ARTYKUŁESPORT

2018 WCS Global Finals – zapowiedź Blizzconu

Powoli 2018 rok dobiega końca, a w świecie esportowego StarCrafta oznacza to tylko jedno: zbliżający się wielkimi krokami Blizzcon. Przez niemalże cały rok kalendarzowy byliśmy świadkami walki o 16 miejsc dających prawo do wzięcia udziału w finale najbardziej prestiżowego turnieju wieńczącego cały długi sezon 2018. Dla wielu graczy, sama obecność na Blizzconie to sfera marzeń, a dla najlepszych owoc długich treningów, maratonów gier, tysięcy porażek i zwycięstw, nieprzeliczonych godzin spędzonych na analizie najdrobniejszych detali. Już za niecałe dwa tygodnie poznamy nowego mistrza świata. Czy zgodnie z tradycją będzie to reprezentant Korei Południowej? Czy tym razem gracze spoza mekki esportu zdołają rzucić wyzwanie hegemonom?

 

The gap is closing – takie hasło towarzyszyło wielu fanom esportu podczas 2018 roku. I nie bez powodu, albowiem po raz pierwszy od naprawdę dawna na scenie zachodniej mamy graczy mogących nie tylko stawać w szranki z tyranami z dalekiego zakątka Azji, ale nawet pokonywać ich na własnym terenie. Dwa lata temu wyczynu tego dokonał Alex „Neeb” Sunderhaft, będąc pierwszym obcokrajowcem, który wygrał ważny turniej na koreańskiej ziemi: KeSPA Cup zmiatając w finale Cho „Trap” Sung Ho 4:0. Na powtórzenie tego wyczynu musieliśmy czekać dwa lata, kiedy to Joona „Serral” Sotala dotarł do finału 2018 GSL vs the World, w którym pokonał po zaciętym pojedynku Kim „Stats” Dae Yeob 4:3.

WCS

Rok 2018 to również rok absolutnej dominacji po obu stronach barykady. W WCS (World Championship Series) absolutną władzę zdobył wspomniany chwilę wcześniej Serral, który dokonał niemożliwego i wygrał wszystkie cztery przystanki WCS (Leipzig, Austin, Valencia, Montreal) i dołożył do tego zwycięstwo nad Statsem w Seulu. Tego rodzaju dominacja przebija wszystko, czego byliśmy świadkami przez ponad osiem lat obecności StarCraft II na rynku i detronizuje trzy zwycięstwa Neeba z ubiegłego roku. Co jeszcze ważniejsze, o ile zwycięstwa amerykańskiego Protosa były imponujące, o tyle nie otaczała go ta sama aura absolutnej niewrażliwości na przeciwników. Przy Neebie pozostali gracze w wywiadach twierdzili, że owszem, jest on bardzo mocny, ale do pokonania. W przypadku Zerga z mroźnej Finlandii, jego przeciwnicy liczą na najniższy wymiar kary: pokonanie Serrala wydaje się być czymś w rodzaju „mission impossible”. I jest w tym sporo racji, Serral bowiem nie polega na jednym elemencie gry. On dominuje w każdym. Standardowa gra, standardowe kompozycje jednostek, zabójczy multitasking oraz szybkość reakcji, chirurgiczna precyzja, opanowanie oraz doszlifowane do perfekcji macro. Serral niemalże nie pozostawia luk w swojej grze do wykorzystania przez przeciwników, a nawet jeśli ktoś znajdzie słabe miejsce w jego pancerzu, to jest on w stanie w tej samej serii załatać problematyczny element.

GSL

Podobnie jak w WCS, tak i w Koreańskiej elitarnej lidzie Global StarCraft II League miniony rok upływa pod znakiem jednego gracza: Cho „Maru” Seong Ju. Ten terran to ewenement, swój pierwszy oficjalny mecz rozegrał podczas PIERWSZEGO (!) sezonu GSL w 2010 roku. Miał wtedy 13 lat.  Od tamtej pory zdobył on bardzo silną pozycję na koreańskiej scenie, będąc jednym z Czterech Terrańskich Jeźdźców Apokalipsy, wygrywając drugi sezon GSL (wówczas tymczasowo przemianowanego na WCS Korea) w 2013 roku oraz w 2015 StarCraft II StarLeague Season 1. W obu tych przypadkach zyskał również tytuł Royal Roadera, czyli gracza, który wygrał turniej kwalifikując się do niego po raz pierwszy. Dołączenie do tak elitarnego grona być może uśpiło nieco Maru, który przez następne sezony był nadal groźnym zawodnikiem, ale nie udało mu się ustabilizować na samym szczycie. Wtem przychodzi rok 2018 i Maru dokonuje przemiany. Stosując hiper agresywne taktyki i polegając nie tylko na swoim imponującym micro, ale również bardzo mocnym macro (szczególnie po przejściu z jakiegoś proxy), Terran podbił wszystkie trzy sezony GSL-a. Bonjwa? Być może tak, być może nie, ale Maru zdecydowanie zaznaczył się w historii gry na tyle, że śmiało można go wymieniać jednym tchem obok legend dawnych dni, takich jak Mvp czy Nestea. Wygrana Blizzconu z pewnością dodałaby argumentów w stwierdzeniu, że to właśnie Maru jest najlepszym graczem długiej historii StarCraft II.

Uczestnicy

Do finału całego roku awansowało 16 najlepszych graczy z całego świata. Ośmiu reprezentantów WCS (World Championship Series) oraz siedmiu  z GSL (Global StarCraft II League), uzupełnieniem był zaś zwycięzca dwunastego sezonu Intel Extreme Masters. Bezpośrednio na Blizzcon domyślnie awansował zwycięzca każdego z najważniejszych turniejów w danym cyklu, o pozostałe miejsca toczyły się zażarte boje na punkty zdobywane podczas turniejów. Z racji tego, że w tym roku w obu „światach” byliśmy świadkami jednoosobowej dominacji, dodatkowe sloty zostały otwarte dla graczy rywalizujących za plecami Serrala i Maru. Im dalej ktoś zaszedł w danym turnieju, tym więcej punktów zdobywał, system więc nagradzał tych graczy, którzy potrafili być bardzo konsekwentni i utrzymywali wysoką jakość swoich gier, a tym samym byli w stanie systematycznie uzyskiwać wysokie lokaty. Zasady te dodają też emocji dla fanów oraz nerwów dla graczy, albowiem aż do samego końca (czyt. ostatniego turnieju przyznającego punkty WCS) sytuacja w niektórych przypadkach nie była do końca wyjaśniona. Ostatnie turnieje były więc seriami meczy „o wszystko” dla zawodników zajmujących miejsca w top8 danego regionu, a jednocześnie dawały ostatnią szansę grupie pościgowej na to, aby wyprzedzić konkurencję i rzutem na taśmę znaleźć się na liście uczestników Blizzconu. Koniec końców, kiedy opadł kurz, tak wyglądały tabele punktowe.

źródło rankingów: Liquipedia

Sylwetki graczy

Serral – Joona Sotala [Ence eSports]

Dominacja. To słowo powtarza się przez cały niniejszy artykuł, ale bądźmy szczerzy: nie sposób uniknąć jego wręcz nadużywania patrząc na wydarzenia z ostatnich miesięcy. Nikt wcześniej nie osiągnął takiego statusu, jak Serral. Nikt wcześniej nawet nie śnił o byciu na samym szczycie przez w zasadzie cały okrągły rok. Przez całą historię gry, jedynie kilka jednostek otarło się o dominację, a nawet tacy wybitni gracze jak Mvp nie byli w stanie wygrywać wszystkiego. Szczególnie zagraniczna scena, zarówno WCS jak i w czasach sprzed nastania obecnego systemu, była jednym wielkim polem bitwy, na którym krajobraz zmieniał się jak w kalejdoskopie. Zwycięzcy pojawiali się tylko po to, aby upaść, nowi czempioni ledwo zdążyli rozsiąść się na tronie, a już zrzucali ich z niego kolejni aspiranci. Nawet najbliższy zjednoczeniu całej władzy w swoim ręku Neeb nie zdołał utrzymać się na topie. Serralowi się to udało. I uczynił to w sposób precyzyjny, bezkompromisowy i absolutnie nie pozwalający nawet na pojawienie się najmniejszych wątpliwości, co do potęgi nowego władcy. Serral nie przegrał oficjalnego meczu w turnieju od kwietnia aż do końcówki października, gdzie niespodziewanie przypomniał sobie smak porażki. Neeb pokonał go 3:0 w StarLadder Ultimate Series. Porażka to zaskakująca, ale czy jest to oznaka dopadającej fina słabości pod koniec roku, czy jedynie zlekceważenie stosunkowo małego turnieju online? Pytanie to pozostanie na razie bez odpowiedzi – ale już niedługo przekonamy się, czy był to tylko (być może planowany) wypadek przy pracy. Fakty są takie, że nawet wliczając tę porażkę do statystyk, Serral w 2018 posiada oszałamiający 88.29% winrate w meczach.

ShoWTimE – Tobias Sieber [Arma Team]

Niemiecki Protoss zdołał się odbudować po wyjątkowo dla niego nieudanym 2017 roku, zaczynając z przytupem od wejścia do finałów w Leipzig, po drodze pokonując między innymi Neeba. W finale co prawda lepszy okazał się Serral, ale dla ShoWTimE‚a najważniejszy był dobry początek nowego sezonu. Co prawda nie zdołał on na kolejnych eventach dojść do finału, ale praktycznie na każdym turnieju Niemiec plasował się przynajmniej w top8. To w zupełności wystarczyło, aby na koniec roku znaleźć się na drugim miejscu w rankingu. W świecie „foreignersów” Tobias nie ma się za bardzo kogo bać, poza wiadomym zergiem. Protoss regularnie staje w szranki z czołówką europejskiej sceny i wychodzi zazwyczaj z nich z tarczą. W perspektywie Blizzconu jednakże martwiąca jest forma w starciach z Koreańczykami. Ostatnie mecze z przedstawicielami czołowej nacji esportowej świata odbyły się co prawda dość dawno temu, bo jeszcze w sierpniu, ale na 6 meczy ShoWTimE wygrał tylko jeden, 3:1 z Zestem. O ile porażki z takimi tuzami jak Classic, Dark, Cure i GuMiho to coś w zasadzie spodziewanego, to na Blizzconie aby osiągnąć sukces, Tobias będzie musiał wejść na jeszcze wyższy poziom. Raz już udało mu się dojść do top8 w 2016 roku. Powtórzenie tego wyczynu będzie bardzo ciężkie, ale nie niemożliwe.

SpeCial – Juan Carlos Tena Lopez [Predators Esports]

Jeszcze 2-3 lata temu SpeCial – wówczas znany jako MajOr – był przedstawicielem tego rzadkiego rodzaju całkiem dobrych Terran spoza Korei. Pomimo talentu, był on jednak graczem wyjątkowo niewdzięcznym do śledzenia przez fanów. Notoryczne były u niego takie problemy jak niepojawianie się na turniejach, wycofywanie na ostatnią chwilę, a momenty chwały i przebłyski potencjału były szybko przysłaniane przez porażki z teoretycznie słabszymi rywalami. Od tamtego czasu Juan się jednak zmienił i to diametralnie, a nowy nickname miał być punktem zwrotnym w karierze Meksykanina. I tak się stało. SpeCial niemalże cały czas trenuje w Korei Południowej, a jego wyniki w ciągu ostatnich dwóch lat poszybowały do rejonów nieosiągalnych dla większości graczy. Co prawda Juan nadal nie wygrał żadnego dużego turnieju i powoli można mówić o pewnej klątwie trzymającej go w miejscu, ale to bezdyskusyjnie jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) Terran na scenie WCS. Jego przewagą nad resztą uczestników z WCS jest zdecydowanie doświadczenie w grze z najlepszymi zawodnikami z Korei – i to może zaprocentować podczas takiego wydarzenia, jak Blizzcon. Znajomość rywali, ich taktyk oraz doświadczenia z rywalizowania z najlepszymi dzień w dzień zebrane z koreańskiego laddera to atuty, które niewątpliwie przydadzą się właśnie na największej ze scen.

Neeb – Alex Sunderhaft [Ting]

Niby amerykański Protoss w dalszym ciągu pozostaje jednym z najgroźniejszych graczy w cyklu WCS, ale gdzieś po drodze stracił to magiczne „coś”, co pozwalało mu wygrywać mecze w zasadzie z każdym. Nie oznacza to bynajmniej, że Neeb jest słaby, nic z tych rzeczy. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jego poziom nieco spadł w stosunku do poprzedniego roku. W obecnych rozgrywkach nie udało mu się dojść ani razu do finałów WCS, zawody kończąc zazwyczaj w okolicach top16. Jest jednak jeden turniej, który każe się poważnie zastanowić nad ewentualnym skreśleniem Neeba na Blizzconie. Trzeci sezon GSL. Neeb nie tylko zakwalifikował się do najcięższej i legendarnej wręcz ligi świata, ale awansował z obu faz grupowych, swój udział kończąc dopiero w półfinałach! Ostatni raz wyczyn taki oglądaliśmy w 2011 roku, kiedy do top4 doszedł szwedzki Terran Jinro. Amerykanin ma więc patent na grę przeciwko zawodnikom z Korei oraz potencjał, aby ponownie namieszać w czołówce. Aby to jednak się stało, musi on wystrzegać się nierówności w swojej formie. Tylko w październiku Neeb zdołał pokonać Serrala 3:0 tylko po to, aby po chwili przegrać 2:3 na MaNę i 1:3 na Future.

HeRoMaRinE – Gabriel Segat [mousesports]

Niektórzy gracze pojawiają się na nieboskłonie gwiazd niemalże znikąd, ale błyskawicznie się wypalają i przepadają w niemalże niepamięć. Takich krótkotrwałych rozbłysków w świecie StarCraft II mieliśmy już parę – kto teraz pamięta, że jjakji wygrał GSL? Kto kojarzy jeszcze takich graczy Pigbaby, Sacsri, czy też RorO? Wszyscy byli mistrzami. Pojawili się i zgaśli, a pamięta o nich jedynie garstka weteranów. HeRoMaRinE jest zasadniczo ich przeciwieństwem. Zamiast rozbłysnąć w krótkim czasie, niemiecki Terran powoli i stabilnie osiąga sławę i chwałę. Proces ten trwa od lat i z roku na rok HeRoMaRinE jest coraz mocniejszy, silniejszy i po prostu lepszy. Jego kariera zaczęła się lata temu – dość powiedzieć, że do znanego zespołu mousesports dołączył jeszcze w 2011 roku i reprezentuje go do dzisiaj. Na międzynarodowej scenie stał się groźnym przeciwnikiem w okolicach 2016 roku, ale początkowo jego decyzja o zostaniu pełnoetatowym zawodowcem wydawała się wręcz krępować Gabriela. Dopiero zmiana podejścia i traktowanie siebie samego bardziej jako „streamera” sprawiła, że mentalna blokada zniknęła i HeRoMaRinE zaczął osiągać coraz lepsze rezultaty. Owocem jego długoletnich starań jest kwalifikacja na pierwszy w życiu Blizzcon. Zapewne nie osiągnie on tam wiele, ale patrząc na trajektorię kariery tego Terrana, można przypuszczać że za rok wróci poprawić swój wynik.

Has – Ke Yu Feng [J Team]

Większość graczy podąża za metą, stara się wykonywać optymalne strategie, zwraca uwagę w swoich reżimach treningowych na najdrobniejsze detale. Spora część skupia się na sprawdzaniu, jak wiele elementów obrony na wczesnym etapie gry mogą przyciąć, aby wyjść na prowadzenie ekonomiczne. Buildy i reakcje na nie są dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, co do sekundy i ilości wydobytych surowców. Standardowa gra jest tym, co wzbudza z reguły najwięcej szacunku wśród społeczności, wychwalającej pod niebiosa długie, zacięte gry prowadzące do wydobycia ostatnich minerałów na mapie. Ale Has nie jest jak większość. Tam gdzie inni widzą długie gry macro, Has widzi cannon rushe. Gdzie pożądana jest gra bezpieczna, Has widzi potencjalny, ryzykowny cheese. Jeśli w danej mecie powstanie jakaś agresywna wariacja proxy to można być pewnym, że Has ją wykorzysta i przemieni na jeszcze wredniejszą wersję. Tajwański Protoss od zawsze był czarną owcą na scenie, używając agresywnych taktyk, cheese’ów, proxy, all-inów i całej gamy własnych buildów, których nikt inny nawet nie próbuje wykonywać. Jednakże tym, co odróżnia Hasa od innych zawodników próbujących stąpać tą ścieżką, jest jego zdolność do wejścia do umysłu przeciwnika i sprawienia, że ten zacznie popełniać błędy. Rok 2018 był właśnie kulminacją dotychczasowej kariery Hasa, który na WCS Valencia zaskakiwał rywala za rywalem, zmuszał każdego do panikowania i reagowania na wymysły własnej wyobraźni, podczas gdy sam Has uciekał z grą po prostu macrując. W Hiszpanii Has dokonał czegoś, czego być może już nigdy nie zdoła powtórzyć. Wyjście z grupy z pierwszego miejsca, zostawiając w pokonanym polu skonfundowanych Elazera i SpeCiala to tylko wstęp. Dalej Has wyeliminował Kelazhura, skarał pewnego siebie Nerchio, a następnie zniszczył marzenia ShoWTimE‚a o kolejnym finale WCS. Has zdołał co prawda urwać jedynie jedną mapę Serralowi, który nijak nie miał zamiaru dać sobie wejść do głowy, ale dla Tajwańczyka i tak był to wynik historyczny. Niektórzy krytykują jego styl gry, inni wręcz nienawidzą, a dla wielu Has jest specyficznym typem zawodnika, który nie posiada raczej cech potencjalnego mistrza, ale jedno jest pewne: tam gdzie gra Has, tam będzie ciekawie.

Nerchio – Artur Bloch [Iron Chain / RedBull]

Opisując HeRoMaRinE, jego historię można byłoby przedstawić na wykresie stabilnie wytyczającym kurs w górę. W przypadku Nerchia, wykres takowy byłby nieco bardziej płaski – ale za to nieustannie wskazywałby wyższe regiony WCS. Od początku swojej bardzo długiej kariery polski Zerg oscylował wśród najlepszych zawodników w Europie i na świecie, plasując się w top4 wielu turniejów oraz wygrywając łącznie trzy turnieje najwyższego szczebla oraz sporo mniejszych. 2018 to już trzeci rok z rzędu, w którym Król Artur kwalifikuje się na Blizzcon – konsystencja, której pozazdrościć może niemalże każdy inny zawodowy gracz. Co prawda Nerchio nie zdołał wygrać niczego dużego w tym roku, ale ustawiczne wchodzenie do playoffów w WCS wystarczyło (wraz ze sporą dozą szczęścia w Montrealu, gdzie jego być-albo-nie-być zależało od wyników innych graczy), aby na koniec sezonu Polak mógł cieszyć się z kolejnego Blizzconu. W swojej stabilności Nerchio nie unika jednak okazjonalnych wpadek w mniejszych turniejach online, potrafiąc pokonywać mocnych zawodników z Korei Południowej tylko po to, aby po kilku dniach przegrać na niżej sklasyfikowanych Europejczyków. Znając Artura można się jednak spodziewać, że do Blizzconu przygotuje się najlepiej jak można i będzie trudną przeszkodą dla każdego w swojej grupie. W końcu to ktoś, kto jest wręcz definicją „starej gwardii” i posiada wszelkie mentalne aspekty zwycięzcy pamiętającego kampanie na przestrzeni trzech różnych krajobrazów.

Lambo – Julian Brosig [Team QLASH]

Esportowy świat StarCraft II to dynamiczne uniwersum, w którym nikt nie może być pewnym, że przyszły sezon będzie lepszy od poprzedniego, że te same gwiazdy pojawią się na nieboskłonie, a wygrywać będą ci sami zawodnicy, co zawsze. Krajobraz zmienia się z roku na rok, dawne potęgi upadają, oddając miejsce nowym aspirantom, weterani kruszeją w swoim oporze, a młoda krew rwie się do walki o wyższe miejsca na podium. Lambo co prawda nie należy do najmłodszego pokolenia obecnego na WCS (jak Reynor i Clem), ale jego obecność na Blizzconie można śmiało określić mianem pewnego zaskoczenia. Niemiec przez lata był w cieniu, oscylując w okolicach Challengera, okazjonalnie kwalifikując się do większego turnieju. Dopiero w 2017 roku udało mu się wejść do playoffów w WCS Austin, gdzie został bezpardonowo znokautowany przez Neeba. Ciężka praca w cieniu przyniosła w końcu efekty, albowiem ten rok był zdecydowanie rokiem stabilizacji Lambo na międzynarodowej scenie jako jednego z najgroźniejszych Zergów na scenie. A jego głód sukcesu nie został jeszcze zaspokojony. W 2018 roku za wyjątkiem WCS Valencia, Lambo zawsze wchodził do playoffów, dwukrotnie kończąc rozgrywki w top4 – za każdym razem ostatnią przeszkodą na drodze Niemca był Serral. Kto wie, czy gdyby Lambo miał trochę więcej szczęścia w bracketach, czy nie zdołałby osiągnąć samego finału. Nawet pomimo tego w Montrealu pokazał on emocjonujące ZvZ, ulegając fińskiemu monstrum 3:2, pokazując jednocześnie, że bóg może krwawić. Na Blizzcon Lambo jedzie bez presji, a jego głód sukcesu i nieustanny rozwój z pewnością sprawią, że będzie bardzo niewygodnym rywalem dla każdego.

Maru – Cho Seong Ju [Jin Air Green Wings]

Książę Terran długo kazał czekać swoim wyznawcom na pokazanie pełni swoich mocy. Kiedy jednak postanowił, że nastał czas jego rządów, efekty były spektakularne. Żaden gracz w długiej i barwnej historii GSL-a nie zdołał wygrać trzech kolejnych sezonów z rzędu, a do tego czyniąc to w dominujący sposób. Maru z pewnością będzie chciał dodatkowo umocnić swoje miejsce w historii esportowego StarCrafta, wygrywając najważniejszy turniej całego roku: Blizzcon. Wszystko układa się po myśli nadal bardzo młodego zawodnika. Poza wygranymi GSL-ami jest on również #1 jeśli chodzi o łączne zarobki z samych turniejów w historii gry, okupuje również pierwsze miejsce na statystycznym serwisie Aligulac.com. Bezdyskusyjnie jest on najlepszym zawodnikiem na świecie w tym roku, brakuje mu tylko jednego ostatecznego zwycięstwa, osiągnięcia swoistej nieśmiertelności. Jego głównym wrogiem (przynajmniej w oczach widzów) będzie jednak Serral, z którym… Maru ma negatywne wspomnienia. Obaj panowie spotkali się łącznie trzykrotnie i Terran był w tym starciu górą tylko raz. Owszem, jedna z tych porażek to kwalifikacje do Intel Extreme Masterx XII World Championship rozgrywane na europejskim serwerze, ale i tak jest to potencjalny cień padający na umysł Maru. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się sugerować, że finał nadchodzącego wielkimi krokami Blizzconu może być tylko jeden. Maru ma wszystko: micro, macro, zdolność do płynnego przechodzenia z proxy do standardowej gry, grania zarówno bardzo agresywnego, jak i toczenia długich pojedynków na całej mapie. Kulminacja roku będzie z pewnością wybuchowa.

Classic – Kim Doh Woo [The Gosu Crew]

Patrząc na rok Classica można śmiało uznać, że to największy przegrany spośród zwycięzców. Co prawda zdołał on wygrać Afreeca Super Tournament 2, ale przez całą resztę roku Classic nie był w stanie postawić kolejnego kroku i osiągnąć finału, czy to GSL, czy to Super Tournament 1 i GSL vs the World. Zawsze jednak zachodził wysoko, tocząc równe boje z najlepszymi graczami na świecie, często przegrywając o milimetry i milisekundy. Popularny ChinToss z pewnością będzie zmotywowany jak nigdy, aby na Blizzconie pokazać, że on również jest mistrzem i ten rok byłby jego, gdyby tylko inaczej ułożyły się gwiazdy. Jego statystyki za obecny rok to świetne 76.60% winrate – imponujące tym bardziej, że praktycznie osiągnięte tylko i wyłącznie bijąc graczy na jego poziomie. Classic przegrywa rzadko, a nawet jeśli, to minimalnie jak np. porażki 2:3 z Darkiem, 1:2 z TY czy 1:2 z INnoVation. Walka o tytuł mistrza świata będzie bardzo wyrównana, a Classic bez wątpienia będzie liczącym się kandydatem do samego końca.

Stats – Kim Dae Yeob [Splyce]

W dawnych czasach definicją defensywnego macro Protossa był Rain, który samodzielnie zdefiniował ten styl gry, porzucając hazardowe zagrania i cheese, pokazując nową drogę i osiągając sukcesy, stając się przy tym symbolem dla wielu graczy. Po latach pałeczkę przejął Stats, który jest uosobieniem właśnie takiej bezpiecznej, solidnej jak skała gry macro na wszystkich poszczególnych jej etapach. Tym co dodatkowo wyróżnia Statsa od reszty jest jego umiejętność do podejmowania trafnych decyzji w ułamku sekundy, pozwalając odwrócić losy starcia lub zmuszając przeciwnika do zajęcia się nowym problemem na kolejnym froncie. Stats nie definiuje mety, nie tworzy własnych buildów ani nie sprawia, że tłumy widzów wiwatują na widok wyjątkowo efektownych zagrań – Stats nie rzuca fajerwerkami na lewo i prawo, on przerabia buildy wymyślane przez innych i opanowuje do perfekcji, upewniając się jednocześnie, że korzysta odpowiednio z obecnej mety. Stats w 2017 był najlepszym Protosem na planecie. W 2018 walka o ten tytuł jest bardziej zażarta, ale Statsa to nie obchodzi. On ma oczy skierowane na szczyt i nie spocznie, dopóki się nań nie wespnie.

Zest – Joo Sung Wook [Scythe]

Kariera Zesta to sinusoida nieustannych wzlotów i upadków. Pomiędzy każdym mistrzowskim rokiem lub sezonem znajduje się przepaść, w którą Zest spadał na długie tygodnie, odnajdując w końcu wyjście z dołka i wyczołgując się na szczyt raz po raz. Nie inaczej było i w tym roku, podczas którego koreański Protoss musiał nie tyle ponownie znaleźć w sobie siły do kolejnego ataku na szczyt, co odnaleźć motywację, aby przebudować samego siebie. Dawny Zest był uosobieniem planowania oraz korzystania z zasobów koreańskiego reżimu treningowego w teamhouse KT Rolster – dobierał taktykę pod rywala, a w razie każdej napotkanej sytuacji miał opracowane płynne przejścia, potrafił w locie modyfikować swoją grę bazując na setkach godzin poświęconych notorycznej praktyce. Zest nie brylował w micro, miał momenty niesławnego trzymania minerałów w banku (tzw. Zest’s macro), ale nie przeszkadzało mu to w dominowaniu rywali. Przynajmniej w tych latach, w których był na topie. Obecny Zest podejmuje czasami dziwne, niezrozumiałe decyzje, potrafi momenty znakomitej gry przetykać potknięciami niegodnymi zawodowca, ale jedno pozostaje niezmienne: Zest wygrywa. Bez fanfarów, zachwytów nad jego grą i oczekiwań, że nawiąże do swoich najlepszych lat. A mimo to, to właśnie on będzie na Blizzconie, a po cichu może okazać się czarnym koniem finałowego turnieju 2018 roku.

TY – Jun Tae Yang [Splyce]

TY pod pewnymi względami przypomina Maru. Obaj zaczęli swoje kariery w bardzo młodym wieku (TY znany był wówczas dosłownie jako BaBy), obaj byli typowani jako cudowne dzieci mające w przyszłości poprowadzić Terran do zwycięstw. Tutaj jednak podobieństwa się kończą. Podczas gdy Maru wygrywał swoje pierwsze turnieje jako Royal Roader, TY stał z boku i przyglądał się wszystkiemu, samemu nie będąc w stanie wejść na odpowiedni poziom. Przez długi czas wydawało się, że TY nigdy nie zdoła przejść blokady każącej mu przegrywać w meczach, których przegrać nie powinien. W praktyce wszystko wyglądało dobrze, ale praktyka okazywała się brutalnie weryfikować marzenia młodego zawodnika, często określanego jednym z największych taktycznych geniuszy w historii StarCraft II. Jednakże rok temu „coś” się zmieniło. Po dekadzie od swojego profesjonalnego debiutu, TY wygrał pierwsze mistrzostwo podczas Intel Extreme Masters Season XI rozgrywanego w Katowicach. Co prawda zwycięstwo to nie sprawiło, że Terran w końcu zaczął wygrywać wszystko, co popadnie, ale w pewien sposób z pewnością go odblokowało. Od tamtej pory TY osiągnął top4 na Blizzconie 2017, top4 w GSL-u oraz drugie miejsce w tym samym turnieju. Od zdobycia drugiego w karierze złota powstrzymał go nie kto inny, jak Maru w jednym z najbardziej emocjonujących finałów TvT. Pewną nagrodą pocieszenia dla TY może być fakt, że wedle wielu fanów to właśnie jego długie macro gry były jednymi z najciekawszych w całym bieżącym roku, ale to marna pociecha. Tym co jednak może naprawdę poprawić humor TY jest wygranie Blizzcona, a jeśli jest ktoś, kto może się do tego perfekcyjnie przygotować i opracować specjalne taktyki, to właśnie TY.

Rogue – Lee Byung Ryul [Jin Air Green Wings]

Rok 2017 był rokiem Rogue, który wyglądał jak bezdyskusyjnie najlepszy gracz na świecie. Świadczyły o tym zarówno jego mecze i forma, kreatywność i łatwość w egzekucji specyficznych zagrywek i buildów, ale przede wszystkim wyniki. Szczególnie druga połowa roku przebiegła pod dyktando Zerga, który zmiótł rywali z powierzchni ziemi wygrywając Intel Extreme Masters XII w Szanghaju, 2017 AfreecaTV GSL Super Tournament 2 oraz sam Blizzcon. Po tym gorącym okresie Rogue nieco ostygł w trakcie pierwszego sezonu GSL w 2018 roku, biorąc zasłużony odpoczynek, ale wkrótce przypomniał on o sobie w trakcie Intel Extreme Masters XII – World Championship, podczas którego zniszczył Classica 4:0, po drodze pokonując między innymi Maru i TY. Wydawało się więc, że Rogue powraca do dominowania sceny w Korei Południowej, ale rzeczywistość okazała się inna. Pomimo tego, że popularny Zerg nadal osiągał całkiem przyzwoite rezultaty, to nie zbliżył się on do kolejnego mistrzostwa, a i jego gra momentami była mocno dyskusyjna. Czy to Maru z resztą konkurentów wzbili się na wyższy poziom, czy też sam Rogue spoczął zadowolony na laurach? Odpowiedź nie jest taka jasna, ale z pewnością Rogue nadal ma w sobie to, co sprawiło że druga połowa 2017 przebiegła pod znakiem jego rządów. Na tegorocznym Blizzconie Rogue może zarówno wywinąć orła już na fazie grupowej, jak i dojść do samego końca. To dzika karta, która może spektakularnie wybuchnąć lub nigdy nawet nie odpalić lontu.

Dark – Park Ryung Woo [The Gosu Crew]

Mało kto wydaje się być wręcz stworzony do wielkich rzeczy, otwarcie mówi o swoim przeznaczeniu byciu najlepszym graczem w historii, a jednocześnie ma pecha do wykonania tego ostatniego kroku. Dark jest uosobieniem wszystkiego, czym powinien być profesjonalny gracz: posiada nieskazitelną mechanikę, szeroki zakres buildów, jest mocny w każdym aspekcie gry, od lat rywalizuje na samym szczycie koreańskiej sceny. Jednocześnie jednak ma na koncie tylko dwa triumfy z 2016 roku w SSL Season 1 i 2016 WCS Korea Season 2 Cross Finals. Kiedy zaś spojrzy się na jego karierę, można dostać zawrotów głowy od ilości finiszów na podium. Samych drugich miejsc w turniejach rangi Premier ma on aż 8! Z pewnością gdyby nie skrajny przypadek wiecznego Konga, czyli soO, to właśnie Dark byłby symbolem Silver Surfera. Świetnego zawodnika, ale niemal zawsze drugiego w końcowej klasyfikacji, zawsze zmuszonego oglądać kogoś innego wznoszącego trofeum. Dark będzie wyjątkowo zmobilizowany do wygrania Blizzconu, bardziej niż prawdopodobnie ktokolwiek inny obecny na turnieju. Czas ucieka, a Dark – pomimo świetnej reputacji – nie zdołał jeszcze zbudować swojego pomnika trwalszego niż ze spiżu.

sOs – Kim Yoo Jin [Jin Air Green Wings]

Śledząc na bieżąco wyniki turniejów przez cały rok, raczej nie można się było spodziewać, że koniec końców do czołowej szesnastki najlepszych zawodników świata dołączy sOs. Koreański Protoss to ewenement, enigma niemożliwa do rozszyfrowania. Tylko on potrafi przez cały rok wydawać się daleki od bycia pretendentem do tronu, tylko po to aby znienacka pojawić się w obłoku oślepiającego, diamentowego pyłu wśród zdezorientowanych konkurentów i zabrać trofeum do domu, zanim ktokolwiek zdoła zrozumieć, co się właściwie stało. sOs to chroniczny przypadek geniusza, który nie musi nic nikomu udowadniać, a jego momenty „obudzenia” mogą być zarówno wynikiem jakiegoś losowego ułożenia gwiazd, jak i świadomą decyzją samego zainteresowanego. W jego przypadku nie można być nigdy niczego pewnym – z jednym wyjątkiem. Kiedy na horyzoncie pojawia się naprawdę ważny turniej (szczególnie jak nagroda za pierwsze miejsce wynosi minimum 100.000$), sOs z pewnością się pojawi i namiesza, a prawdopodobnie nawet wygra. Obojętnie jak złego roku by on nie miał, jeśli sOs uzna coś za swój cel, to on go osiągnie. I to w spektakularny sposób. Na scenie najwyższym poziomie jedynym zawodnikiem mogącym być przyrównanym do Koreańczyka jest Has. Z tą różnicą, że to jakby porównać Forda do Ferrari, bo obie są markami samochodów i mają nazwę na literę „F” oczywiście na niekorzyść Hasa. sOs jest absolutnym mistrzem buildów nacelowanych na konkretnych przeciwników i mapy, na wchodzenie rywalom do głowy i w ogólnym sianiu zamętu. W końcu mistrzem świata nie zostaje się bez odrobiny geniuszu. sOs mistrzem był już dwukrotnie. Trzeci zdobyty Blizzcon byłby czymś niezwykłym i unieśmiertelniłby sOs. Byłby to jego Magnum Opus.

Grupy

Grupa A

Predykcja: Maru i TY. Maru to Maru, a drugie miejsce zapewne przypadnie przedstawicielowi tzw. czwartej rasy, czyli koreańskiemu terranowi. Nie byłoby jednak przesadnie wielkim zaskoczeniem, gdyby TY ponownie się potknął w ważnym meczu. Wówczas największe szanse powinien mieć Neeb ze swoim doświadczeniem. Lambo powinien się cieszyć chwilą.

Grupa B

Predykcja: sOs wyjdzie z grupy, to w mojej opinii pewne. Geniusz nie po to zakwalifikował się na Blizzcon rzutem na taśmę, aby odpaść na samym początku. Obok niego (być może z pierwszego miejsca) zapewne awansuje Serral, tak przynajmniej nakazuje logika. sOs może nawet przegrać z Serralem, wyglądając przy tym jak amator, ale znając życie, to byłoby tylko częścią jego większego planu. Nie skreślałbym jednak Zesta, który może pojawić się w swojej najlepszej formie i przynajmniej powalczyć o wyjście z grupy. Gdyby tylko nie to historycznie złe PvZ…

Grupa C

Predykcja: Stats i Dark. Dark jest zbyt solidny i mocny, aby przegrać na foreignerów, podobnie jak Stats. Has raczej nie zdoła namieszać w głowie nikomu w grupie – wszyscy będą na to zbyt dobrze przygotowani i skoncentrowani, aby do tego dopuścić. Acz istnieje szansa, że Has przybędzie uzbrojony w wyjątkowo dziwne buildy. ShoWTimE powalczy, ale będzie raczej bezradny w starciu z elitą Korei Południowej.

Grupa D

Predykcja: rzeźnia. Zarówno Nerchio jak i SpeCial to naprawdę dobrzy zawodnicy, doświadczeni w walce na szczycie, ale tutaj ich przeciwnikami są drugi najlepszy w tym roku gracz świata oraz ubiegłoroczny mistrz świata. Jedyny scenariusz, w którym któryś z foreignersów wyjdzie z grupy to potencjalne wywrotki Rogue. Ale naprawdę ciężko uwierzyć, aby on sam wraz ze swoim zespołem nie poświęcił mnóstwa czasu na odpowiednie przygotowanie się do najważniejszego turnieju w roku.

 

Informacje

Co? 2018 WCS Global Finals

O co? Łączna pula nagród: 700.000$ (280.000$ za pierwsze miejsce wraz z tytułem mistrza świata)

Kiedy? Faza grupowa (opening week): 26.10.2018 do 28.10.2018, start o godzinie 18:00 czasu polskiego. Blizzcon ropocznie się 02.11.2018 i potrwa do 03.11.2018

Gdzie oglądać? Oficjalny angielski stream na Twitch.tv: StarCraft | polskie streamy na ESL_Poland oraz EmStudio

Polecam obejrzeć sylwetki graczy w WCS Signature Series:

1+

Polubili to:

  • avatar
Źródło
LiquipediaAligulacWCS
Tagi

One Comment

Dodaj komentarz

Close
Close