ARTYKUŁPC & KONSOLESPRZĘT

Nadrobić historię – Xbox 360 vs. PlayStation 3 – spojrzenie techniczne

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

To, że nowa generacja konsol nadejdzie, było wiadomo od dawna. Kinect, PS Movie i inne gadżety trochę odsunęły ten moment w czasie, ale pewnych rzeczy nie można przeciągać w nieskończoność. W końcu zaczął się okres, w którym Microsoft i Sony rozpoczęły wyścig zbrojeń, wzajemnego okładania się specyfikacjami technologicznymi, listami ekskluzywnych gier i dodatkowych możliwości każdej z konsol. Choć wszystko to wygląda bardzo ciekawie i kolorowo, warto się zastanowić też chwilę nad tym, jakie inne możliwości, poza technologicznym skokiem konsol, oferuje okres przed premierą każdej z nowych bestii.

Według mnie, jedną z ciekawszych możliwości, jakie mają obecnie gracze, jest opcja relatywnie taniego nadrobienia kilkuletniego kawałka growej historii. Czemu? Przyczyna jest prosta – gdy na horyzoncie pojawia się nowa generacja sprzętu, ceny urządzeń aktualnie zalegających na półkach sklepowych zaczynają coraz bardziej spadać. W wypadku konsol tyczy się to również w dużym stopniu gier. Trzeba tu zresztą uczciwie dodać, że liczba PLN-ów wymaganych do zakupu current-gena od dłuższego czasu plasowała się na naprawdę przyzwoitym poziomie. Dodatkowo można dorzucić do tego jeszcze fakt, że te 6-8 lat temu mało kto miał sensowny, “płaski” telewizor. Aktualnie zaś takie gabaryty, jak 32 cale LCD raczej nikogo szczególnie nie szokują i znajdują się pewnie w wielu domach. A jeśli się jeszcze nie znajdują, to i ten brak sprzętowy jest łatwiejszy do odrobienia, gdyż TV, który kiedyś kosztował 3k złotych, aktualnie chodzi za 1k (i ma trzy razy lepszą specyfikację).

Powstaje tylko pytanie, co wybrać? Nie ma na to prostej, jednoznacznej odpowiedzi. Zaś wywód, który zaraz wyprowadzę, nie ma na celu dowiedzenia wyższości jednej konsoli nad drugą i podsumowania całości stwierdzeniem, iż ostatecznie to “PC GAMING IST KREIG!!!”. Nie jestem fanbojem żadnej z platform – uważam, że blaszaki są lepsze do jednych gier, konsole do innych. W zakresie samych grajstacji zaś – przez długi czas posiadałem Xboxa 360 i bardzo go sobie ceniłem, teraz zaś z radością poznaję świat PlayStation.

Wróćmy więc do pytania: co wybrać? Oczywiście, każdy pewnie najbardziej chciałby mieć zarówno Xboxa “Red Rings of Death” 360 i Play “Slow-Ray” Station 3 równocześnie, ale że mówimy tu o możliwie tanim nadrabianiu zaległości growych, postaramy się dojść do jakiegoś consensusu. Załóżmy, że rozpatrujemy sprawę z perspektywy osoby, która całe życie raczej trzymała się słodkiego, PeCetowego gamingu i postanowiła teraz poznać drugą stronę barykady. Sam zresztą ostatnio podejmowałem podobną decyzję, gdyż po dwóch latach przerwy od konsolowego grania, zastanawiałem się, czy wrócić na łono Microsoftu, czy może jednać dać szansę Sony. Nie przez przypadek też pomijam tu kwestię urządzeń od Nintendo, gdyż… nie rozumiem ich fenomenu. Próbowałem się zetrzeć z tym problemem i poniosłem sromotną klęskę. Żeby grać na Wii, trzeba lubić wizję zabawy wykreowaną przez twórców Wąsatego Mariana. Jeśli ktoś chce się przerzucić z PC na konsolę, która oferuje zupełnie inną filozofię rozrywki, to może właśnie w tym kierunku powinien się udać. Jeśli jednak ktoś szuka grania podobnego do PeCetowego, ale posiadającego inną gamę dostępnych tytułów, to jednak jego wybór padnie albo na Xboxa, albo na PlayStation. I właśnie tym ostatnim przypadkiem się zajmiemy.

Przy decydowaniu się na konkretną konsolę istnieją według mnie dwa kluczowe aspekty, które każdy z graczy musi przeanalizować. Po pierwsze i najważniejsze, jest to lista gier, mogących go na danej platformie zainteresować. Głupio jest oszczędzić 200 złotych tylko po to, by później nie ograć tytułów, na które miało się ochotę. Niemniej jednak, dla kogoś mogą mieć też znaczenie jeszcze dodatkowe możliwości konkretnej konsoli oraz rachunek ekonomiczny, czyli zmieszczenie się w określonej kwocie. Najpierw zajmę się więc tym problemem, by ostatecznie przejść do listy gier.

Na początku sprawa była łatwa – PlayStation 3 było droższe, ale miało Blu-raya, zaś Xbox 360 był bardziej ekonomiczną opcją, ale odtwarzał jedynie płyty DVD. Osobiście sprawę uważałem za absolutnie oczywistą: dowolny film w wersji “niebieskiej” kosztował ok. 100-150 zł, więc i tak mnie ten temat nie interesował. Teraz te same filmu kosztują już po 20-30 zł, więc posiadanie czytnika Blu-ray wbudowanego w konsolę dla kinomana może stać się dużym atutem. Ale! Nadal pozostaje kwestia ceny – konsola Microsoftu kosztuje w najtańszej wersji ok. 550 zł, kiedy sprzęt Sony 650 zł.

Niegdyś (i teraz poniekąd też) Sony odbijało sobie różnicę w cenie na darmowej usłudze sieciowej. Do grania w multi nie było trzeba mieć żadnego abonamentu, zaś Microsoft liczył sobie za tzw. złoty dostęp do usługi Live aż 150 zł rocznie, nie oferując w tej cenie w sumie nic poza tym. Aktualnie sytuacja równocześnie się zmieniła i nie zmieniła. Sony nadal nie wymaga opłaty za granie po sieci, ale wprowadziło abonament PlayStation Plus, wynoszący na nasze ok. 200 zł rocznie. Co dzięki niemu dostajemy? Cóż… przynajmniej trzy darmowe gry miesięcznie, zaś w pierwszym miesiącu korzystania łącznie ok. siedmiu tytułów. Licząc tylko te na PS3, prawie drugie tyle otrzymujemy na mobilną PS Vitę. Co w tym czasie przygotował dla graczy MałyMiękki? Niewiele. Owszem, ostatnio abonament Live został ulepszony w taki sposób, by również gwarantować darmowe granie. Sęk w tym, że na razie gier dostępnych w ten sposób jest dużo mniej i są one sporo starsze, a co za tym idzie – tańsze, w stosunku do oferty Sony. Dla porównania – w lipcu Japończycy dali graczom za darmo Battlefielda 3, Payday: The Heist oraz Saint’s Row 3, zaś Amerykanie jak dotąd mają na koncie tylko… Assassin’s Creed 2 i Fable 3 (plus mniejszą grę, Anomalny: Warzone Earth). Oczywiście, jest to porównanie, nie obejmujące PS Vity – gdyby ktoś się zdecydował na jej zakup, to mógłby liczyć nawet na sześć “darmowych” gier miesięcznie. Trzeba tu na wszelki wypadek dodać – w otrzymane w abonamencie gry można grać tak długo, jak długo ma się aktywny ów abonament. Rozstrzygając ostatecznie temat: na tę chwilę sieciowo-abonamentowa usługa Sony brutalnie knockoutuje nieśmiałe podejście MS do tego aspektu.

Tu dochodzimy do tematu, o którym pisze mi się najciężej, gdyż – podobnie jak w przypadku Wii – nie czuję się targetem tego sprzętu. Mowa o hardware’owych dodatkach do obu konsol. Czy może raczej – jednym dodatku do Xboxa 360 i całej masie dodatków do PlayStation 3. Żeby jednak nie wyglądało na to, że Plejak już na starcie zdeklasyfikował Pudełko, trzeba koniecznie zaznaczyć, iż w tym wypadku ilość nie do końca idzie w parze z możliwościami.

Akcesorium sprzętowym przygotowanym przez MicroSoft jest oczywiście Kinect, czyli połączenie kamery internetowej z sensorem ruchu (rolę owego sensora sprawuje odpowiednia konstrukcja i oprogramowanie samej kamerki). Dzięki temu bajerowi możemy podskakiwać, machać kończynami i udawać, że trzymamy w rękach kierownicę. Z drugiej strony Sony oferuje sprzęt o nazwie PlayStation Move, faktycznie nazywany pieszczotliwie przez graczy (i gwiazdy sceny pornograficznej) “PS Dildo”. Jest on wykorzystywany do wykrywania ruchów dłoni gracza, ale może też służyć, po zakupieniu odpowiedniej nakładki, jako celownik w grach FPP czy kierownica w tytułach wyścigowych. Natomiast funkcję kamerki pełni w tym wypadku inny gadżet, PlayStation Eye – wykorzystywany w licznych, głównie ekskluzywnych tytułach. Do tego dochodzą jeszcze taki rzeczy, jak np. Wonderbook (tylko na PS3) czy różne, dedykowane konkretnym grom kontrolery (buzzery, gitary, zestawy perkusji czy nawet deski do Tony’ego Hawka). Pozostawiam je jednak poza “konkurencją”, ponieważ większość z nich jest wspólna dla obu platform, a rzeczy takie jak Wonderbook czy uDraw są skierowane już do naprawdę wąskiej publiki.

Powstaje pytanie – co jest lepsze? I jest to kwestia… na którą ciężko mi odpowiedzieć. Zawsze miałem wrażenie, że ten sprzęt powstał głównie w celu powalczenia o inny segment rynku, o innych graczy. Tych, z którymi tak dobrze potrafiło sobie poradzić Nintendo, czyli z tak zwanymi casualami. Próbowałem Kinecta, bawiłem się PS Move i różnymi nakładkami na to ostatnie, ale nic mnie nie złapało za serce, a już na pewno nie pomyślałem, żeby któryś z tych gadżetów zakupić. Jedyne zastosowanie, jakie widzę dla tych wszystkich bajerów, są tak zwane “gry imprezowe” – sęk w tym, że kiedy ze znajomymi imprezujemy, jakoś nikt jeszcze nie powiedział “potrzymaj mojego browara, zaraz pobiję twój rekord w Kinect Adventures, @#%@#”. Fenomenu tych gier po prostu nie rozumiem i zapewne nigdy się to nie zmieni.

Ale co, gdyby ktoś ogólnie chciał grać w bardziej klasyczne tytuły, ale przy okazji mieć możliwość przekształcenia swojej konsoli w centrum towarzyskiej zabawy? Osobiście, wybrałbym chyba jednak PS Move. Powodów jest kilka. Po pierwsze, mimo wszystko można popróbować grania tym w FPS-y i jest to ciekawe doświadczenie. Po drugie, Kinect, jako że jest kamerą, wymaga odpowiedniej przestrzeni w pokoju, by móc w ogóle działać poprawnie. Move jest zaś bardziej jak Wiimote. Mam też wrażenie, że Dildo zapewnia znacznie większą precyzję od propozycji MicroSoftu.

Trzeba tu jednak pamiętać, iż Kinecta kupuje się raz i po sprawie. Można grać na nim samemu, we dwójkę czy z większą liczbą znajomych. Natomiast w przypadku PS Move potrzebny jest dodatkowy zestaw kontrolerów dla każdego z graczy. Do tego dochodzą jeszcze nakładki, jeśli ktoś ma taką fantazję i… zabawa zaczyna się zamieniać w skarbonkę bez dna, niczym mój zdezelowany wóz.

X360 w wersji bez dysku ma znacznie większy sens niż PS3 pozbawione twardziela. Przez 4 lata grania na konsoli MS, prawie w ogóle nie borykałem się z problemem braku miejsca, mimo że miałem tylko 20 GB przestrzeni – wynika to z faktu, iż cyfrowa dystrybucja w systemie Live jest nieszczególnie atrakcyjna i poza pomniejszymi produktami, dostępnymi tylko w wersji beznośnikowej, nie korzysta się z niej zbyt wiele. Ceny gier są znacznie atrakcyjniejsze w wersji fizycznej (zwłaszcza, jeśli mowa o „używkach”). Natomiast PlayStation 3 dysk po prostu mieć musi, gdyż bez niego nie da się tak naprawdę korzystać z uroków abonamentu PlayStation Plus. Wersja podstawowa konsoli ma tylko 12 GB przestrzeni, co starczy jedynie na kilka lżejszych produkcji. Masa tytułów ekskluzywnych dla konsoli Sony waży grubo ponad 10-15 GB. Dlatego też patrząc na poniższe zestawienie, warto mieć w pamięci, że porównanie ceny Xboxa bez dysku z PlayStation 500 GB ma sens.

W przypadku rachunku ekonomicznego ciężko mówić o jasnym zwycięzcy. Gdybyśmy skupili się na suchych liczbach, Xbox zakończyłby walkę w pierwszej rundzie, ale… cóż, abonament PlayStation Plus mocno miesza w rywalizacji, zaś Blu-ray może okazać się atutem dla kinomaniaków. Ostateczne rozstrzygnięcie kwestii, która konsola może być aktualnie lepszy zakupem, znajdzie się w drugiej części tekstu, w którym przyjrzymy się produkcjom dostępnym na każdą z platform.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button