ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! Icewind Dale

Kiedy za oknem pada śnieg, jest strasznie zimno i wieje mroźny wiatr z północy, człowiek instynktownie tęsknie wyobraża sobie ciepłe dni minionego lata albo marzy o drinkach z parasolką na egzotycznych plażach. Nie ja jednak. Ja bowiem zamiast tego przenoszę się myślami do dalekiego Faerûnu, do niewielkiej wioski Easthaven na dalekiej mroźnej północy. Tam, pośród Gór Grzbietu Świata miała miejsce moja bodajże pierwsza świadoma styczność z uniwersum i mechaniką Dungeons & Dragons. Tam przeżyłem niesamowitą przygodę, która de facto zainspirowała mnie do przelewania myśl na wirtualny papier. Dlatego myśląc o zimie, myślę właśnie o Dolinie Lodowego Wichru.

W naszym cyklu staramy się przypominać mniej znane produkcje i ktoś może wskazać, że co jak co, ale jedna z gier od kultowego developera Black Isle Studios jest zbyt sławna, aby ją w tymże cyklu umieścić. Ostatnio jednakże odkryłem, że Icewind Dale jest stosunkowo nieznaną produkcją, dlatego też zapraszam do karczmy. Ja stawiam pierwszą kolejkę, a poczciwy Hrothgar zapewne znajdzie niejedną opowieść do snucia przy kominku.

Na lodowy oddech Auril!

Icewind Dale powstało jako druga gra oparta na silniku Infinity Engine (pierwszą było kultowe Baldur’s Gate z 1998 roku) i korzystało z zasad D&D w drugiej edycji. W przeciwieństwie do pierwszej części sagi o dziecku Bhaala, dzieło stworzone przez m. in. Chrisa Avellone i Josha Sawyera miało być znacznie bliższe zdobywającym na początku nowego tysiąclecia dużą popularność hack’n’slashom. Na pierwszy plan wysunięta została walka, a fabuła i dialogi zostały zepchnięte na nieco boczny tor – acz nadal były one całkiem kompetentne, a na brak lore również nie można było narzekać. Inną diametralną różnicą pomiędzy Icewind Dale, a Baldur’s Gate była drużyna śmiałków, która była tworzona od podstaw przez gracza. Oznaczało to, że w trakcie gry nie spotykało się nowych potencjalnych towarzyszy broni, nie było interakcji między członkami drużyny, rozmów i tym podobnych elementów, do których zostaliśmy przyzwyczajeni nawet w ostatnich latach. Możliwość stworzenia od zera własnej drużyny sześciu awanturników pozwoliła jednak otworzyć sporo opcji mieszania klas, ras i uzbrojenia oraz staczania walk korzystając z różnych taktyk.

Jak przystało na staroszkolnego cRPG-a, pierwsze kroki w Dolinie Lodowego Wichru stawiało się w karczmie. Tam to zdobywaliśmy pierwsze informacje o wiosce Easthaven, o kłopotach w Dolinie i niepokojach pośród pozostałych Dziecięciu Miast. Drużyna podróżników szybko dostawała się w skład ekspedycji i po zajęciu się kilkoma problemami w miasteczku, wyruszała w zgubną wyprawę. Jak się potoczyły dalsze losy, każdy kto grał doskonale wie. Awanturnicy dowodzeni przez gracza ledwo żywi docierają do Kuldahar – mistycznego miasta znajdującego schronienie w korzeniach olbrzymiego dębu, dającego ciepło pośród śniegów północy. Kuldahar staje się więc – oczywiście – bazą wypadową do kolejnych lokacji. A tych do zwiedzenia trochę jest, acz kierunek wypraw jest liniowy i nie pozwala na nazbyt wiele swobody. Każda z lokacji jest jednak unikatowa i nawet dzisiaj, 19 niemalże lat po premierze, ręcznie rysowana grafika robi znakomite wrażenie. Tła są po prostu szalenie dopracowane, a czas upływa diabelnie szybko kiedy człowiek odkrywa kolejne jaskinie wydrążone wewnątrz lodowca, zgłębia zrujnowane podziemia krasnoludzkiego miasta lub smętne szczątki elfiej wieży. Klimatu dopełnia znakomity – podkreślam to, znakomity! – soundtrack autorstwa samego Jeremy’ego Soule’a, który w magiczny sposób przenosi gracza do smaganej mroźnym wichrem krainy. Nie zna życia ten, kto nigdy nie zatrzymał się w miejscu tylko po to, aby posłuchać motywu muzycznego w Kuldahar lub bojowych bębnów w Dolinie Cieni.

Ogniem, mieczem i pieśnią

Jak się wspomniało, w przeciwieństwie do Baldur’s Gate, Icewind Dale od początku był nakierowany na intensywną walkę, która jest główną atrakcją. Ze względu na mnogość opcji, grę można przechodzić po kilka razy, za każdym razem eksperymentując ze składem swojej drużyny. Ba, wielbiciele wyzwań mogą włączyć tryb Serca Furii (kosmiczny poziom trudności), przejść grę solo lub… połączyć te wszystkie wyzwania w jedno. Sam dwa razy ukończyłem grę w taki sposób i potwierdzam, że jest to dobre wyzwanie, acz wymagające niebagatelnej cierpliwości. W przerwach pomiędzy walkami można natknąć się na okazjonalne – stosunkowo proste – zagadki logiczne i innego rodzaju puzzle, a od czasu do czasu spotka się przyjaźnie nastawionego NPC-a, od którego można otrzymać dodatkowe informacje lub kupić przydatne przedmioty. Nie ma co myśleć o możliwym ukończeniu jakiegoś zadania na multum sposobów, na konsekwencje działań lub żyjący świat – Icewind Dale pochodzi z zamierzchłych już czasów, w których tego typu rozwiązania dopiero zaczynały raczkować. I szczerze mówiąc, ta gra tych opcji po prostu nie potrzebuje. Jest ona bowiem nadal tak samo dobra, jak lata temu.

Nawet po niemalże dwóch dekadach nie mam problemu, aby odpalić grę w wysokiej rozdzielczości używając fanowskich modów. Można również zwyczajnie kupić Enhanced Edition od Beamdog, które nie dość, że obsługuje rozdzielczości aż do 4K, to posiada wszystkie dodatki już wbudowane w grę oraz dodaje szereg usprawnień, poprawek a nawet nowe przedmioty i czary.

Ciężko opisać coś, co się tylko czuje. Dla mnie Icewind Dale wraz ze wszystkimi dodatkami to idealna gra „zimowa”, która zawsze będzie mi się kojarzyła ze śniegiem. To jednak z tych gier, które ukształtowały mój gust i upodobania – nawet jeśli zdecydowanie preferuję pełnokrwiste cRPG, do Krainy Lodowego Wichru powracam co kilka lat i za każdym razem bawię się tam samo dobrze. Jeśli więc nigdy nie graliście w tę nieco już zapomnianą perełkę od Black Isle Studios, a nie razi Was nieco archaiczna mechanika i uproszczone elementy RPG, to spróbujcie wyprawę na daleką północ.

1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

2 Comments

    1. Nie grałem w EE, ale z tego co widzę, jest ok – ja sam po prostu mam oryginalną wersję + mody. EE nawet bym z ciekawości sprawdził, ale czekam na lepsze ceny. Rzuciłem okiem na jakiś let’s play i nie wygląda n to, aby tam mocno namieszali np. z dodawaniem czarów itd. więc balans powinien być odpowiedni nawet z niektórymi zmianami.

Dodaj komentarz

Close
Close