PC & KONSOLERECENZJA

Metro Exodus – recenzja

Wszyscy wiemy jaki jest świat. Nie ma nikogo, kto wierzyłby, że ludzkość przeżyła poza mrocznymi tunelami moskiewskiego metra, że gdzieś tam jest jeszcze nadzieja dla naszego rodzaju nie zniszczona atomowym ogniem. Życie więc toczy się tutaj, w tunelach i na stacjach, pomiędzy utarczkami wrogich sobie frakcji, w ruinach dawnej świetności ostatki rodzaju ludzkiego próbują przetrwać. Owszem, są szaleńcy próbujący co jakiś czas wychodzić na powierzchnię – zazwyczaj stalkerzy przynoszą wówczas trochę złomu, zostawiając na górze szczątki towarzyszy.

Jest jednak jeden taki: Artyom, który wierzy, że musi istnieć coś więcej niż to metro. Można powiedzieć, że był on oznaczony przez los. Urodzony jeszcze przed wojną, jak przez mgłę pamięta świat sprzed spadającego z niebios ognia. Jako młody człowiek miał jakąś dziwną więź z Black Ones, tajemniczymi istotami, które omal nie sprowadziły zagłady na resztę ludzkości. To on ryzykuje życie w kolejnych wyprawach na powierzchnię – ale wiecie, po co on się tam wyprawia? Nie po to, aby odzyskać jakieś materiały lub części zapasowe do psujących się maszyn. Nie, on rusza tam z radiem i czeka. Bo wierzy, że poza Moskwą istnieje jeszcze jakaś ludzka społeczność. Dziwak. Biedny głupiec. Beznadziejny marzyciel. Tak myśleliśmy wszyscy, nawet jego najbliżsi przyjaciele.

Myliliśmy się. I to bardzo.

Seria Metro to jedna z tych serii, która pomimo swojej niszowości, zdołała zbudować wokół siebie liczną społeczność lojalnych fanów. Stworzone przez Dmitrija Głuchowskiego uniwersum było wręcz idealnym do wykorzystania w grach, co udowodniło ukraińskie (teraz ukraińsko-maltańskie) studio 4A Games, które w iście spartańskich warunkach stworzyło pierw Metro 2033, a potem Metro: Last Light. Od wydania ostatniej gry minęło niemalże sześć długich lat, więc do wydanego Metro Exodus zabrałem się od razu i to pomimo pewnych obaw. W końcu seria miała pierwszy raz wyjść na dobre z metra, otworzyć przed nami rozległe tereny napromieniowanej post-apokaliptycznej Rosji. Otwarty świat, miejsca, gdzie można swobodnie oddychać na powierzchni bez maski przeciwgazowej, ogrom wręcz swobody – to rzeczy, których nijak nie znajdziemy w poprzednich grach studia. Były obawy, czy twórcom uda się zachować ciężki niczym ołowiana płyta klimat poprzednich odsłon, a jednocześnie przejść z liniowych poziomów w otwarty świat nadal przekonujący o tragicznych losach świata.

Świetny dokument o trudnościach przy tworzeniu pierwszego Metra

Obawy były płonne. Tak naprawdę Metro Exodus składa się z czterech rozdziałów (plus wprowadzenie w dobrze nam znanym moskiewskim metrze), z których jedynie dwa są naprawdę dość dużymi mapami z wielką swobodą oferowaną graczowi. Jedna to mapa w zasadzie pół-otwarta – liniowa, ale oferująca nadal sporo dodatkowych zakamarków do eksploracji i przejść, aby gracz nie czuł się zaganiany w jedynym słusznym kierunku. Finał gry to zaś powrót do korzeni i to w wielkim stylu. Ale o tym przekonacie się, mam nadzieję, grając sami.

Na wschód!

Artyom wraz z kilkoma innymi osobami, które opuściło Moskwę razem z nim na pokładzie zabytkowej lokomotywy nazwanej Aurora, musi się zmierzyć z wieloma niebezpieczeństwami i światem, który nie jest przesadnie chętny do powitania na powrót ludzi. Szybko okazuje się, że faktycznie, są grupy ludzi, który udało się jakoś przeżyć wojnę, ale rzeczywistość jest daleka od marzeń – bandyci, rywalizujące ze sobą o strzępy pozostałości dawnej chwały ludzkości gangi, mutanty, dziwne kulty. To tylko część z „atrakcji”, na które trafia gracz. Świat nadal żyje, ale nie jest on przyjazny dla dawnych władców, a Artyom i reszta to zupełni obcy w ekosystemie.

Świat, który możemy zwiedzić jest kwintesencją wszystkiego, czego byśmy oczekiwali od post-apokalipsy rozgrywającej się na ziemiach dawnej Rosji. Artyom zwiedzi zmrożone okolice Wołgi, spalone resztki Morza Kaspijskiego, tajgę, a nawet dotrze do Nowosybirska i jeszcze dalej. Każda z tych lokacji oferuje widoki zapierające dech w piersiach – klimat wręcz wylewa się z ekranu. Tylko na pierwszej z otwartych map widać w oddali ruiny zapadniętej w bagnisku cerkwi, dalej zaś przebiegają torowiska i rozległy terminal wraz z pozostałościami dawnego przemysłu ciężkiego. Podróżując po okolicy można napotkać na mnóstwo ruin, które można zwiedzić, a które zawsze pełne są niesamowitych detali. Gdzieniegdzie dostać można się tylko łodzią (gdzie indziej dostępny jest nawet samochód), a drogę blokować mogą nie tylko spiętrzony gruz, ale również zabójcze regiony promieniowania. Trzeba mieć nieustannie oczy wszędzie dokoła, życie bowiem nie zamarło na dobre, a mutanty z chęcią wzbogacą swoją dietę o byłego mieszkańca metra.

Czas również nie stoi w miejscu – w grze obecny jest system dobowy, który nie tylko diametralnie wpływa na postrzeganie okolicy i widoczność, ale ma też wpływ na rozgrywkę. Po zmroku na powierzchnię licznie wychodzi lokalna fauna, przed którą ciężej się ukryć. Światło latarki potrafi rozświetlić mrok, ale jest widoczne z daleka, a do tego trzeba dbać o naładowanie baterii przenośnym dynamo. Z kolei w dzień mutantów jest mniej (przynajmniej na powierzchni), ale za to znacznie ciężej jest pozostać niezauważonym przez ludzi. Napotykane postacie nie zawsze są wrogie, czasami mają dość neutralny stosunek do przybyszów, ale bandyci i im podobni nie będą się zastanawiać i otworzą ogień do nieznanego im mężczyzny. Pod wieloma względami Metro Exodus, właśnie w regionie Wołgi, jest najnowszą możliwością zagrania w nowego S.T.A.L.K.E.R.a. Ogólny klimat, mocno „radzieckie” pozostałości i zgliszcza, poczucie zagrożenia, a nawet anomalie – cheeky breeky!

Piknik na skraju drogi

Artyom oczywiście może po prostu przechodzić przez różnego rodzaju żywe przeszkody jak huragan, ale nie jest to ani przesadnie efektywne (zwłaszcza na najwyższych poziomach trudności), ani wydajne – amunicja może nie pełni już roli waluty, ale nadal jej brak jest dokuczliwie odczuwalny. Do tego zabijanie kogo popadnie niezbyt dobrze wpływa na zakończenie (tak, powraca system moralny, acz jest on trochę uproszczony). Zdecydowanie lepiej jest pozostać niezauważonym, w czym pomaga kilka gadżetów i tricków, jak gogle z noktowizją, czy możliwość rzucania puszkami w celu przyciągnięcia uwagi np. patrolującego perymetr obozowiska bandyty. Zupełną nowością dla serii i to bardzo często wykorzystywaną, jest możliwość wytwarzania niektórych przedmiotów przez samego bohatera. W terenie Artyom może – korzystając z dostępnych elementów podzielonych na dwie kategorie (chemikalia i materiały) – wytworzyć nowe filtry, apteczki lub prostą w produkcji amunicję, noże do rzucania itd. Natrafiając na odpowiednio wyposażony warsztat, dochodzi do tego możliwość wytwarzania konkretnego typu amunicji oraz konserwacja broni. Ta ostatnia jest bardzo ważna: zabrudzona broń jest mniej efektywna, mniej celna i częściej się zacina. W warsztacie na pokładzie Aurory można jedną z trzech spluw noszonych przy sobie wymienić na inną (każdy nowy egzemplarz zebrany przez gracza automatycznie będzie do jego dyspozycji), a następnie zmodyfikować. I tak byłem posiadaczem pistoletu przekształconego w snajperkę, pneumatycznego karabinka z noktowizją i wskaźnikiem laserowym, shotguna z przedłużoną lufą i ciężką kolbą oraz kałasza z mocno powiększonym magazynkiem. Każdy znajdzie coś dla siebie, a sporo dodatków jest rozsiana po całym świecie, co dodatkowo motywuje do eksploracji. Do tego dochodzą znajdźki pozwalające na zmodyfikowanie bojowego stroju Artyoma – wbudowany kompas, detektory ruchu i metalu, wzmocniona maska przeciwgazowa, czy dodatkowe kieszenie np. na amunicję.

Korzystanie z tych wszystkich przedmiotów, a przede wszystkim strzelanie ze spluw jest szalenie satysfakcjonujące, a wieczny brak materiałów sprawił, że kilka razy serce zabiło mi szybciej kiedy orientowałem się, że jestem w naprawdę złym miejscu, a nie mam surowców do stworzenia jeszcze jednego filtru lub apteczki. Każda broń brzmi i zachowuje się świetnie, oferując zarówno odrzut sugerujący siłę broni, jak i satysfakcjonujący efekt na ciele przeciwnika. Ci również są naprawdę dobrze animowani, acz ich AI nie jest niczym nadzwyczajnym. Byłem jednak miło zaskoczony kiedy wyskoczywszy zza zasłony ostrzelałem jakiegoś bandytę po nogach, a ten przewracając się na plecy zdołał jeszcze oddać rozpaczliwą salwę w moim kierunku. Nawet leżąc na ziemi, próbował on komunikować się z resztą gangu, rozglądał się w ograniczonym zakresie i bynajmniej nie był zupełnie bezbronny. Mutanty oczywiście nie są tak wysublimowane w swoim zachowaniu, acz i tak ilość użytych animacji w ich przypadku robi wrażenie – warto czasami po prostu obserwować ich zachowanie z dystansu. W przypadku walki na bardzo bliski dystans do gry wchodzi niesławne „mashowanie przycisku”, ale na szczęście ogranicza się to tylko do klawisza odpowiedzialnego za interakcję – żadnych QTE (Quick Time Events), a nawet takie przypadki są sporadyczne.

Ludzie zawsze umieli zabijać lepiej niż każde inne żywe stworzenie

Zdecydowanie najwięcej emocji miałem podczas finalnych godzin gry, kiedy to wręcz panicznie przebiegałem po kolejnych pomieszczeniach pewnego instytutu badawczego. Mając przy sobie filtry tylko na kilka minut i brak wystarczającej ilości materiałów do wytworzenia nowych, musiałem przeczesywać biurka i zrujnowane szafy, uważać na potężnych przeciwników (w końcu na apteczki też nie miałem surowców), odnajdywać drogę do następnych partii budynku. I to wszystko pod nieustanną presją nie tylko czasu, ale również okoliczności. Bo Metro Exodus to opowieść głównie o ludzkości. Tej bliskiej i tej dalszej, ale przede wszystkim o grupie ludzi, którzy wyruszyli szukać nadziei na lepsze jutro. I ta historia jest prowadzona przez całą grę w sposób naturalny i zaskakująco dojrzały. Ba, gra jest naładowana mnóstwem dialogów i monologów pozwalających dowiedzieć się więcej o towarzyszach Artyoma. W zasadzie za każdym razem, kiedy powracałem do Aurory lub napotykałem inną postać z ekipy podczas misji, miała ona coś do powiedzenia. Podczas drogi pomiędzy lokacjami, można spędzić długie minuty tylko słuchając kamratów. Niektórzy opowiadają anegdotki ze swej przeszłości, inni dzielą się wiedzą na temat okolicy albo dywagują na temat przyszłości i tego, czy ta wyprawa nie zakończy się dodaniem kolejnego wraku do krajobrazu. Spędziłem z pewnością łącznie grubo ponad godzinę tylko na słuchaniu innych i prostych interakcjach, jak picie bimbru z blaszanego kubka lub palenie papierosa. Metro Exodus nie boi się pokazywać zaskakująco dojrzałego, ludzkiego oblicza graczowi – jeśli ten tylko tego chce. Niecierpliwi mogą to wszystko pominąć, inni jak ja będą chłonąć to wszystko z otwartymi oczami, uszami i nawet ustami. Te momenty spokoju i możliwości skupienia się na tak prostych czynnościach jak po prostu zapalenie papierosa, przeszukanie fal radiowych w nadziei na odnalezienie jakiejś transmisji i słuchanie jak dwóch towarzyszy w przedziale obok gra na gitarach są wręcz bezcenne. Sami towarzysze również się zmieniają, utrata kogoś odczuwalna jest przez wszystkich, niektórzy odnajdują nowe motywacje w życiu, albo wręcz niespodziewaną rodzinę – podróż w nieznane na każdym zaznacza swoje piętno. A zakończenie potrafi sprawić, że kąciku oka niespodziewanie pojawi się łza. Nie jest to może poziom z Wiedźmina 3, ale jest blisko.

Jedyne, co kole w uszy jest to, że Artyom nadal jest niemową. Pomimo tego, że na ekranach wczytywania bohater zawsze na głos wygłasza cele misji lub swój własny monolog, a do tego prowadzi dziennik, w którym można wyczytać o jego obawach i marzeniach, w samej grze Artyom nie uroni nawet jednego słowa. To pozostałość po jednej z głównych inspiracji 4A Games przy tworzeniu Metra, czyli Half-Life 2, ale przy takiej ilości ekspozycji i mówiących do Artyoma postaci (często wręcz oczekujących odpowiedzi) jego milczenie jest mało wiarygodne i po prostu dziwne. Przyczepić nie można się za to udźwiękowieniu, czy to innych postaci, odgłosów mutantów, czy świata.

прекрасный

Jeśli zaś chodzi o grafikę to… jest absolutnie niesamowita. Jeśli tylko macie na tyle mocny sprzęt, aby odpalić Metro Exodus w wysokich detalach to czeka Was uczta godna królewskiego stołu. Co ciekawe nawet na swoim czteroletnim PeCecie byłem w stanie grać w wysokich ustawieniach graficznych, acz płynność rozgrywki potrafiła spadać poniżej 50 fps-ów. Warto jednak chociaż zobaczyć, jak ta gra wygląda w pełni swojej glorii i chwały, bo jest na co patrzeć. Świat gry jest przedstawiony z użyciem mnóstwa detali, rozmaite technologie i efekty takie jak teselacja dodają scenom głębi i szczegółów, a gra światła i cienia jest tak dobra, jak tylko to możliwe. To zdecydowanie jedna z najładniejszych – o ile zwyczajnie nie najładniejsza! – produkcji w historii. Jeszcze lepiej gra wygląda z użyciem dość kontrowersyjnych technologii Nvidii, czyli raytracingu. O ile śledzenie promieni w takim Battlefield V dawało raczej średnie efekty okupione wysokimi spadkami wydajności , o tyle użycie nowych technik renderowania scen w Metro Exodus potrafi robić naprawdę widoczną różnicę. Wierzcie mi, korci mnie aby kupić nowy komputer z kartą graficzną z serii RTX tylko po to, aby móc nacieszyć oczy Metro Exodus w ultra detalach z ray tracingiem. Ta gra gwarantuje, że nawet mocne konfiguracje sprzętowe będą się pocić jak szpieg z „czerwonej” stacji na misji na terenie Rzeszy.

Świetna grafika i audio, dobra historia i zaskakująco ludzkie ukazanie postaci, połączenie starego z nowym w postaci mocno otwartych map z liniowymi lokacjami – Metro Exodus to majstersztyk, w który po prostu trzeba zagrać. Gra nie zatraciła swojej tożsamości ani opresyjnego klimatu, nadal zachwyca tym wszystkim, czym przekonały do siebie poprzedniczki. To kulminacja serii, która przeszła długą drogę od swojego debiutu i burzliwego procesu produkcyjnego. Gdybym mógł wymazać ze swojego mózgu wspomnienia z Metro Exodus, zrobiłbym to bez wahania – tylko po to, aby móc przeżyć tę przygodę od nowa.

Wersja PC – Epic Games Store

Osobną kwestią jest komputerowa edycja Metro Exodus, które na tygodnie przed premierą zostało niespodziewane oznaczone jako gra ekskluzywna na Epic Games Store. Więcej o tym oraz o moich przygodach z tym związanych przeczytacie tutaj.

Tagi

One Comment

  1. Już po godzinie grania wiem, że to jedna z najlepszych gier w klimatach postapo. Klimat, grafika, dźwięk – wszystko na najwyższym poziomie, nic, ino grać 😀
    Na początku trochę się wieszało, ale po aktualizacji sterowników graficznych na razie jest spokój.

Dodaj komentarz

Close
Close