momentu nasze miasto-baza stają się na tyle samowystarczalne, że stawianie kolejnych budynków czy też produkcja chłopów nie są już potrzebne, a wyszkoloną armię należy w końcu zaangażować w coś bardziej zajmującego niż obrona kurników i młynów. Oczywiście weterani bez problemu podzielą swoje wojska na kilka oddziałów i będą nimi krążyli po całej mapie (z czym AI radzi sobie mocno średnio), ale nawet laik po pewnym czasie wyruszy wreszcie w pole. Widok maszerującej armii powinien robić wrażenie, w końcu często dowodzimy setkami jednostek, a do tego dochodzi możliwość formowania wojsk w kilka typów formacji: jednych nadających się bardziej do ofensywy, innych do szybkiego marszu, a jeszcze innych do obrony. Niestety, tworzenie formacji wymaga tylu akcji, wytrenowania specjalnych jednostek i jest na tyle mało efektywne, że w zasadzie nie warto się tym tematem zajmować i jedynymi okazjami do dostrzeżenia efektownie rozstawionej armii są oskryptowane początki kampanii.

Kiedy wszystko zaczyna się ruszać, iluzja dowodzenia prawdziwym XVII-wiecznym wojskiem rozprasza się niczym wzrok mdlejącego chłopa na widok szarżujących Tatarów. Nie pomaga to, że poruszająca się armia idzie we własnym tempie i trzeba bardzo pilnować, aby oddziały kawalerii nie ruszyły samopas na wroga, podczas gdy główne oddziały piechoty pozostają daleko w tyle. Bitwy zwyczajowo zamieniają się w nieczytelny chaos, a o microwaniu można zapomnieć – w zasadzie jedynym aspektem micro obecnym w grze jest próba osobnego wysłania np. pikinierów na konnicę lub własnej lekkiej kawalerii na tyły wroga celem zaatakowania jego łuczników i arkebuzerów. W niczym nie pomaga kulejąca sztuczna inteligencja, która potrafi ignorować przeciwnika stojącego o piksel za daleko, czy też nie widząca nic złego w ułańskiej szarży niewielkiego oddziału Kozaków na setki piechocińców.

Szkoda, w końcu przy okazji odświeżania tak starej gry twórcy mogliby się pokusić o coś więcej, niż tylko dodanie kilku nowych misji. Owszem, w grze znalazło się kilka małych ulepszeń, takich jak na przykład chłopi automatycznie rozpoczynający wydobycie w świeżo wybudowanej kopalni, ale po pierwsze jest ich po prostu niewiele, a po drugie nie mają one większego wpływu na całokształt gry. A ten jest mocno old-schoolowy. O tym jak bardzo Kozacy 3 przypominają starych Kozaków niech świadczy fakt, że nawet pomimo zastosowania nowego silnika graficznego każda jednostka posiada właściwie te same animacje, jak szesnaście lat temu. I są to po prostu animacje stania w miejscu, marszu oraz ataku i umierania. W zasadzie nie mam pewności, czy nie są one czasem żywcem przeniesione z Europejskich Bojów.

Szkoda, powtórzę się. Kozacy 3 mogli być czymś więcej niż tylko swoistym hołdem ku dawnym strategiom. Miła dla oka oprawa graficzna (pomijając te nieszczęsne animacje, a raczej ich ilość), ładny styl wizualny, dobrze dobrana muzyka i staroszkolna mechanika to niewątpliwe plusy, ale są one przesłonięte przez chaos podczas starć, beznadziejne AI (serio, jest baaardzo złe), nieistniejące skróty klawiszowe, średni interfejs i brak tego magicznego “czegoś”. Osobiście lepiej bawiłem się odpalając Age of Empires II lub innego klasycznego RTS-a niż biorąc się za bary z nowymi-starymi Kozakami. Dlatego też nowość od GSC Game World mogę polecić tylko zapalonym fanom serii oraz osobom uwielbiającym staroszkolne RTS-y – reszta nie znajdzie tutaj oczekiwanej radości, a co najwyżej frustrację.

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close