PC & KONSOLERECENZJA

The Walking Dead: Season Two – No Going Back

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Nasza mała Clem dorosła, to pewne. Pali szlugi, pije rum i notorycznie ratuje wszystkim tyłki. Może nie do końca w tej kolejności, ale marginalne, choć bardzo symboliczne sceny z piątego epizodu idealnie podkreślają, że kruczoczarna nastolatka w wytartej bejsbolówce nie jest już tym samym bezbronnym dzieciakiem, który chował się za ramieniem Lee. O metamorfozie bohaterki wystarczająco rozpisywałem się w recenzjach poprzednich epizodów, jak natomiast wypadł ostatni odcinek tego tasiemca?

Bardzo dobrze, kto wie, czy nie najlepiej w zestawieniu z poprzednimi fragmentami opowieści. Nie oznacza to jednak, że tym samym całość wspięła się na fabularne wyżyny, fundując nam emocjonalną przejażdżkę równą tej z pierwszego sezonu. Nie udało się to z kilku powodów.

Pierwszym nich jest fakt, iż Clem nieustannie odwala brudną robotę, będąc dzieckiem w grupie dorosłych, którzy niejednokrotnie okazują się mniej zaradni i rozsądni niż nastolatka. Z uwagi na to, że Clem jest jedyną grywalną bohaterką, wydaje się to oczywiste, w przeciwnym razie byłoby jeszcze mniej gry w grze, która i tak przez wielu nazywana jest interaktywnym filmem.

Dzieciaka robiącego za “chłopca na posyłki” można jednak przełknąć. Większy problem mam natomiast z ocalałymi, których spotykamy w tej długiej, mozolnej drodze przez mękę. W świecie ogarniętym przez chaos największymi potworami są inni ludzie, o czym w drugim sezonie mogliśmy się kilka razy przekonać. Niestety genialna postać Carvera dość szybko zniknęła z ekranu, a inni potencjalnie “źli chłopcy” pojawiali się zaledwie na moment, nie wzbudzając we mnie większych emocji.

Stosunkowo słabo wypadła również ekipa towarzysząca nam w tej wędrówce. Raz za razem ktoś ginie, skład grupy z odcinka na odcinek ulega przetasowaniu i teoretycznie tak powinno to wyglądać w świecie pozbawionym nadziei, gdzie najmniejszy błąd może kosztować życie kilku ludzi. Szkopuł w tym, że przez to trudno do kogokolwiek zapałać sympatią na dłużej, trudniej nawet kogoś znienawidzić. W efekcie też śmierć jednego czy drugiego nie wywołuje już tak silnych emocji jak dramatyczne zgony i rozstania z pierwszego sezonu. Bohaterów, którzy przetrwali od pierwszego do ostatniego odcinka jest niewielu i jak na złość są najbardziej bezpłciowi z całej bandy, nie licząc może Kenny’ego, tego jednak znamy znacznie dłużej, więc i jego postać oraz metamorfoza po dramatycznych przeżyciach mogły zostać ukazane lepiej i dosadniej.

W stosunku do pierwszej serii osłabła również waga podejmowanych wyborów moralnych. Albo już wyuczyliśmy się sztuczek Telltale Games, albo scenarzystom zwyczajnie kończą się dobre pomysły, bo ze świecą szukać wyborów równie trudnych, co w przygodach Lee Everetta. Gracz nie daje się też równie łatwo nabierać na pozorne rozgałęzienia w opowieści, bo koniec końców niemal każdy wybór prowadzi w te same rejony scenariusza. Twórcy jakby tego świadomi, przeprowadzili małą rewolucję na sam koniec przygody, przez co w finale opowieści historia mocno się rozwarstwia i w zależności od kilku ostatnich podjętych przez nas wyborów oglądamy inne zakończenie.

Pomysł bardzo fajny i wart wyróżnienia, tyle że są tu zakończenia niezłe i kompletnie byle jakie, nie wzbudzające żadnych emocji. Co gorsza, nawet najlepsze z nich nie chwyta nas za serce równie silnie jak pożegnanie z Lee w finale pierwszego sezonu. Mnogość ścieżek niesie za sobą również inne zagrożenie – przy kilku wykluczających się nawzajem wątkach scenarzyści będą się musieli ostro nagimnastykować, by logicznie pospinać je, tworząc wstęp do sezonu trzeciego, który jak już wiadomo, powstanie na pewno. Jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się przeskok czasowy o kilka lub kilkanaście lat do przodu (co z kolei kłóciłoby się z komiksem, do którego seria nawiązuje), bądź też zmiana na stanowisku głównej bohaterki. Z uwagi na pewne okoliczności i sytuacje, których byliśmy świadkami w trakcie tego sezonu, ciekawszym i sensowniejszym rozwiązaniem wydaje się pierwsza opcja. Czas pokaże, jak twórcy z tego wybrną.

Sporo w tym tekście narzekania, bo i poprzeczka oczekiwań zawieszona była szalenie wysoko, trudno zaś wyrokować o całym sezonie po dwóch czy trzech odcinkach; zawsze pozostaje nadzieja, że scenariusz czymś nas jeszcze zaskoczy lub powali. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Historia, mimo kilku dziur, jest bardzo solidna, a rozgrywka bazuje dokładnie na tych samych schematach, które zdążyliśmy już poznać, całość jednak nie jest tak spójna i emocjonalna, jak poprzednia opowieść. Dlatego niech was nie zdziwi wysoka ocena pod tekstem – odnosi się ona do ostatniego odcinka, jeśli jednak miałbym oceniać całość, musiałbym odjąć jeden punkt.


Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close