FELIETONFILMY

Wehikuł Czasu cz.3: Przenieśmy się w przyszłość! – „The Time Machine” (1960)

Witam, witam! Szczerze powiem, że idea przenoszenia się w czasie do przeszłości nigdy mnie jakoś nie porywała: paradoksy, alternatywne linie czasowe, oraz możliwość całkowitego wymazania siebie samego, to niezbyt pociągająca perspektywa. Jednak co jeśli skoczymy w czasie do przodu? W bardzo odległą i niebezpieczną przyszłość…

Podróż na kraniec Czasu

Na to pytanie stara się odpowiedzieć film „The Time Machine” z 1960 r. bazujący swoją fabułą na noweli H.G. Wellsa o tym samym tytule. Historia przenosi nas o 60 lat wstecz od powstania filmu, bo do roku 1900, gdzie to w posiadłości George’a Wellsa (granego przez Roda Taylora) spotyka się zaproszonych przez niego czterech wiktoriańskich dżentelmenów. Bohater ledwo żywy wpada na swój własny późny obiad i rozpoczyna snuć swoją historię dlaczego wygląda w tak opłakanym stanie.

Impreza przy cygarach i alkoholu

Oczywiście historia ta jest tak nieprawdopodobna, że ciężko w nią uwierzyć: po tym jak koledzy Wellsa wyrazili głośno swoją opinię o wątpliwym finansowym znaczeniu Wehikułu Czasu (co moim zdaniem udowadnia, że słabi z nich przedsiębiorcy), a jeden nawet namawia go by zniszczył „piekielną” maszynę, bohater postanawia jednak przeciagnąć wajchę i ruszyć ku nieznanemu. Podróż to nie licha, bo kończy się w przyszłości 802701 r., gdzie w bajkowym świecie żyją pokojowi ale i beztroscy Eloie, oraz kryjący się w mrokach jaskiń Morlockowie…

Nagiąć czwarty wymiar

Film może i nie jest jakoś mocno rewolucyjny pod względem fabuły w czasach dzisiejszych, ale udaje mu się postawić parę trafnych pytań. Podstawowym jest to, czy człowiek jest w stanie nagiąć czwarty wymiar do swojej woli? Trzy podstawowe są całkiem proste w zrozumieniu i interakcji, jednak czas jest wymiarem dosyć mocno nieugiętym i ciągnącym nas wszystkich jednostajnie w jednym kierunku.

Ukazana przez H.G.Wellsa wizja przyszłości także skłania do głębszych przemyślen – jak będzie wyglądało ludzkie społeczeństwo za 800 tysięcy, a może i okrągły milion lat? W końcu tylko sto lat wystarczyło, by z czasów bryczek i lamp naftowych człowiek używał smartfonów i wysyłał sondy kosmiczne coraz dalej poza Układ Słoneczny. Jak powszechnie wiadomo ewolucja trwa nieprzerwanie i możliwe, że potomkowie dzisiejszych wegan oraz tych którzy nie pogardzą dobrym mięsem na obiad, staną się zupełnie innymi odnogami w ludzkiej ewolucji…

Ciekawe w jakim proszku piorą ubrania 😉

Na uwagę zasługuje także ostra krytyka wszelkich wojen, eskalujących coraz mocniej by w końcu zniszczyć Ziemię na długie millenia i głównego bohatera żądnego ucieczki od tych czasów (nie ma co się dziwić satelicie atomowemu niszczącego planetę, rok produkcji filmu to czasy Zimnej Wojny).

Z czasem doceniony

Film „The Time Machine” nie musiał długo czekać na docenienie, bo już w 1961 roku otrzymał statuetkę Oskara za efekty specjalne:

Na pewno nie można odmówić im uroku lat 60tych, poza tym całkiem nieźle oddają uczucie mijającego czasu.

W 2002 roku powstał remake filmu, zmieniając lekko fabułę i dostosowując ją bardziej do naszych czasów. Zamiast zagłady atomowej mamy spadające odłamki księżyca, oraz poznajemy Sztuczną Inteligencję powątpiewającą w podróże w czasie. Zmianie ulegli także Eloie (którzy w tej wersji są po prostu nie potrafiącą się bronić społecznością plemienną) i Morlockowie (podzieleni na kasty jak w pszczelim ulu). Produkcja ta niestety nie zdobyła większej popularności wśród krytyków filmowych i widowni, chociaż moim osobistym zdaniem nie była ona aż tak mocno zła.

Czas ruszać!

„The Time Machine” mogę polecić z czystym sercem każdemu fanowi science fiction, postapo i podróży w czasie, na pewno nikt nie będzie zawiedziony. 😉

Widziałeś już ten film i zakochałeś się w nim? Nie wiedziałeś o jego istnieniu? Może go nie lubisz, bo Morlockowie byli dla ciebie zbyt brzydcy? Nie bój się komentować, a ja tymczasem przeciągam wajchę i ruszam dalej!

Przydałby im się klub fitness

<Znika w strumieniu Czasu>

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close