PC & KONSOLERECENZJA

OlliOlli2: Welcome to Olliwood

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Najnowsza produkcja ekipy Roll7 nie przynosi rewolucji, wychodząc z prostego założenia, że nie należy zmieniać tego, co udało się za pierwszym razem. Miast niepotrzebnie kombinować, rozwija sprawdzone rozwiązania, dorzuca garść nowych zakręconych tras, ale przede wszystkim dostarcza wielu godzin dobrej, niezobowiązującej zabawy.

Może poniższe zestawienie nie będzie zbyt trafne i czytelne, ale w moim odczuciu seria OlliOlli jest połączeniem idei zaczerpniętych z trzech produkcji – Tony’ego Hawka, BIT.TRIP RUNNER oraz Trials. Z pierwszej, co oczywiste, bierze tematykę, z drugiej nieustanny pęd i potrzebę prędkości będącej tu nieodłącznym elementem zabawy, z trzeciej zaś prostą, ale dopracowaną mechanikę, oferującą czytelne zasady i ogólną prostotę na wejściu, aby z czasem wymagać coraz więcej, w tym piekielnej precyzji i refleksu, jeśli marzy nam się tytuł mistrza deski.

Jak zostało wspomniane, rozgrywka przedstawia się bardzo prosto. Wcielamy się w skatera, zaś naszym zadaniem jest dotarcie do mety, wykonując po drodze szereg mniej lub bardziej skomplikowanych tricków, bijąc przy tym kolejne rekordy punktowe i zaliczając wyzwania danego etapu. Całą otoczkę ograniczono do minimum, skupiając się na tym, co najważniejsze, czyli trasach i trickach, z kolei sam świat i plansze, po których się poruszamy, są płaskie jak w klasycznych dwuwymiarowych platformówkach.

Banalne wydaje się również sterowanie (można co prawda grać na klawiaturze, ale w przypadku tej produkcji pad jest nader wskazany), ale to tylko pozorna prostota, bo po pierwsze tricków do wyuczenia jest naprawdę sporo, po drugie gra nie wybacza błędów i wymaga perfekcyjnego timingu, no a poza tym do samego sterowania również trzeba się przyzwyczaić, bo z początku wcale nie wydaje się intuicyjne.

Przygoda z OlliOlli 2 to rosnący nieustannie poziom trudności, trzeba więc być przygotowanym na dziesiątki, może nawet setki powtórzeń w przypadku niektórych etapów. Nie jest problemem zaliczenie poziomu i nabicie przyzwoitego wyniku. Schody zaczynają się, gdy chcemy zdobyć pięć gwiazdek na wybranej planszy (czyli zaliczyć wszystkie wyzwania poziomu), a jest to wymagane, jeśli zależy nam na odblokowaniu alternatywnej i znacznie trudniejszej wersji danej trasy.

Na szczęście, podobnie jak w przypadku takich gier jak Super Meat Boy czy Trials, powrót do gry po porażce jest błyskawiczny, zaś sama rozgrywka wciąga na tyle, że chęć zmierzenia się z kolejnymi wyzwaniami przychodzi całkowicie naturalnie. To gra, przy której czas ucieka w zastraszającym tempie, ale okazuje się równie dobra na krótkie, kilkunastominutowe sesje. Rzecz idealna do rozładowania napięcia po ciężkim dniu, gdy nie mamy sił, by siadać na dłużej przed komputerem i mocować się z bardziej rozbudowaną produkcją.

W temacie samej oprawy, w stosunku do części pierwszej “dwójka” nabrała zdecydowanie żywszych barw, trasy są również wielotematyczne, a tym samym bardziej zróżnicowane, sam styl jednak pozostał podobny. Całość wygląda dość biednie, ale czytelnie, więc wizualna prostota szybko przestaje nam przeszkadzać. Zwłaszcza, że nie można powiedzieć złego słowa pod adresem muzyki. Precyzyjnie wyselekcjonowane utwory nadają zabawie odpowiedniego tempa, sprawiając, że rozgrywka jest jeszcze przyjemniejsza, a dynamicznych, ambientowych kawałków chciałoby się słuchać nawet po wyjściu z gry.

Trudno się do czegoś przyczepić, może jedynie do stosunkowo niewielkiej ilości nowinek względem części pierwszej. To po prostu stara formuła odpowiednio doszlifowana, która nadal jest piekielnie grywalna i daje mnóstwo satysfakcji, gdy już zdołamy ją okiełznać. Jeśli jednak masz refleks szachisty bądź nigdy nie czułeś się pewnie na wirtualnej desce, zastanów się dwa razy, nim dodasz ten tytuł do swojej kolekcji. Istnieje ryzyko, że po ekspresowym łomocie szybko się zniechęcisz, by już nigdy do dwuwymiarowego świata OlliOlli nie wrócić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button