PODCASTSERIALE

Widzieliście trzeci odcinek ostatniego sezonu Gry o Tron? Nie? Ja też nie! (spoilery!)

Pisanie tego tekstu tydzień po premierze trzeciego odcinka ostatniego sezonu Gry o Tron nie ma pewnie większego sensu, a jednak dopiero dzisiaj dorwałem się do klawiatury i mam chwilę, żeby wyrazić swoje skromne zdanie. No więc tak, ja też nie widziałem tej epickiej bitwy, bo po prawdzie to nikt przecież jej nie widział. Acha, to tekst złożony ze spojlerów – żeby nie było, że nie ostrzegałem!

Było ciemno, że oko wykol, więc mimo nerwowego regulowania odbiorników trzeba się było jednak nastawić częściowo na słuchowisko. Dobrze, że chociaż część biegających w tym chaosie bohaterów dziarsko dzierżyła przed sobą pochodnie – im to zapewne jeszcze bardziej utrudniało zobaczenie czegokolwiek, ale czego się nie robi dla „fajnego klimatu”, no a widz mógł od czasu do czasu zobaczyć tę czy inną, czasem nawet rozpoznawalną twarz.

Taktyka? A na co to komu?

Strasznie też podobała mi się myśl taktyczna obrońców Winterfell, która polegała głównie na tym, żeby na samym początku wysłać najlepszych jeźdźców z płonącymi mieczami w sam środek jeszcze większej ciemności, a ten bohaterski atak wesprzeć płonącymi pociskami wystrzeliwanymi z katapult. No nie ma lepszej strategii. Myślę, że dowódca, który wpadłby na taki pomysł podczas bitwy, powinien zawisnąć na suchej gałęzi tuż po wygłoszeniu rozkazu popełnienia takiego masowego samobójstwa. No ale co aj tam wiem, w wojsku nie byłem, może takie są właśnie standardowe procedury w przypadku najazdu apokaliptycznej armii nieumarłych.

Dalszy plan polegał głównie na oczekiwaniu na łomot w bardziej lub mniej zorganizowany sposób. Genialne!

Długą drogę przeszli bohaterowie Gry o Tron, tylko nie wiadomo po co

Trójoka Wrona czy tam inny Pięciooki Dzięcioł, którego smutna i długa historia wydawała się być jakimś spoiwem, jakimś ważnym tłem dla nadciągającej zagłady, okazała się zwykłym nielotem, który siedzi w ogródku i czeka – zabijo mie abo nie zabijo? No i teraz najlepsze – jak już Biali Wędrowcy mieli go killhim, to wyskoczyła podlewelowana Arya Stark, żeby jednym ciosem znienacka wsadzić Królowi Rozpierduchy nóż pod żebra i tym samym wyeliminować chodzące zło, oddech wymarłych światów, wcielenie zagłady czy jak go tam sobie jeszcze chcemy nazwać. No i cały ten przerażający nas przez 7 sezonów marsz zakończył się tak słabo, że odpowiedzialni za scenariusz obwiesie powinni zostać z automatu oddelegowani na jakąś infolinię call center do wsparcia technicznego, bo najwyraźniej potrafią bardzo łatwo rozwiązywać szalenie skomplikowane problemy.

Fajna była też postać Jona Snowa, który prawie całą walkę spędził latając na smoku. Zresztą narzekał na to aktor Kit Harington, który wolałby, aby jego postać wzięła czynny udział w walce z nieumarłymi. No cóż…

No i teraz okazuje się, że final bossem jest Cersei. Serio, słabo. Chociaż z drugiej strony może to tylko ja mam z tym problem, bo moja hardcorowa babcia konstruuje większe intrygi niż Lannisterowa w szczytowej formie, więc osobiście bardziej przeraża mnie jednak armia nieumarłych.

Strach się bać kolejnego odcinka

Nie wiem co sobie myśleli twórcy tego serialowego gniota, ale ukazane w trzecim odcinku wydarzenia tak mocno odbiegały od jakiejkolwiek logiki, że doprawdy śmiem wątpić, czy George R.R. Martin by się pod nimi podpisał. Chociaż w sumie kto to wie co on sam planuje nasmarować w kontynuacji swojej powieści, o ile oczywiście pożyje jeszcze na tyle długo, żeby ją skończyć. Naprawdę boję się odpalić kolejny odcinek, a premiera przecież już za kilka godzin…

Tagi

Dodaj komentarz

Back to top button
Close
Close