ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! Dungeon Keeper

Dungeon Keeper na pewno nie należy do gier mało znanych – wręcz przeciwnie, swojego czasu była to bodaj jedna z najpopularniejszych PeCetowych produkcji, która na niejednym twardym dysku przez wiele lat grzała miejsce. I chociaż w naszym cyklu Nie grałeś? Zagraj! chcemy przede wszystkim przybliżyć gry nieco mniej znane, to tym razem zdecyduję się na odstępstwo od tej reguły. Dlaczego, zapytacie? Ano dlatego, że dosłownie kilka dni temu miałem okazję ponownie stać się złym zarządcą lochów i w mig przypomniałem sobie, jak prostą i dobrą grą jest ta licząca sobie już ponad dwie dekady produkcja.

Bullfrog Productions tworzyło udane menadżery… wszystkiego

Dawno, dawno temu, zanim jeszcze Electronic Arts stało się żywą manifestacją demona pazerności, studio Bullfrog Productions od czasu do czasu wydawało na świat całkiem przyjemne i ciepło przyjmowane przez graczy tytuły. Takie klasyczne serie jak Popolous (1989 r.), Syndicate (i nałogowo ogrywany przez moją siostrę Theme Hospital (ach, te epickie starcia o dostęp do komputera… dzisiaj już takich nie robio) to gry, których chyba nie trzeba przedstawiać. Założony przez Petera Molyneux’a i Lesa Edgara Bullfrog stawiał na gry quasi strategiczno-ekonomiczne, w których zadaniem gracza jest przede wszystkim dobre zarządzanie zasobami – no i trzeba przyznać, że tę formułę mieli opanowaną do perfekcji. Gry ze stajni tego brytyjskiego studia opierały się na dość prostych zasadach, ale wymagały główkowania.

Dungeon Keeper w swojej esencji nie jest tutaj wyjątkiem, więc kiedy gra z charakterystycznym rogatym demonem na okładce w 1997 roku ujrzała światło dzienne, gracze dostali kolejnego, swoistego menadżera – tym razem jednak było to dość osobliwy menadżer, ponieważ trzeba było zarządzać… lochami.

Dungeon Keeper – czyli naprawdę fajny menadżer lochów

Na tym właśnie cały urok DK polega – na odwróceniu ról. Większość gier opiera się bowiem na schemacie, w którym to my próbujemy z drużyną śmiałków podbić takie czy inne lochy, eksterminując przy tym napotkane po drodze, często bogu ducha winne stworzenia. Tym razem role się odwracają – gracz jest zarządcą lochów, rekrutuje kolejne zastępy niemilców, aby dać odpór tym przeklętym, upierdliwym poszukiwaczom przygód, którzy wiecznie wściubiają nos w nie swoje sprawy!

Najogólniej rzecz ujmując celem gry jest takie gospodarowanie podziemnymi lochami, żeby nasze włości stały się atrakcyjne dla potworów, stworów i bestii wszelkiej maści. Wydobywamy, złoto, budujemy legowiska, biblioteki, sale treningowe, kurniki i całą masę innych pomieszczeń – a gdy nasze lochy stają się mokrym snem każdego mrocznego demona w okolicy – przekuwamy się do specjalnego portalu i czekamy na gości. Po chwili w naszym dominium zaczyna roić się od mieszkańców, którzy pracują ku naszej chwale i wielkości, a przy tym za komfortowe warunki i regularne wynagrodzenie pompują bicepsy, żeby w razie potrzeby obić mordę zbłąkanym bohatyrom.

Co ciekawe, a jednocześnie całkiem fajne, jako władca podziemi de facto mamy niewielki wpływ na poczynania naszych podopiecznych. Możemy nimi oczywiście gospodarować według potrzeb, nakazać im trening albo badania, ale wciąż żyją oni własnym życiem, mają przy tym własne potrzeby, które będą realizować. Gdy są zmęczeni – idą odpocząć, gdy są głodni – idą do kurnika, gdy są wkurzeni… no cóż, wtedy różnie bywa. Każdego poddanego możemy złapać i przenieść gdzie sobie życzymy, możemy też sprzedać mu „kontrolną łapkę”, która zadaje co prawda obrażenia, ale jednocześnie przyspiesza pracę. Możemy również jednego, wybranego stwora opętać i dosłownie kierować jego poczynaniami, ale jest to jedynie drobne urozmaicenie zabawy i zazwyczaj nie ma większego wpływu na wynik rozgrywki.

Jak na tamte czasy zarówno oprawa wizualna jak i dźwiękowa Dungeon Keepera stała na naprawdę wysokim poziomie. Jedynym mankamentem jaki dzisiaj może nieco drażnić jest niska rozdzielczość, ale i temu można zaradzić stosując odpowiedniego moda. Ale nawet i bez modów gra dostarcza dzisiaj, 21 lat po premierze, mnóstwa frajdy, cieszy oryginalnym humorem i prostymi, acz ciekawymi rozwiązaniami gameplayowymi.

Dungeon Keeper to po prostu gra, w którą naprawdę przyjemnie się klika, a chociaż świat nie stał od 1997 roku w miejscu, to przecież pomysł nawet dzisiaj wydaje się całkiem świeży. Jeżeli więc drogi czytelniku nie miałeś jeszcze okazji wcielić się w zarządce ponurych lochów – czas najwyższy – innymi słowy: nie grałeś? Zagraj!



1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

One Comment

  1. Niezapomniany pełny polski dubbing w wykonaniu Piotra Fronczewskiego, nieliczny z tych dobrych polskich dubbingów. Teraz wskrzeszano ideę poprzez Dungeons, ale średnio to wyszło. A ja nie chwaląc się, kiedyś na plastykę zrobić trzeba było plakat, więc prawie, że zerżnąłem plakat Dungeon Keepera właśnie i dostałem za to piąteczkę, tak się pani plastyczce hasło przewodnie spodobało: „jak dobrze być złym” Oczywiście nie obyło się bez wyjaśnień, bo plakat jak i jego treść dość kontrowersyjna jak na licealistę 😛

Dodaj komentarz

Close
Close