Anihilacja… – Nerdomancer
filmyrecenzja

Anihilacja…

Anihilacja.

Film, będący bardzo kompetentnie zrealizowanym, wartym uwagi jako science fiction, rodzi kilka znaczących pytań: czemu ten film jest ważny? Co jego emisja i dystrybucja mówi o współczesnym kinie? I dlaczego oznacza śmierć kina jako takiego, poprzedzonego paroma najbliższymi latami powolnej agonii?

Tytuł ten miał premierę na Netflixie w większości świata, oraz kinowo w USA. Odwrotnie w kwestii jakiejkolwiek logiki, gdyż zazwyczaj tępe filmy tam są emitowane w kinach, a u nas docierają jako straight-to-DVD. I jest żywym dowodem śmierci kina, podczas gdy na przykład Ghostbusters 2016 (na którym niedługo zamierzam wykonać porządną autopsję) było rozreklamowane jako prawdziwie feministyczny film, Annihilation nie miało prawie żadnej reklamy i naprawdę jest, w odróżnieniu od wyżej wymienionego poprzednika twierdzącego że jest, filmem o DOBRYCH, MOCNYCH I SOLIDNYCH żeńskich postaciach. Do tego ma fabułę, która nie wyjaśnia wszystkiego odbiorcy, a daje mu elementy i fakty, które musi sam poskładać, wysilić te kilka szarych komórek przytępionych współczesnymi tytułami. Nic nie jest podane na tacy, a zarazem wszystko wynika z myślącego odbioru.

Idąc dalej, jest to film o solidnej, czysto kobiecej obsadzie głównej, gdzie każda z protagonistek daje z siebie 110% w kwestii gry aktorskiej, jest to tytuł który powinien zostać rozreklamowany jako apogeum czysto damskiej kinematografii… ale przeszedł bez echa, niczym przecena zdrowej żywności w amerykańskim supermarkecie, podczas gdy teoretycznie FEMINISTYCZNY MOLOCH jakim byli ostatni Pogromcy Duchów, mający wyrównać wszystkie hollywoodzkie nierówności i uleczyć wszystkie choroby świata był absolutną porażką na poziomie scenariusza (jeśli takowy kiedykolwiek istniał), komedii i kinematografii, który był w szczerym ujęciu zrobiony najprawdopodobniej tylko po to, żeby wycisnąć kasę z licencji i zarazem móc uciszyć każdego przeciwnika etykietą mizantropii. Anihilacja rozwala konkurencję na kilku poziomach.

Pierwszy to fabuła – nie jest to typowy współczesny gniot, tylko naprawdę inteligentne SF, brnące w zagadnienie „czym jest życie?”, „jak rozwiązać kwestię teoretycznie wrogiego natarcia ze strony pozaziemskiego fenomenu?”, „jak zachować człowieczeństwo w obliczu niechybnej zagłady?”, „jak nasza życiowa motywacja może się odcisnąć w ogólnym rozrachunku?”. A podstawą prawdziwego Science Fiction przez duże SF jest od zawsze zadawanie pytań. Nie daje oczywistych odpowiedzi. Zostawia z wielkim znakiem zapytania, melancholią w duszy i chęcią obejrzenia po raz kolejny, aby wyłapać niuanse.

Drugi to wyżej wspomniana obsada. Aktorki autentycznie robią swoje (może momentami poza Natalie ‘Nie Wiem Co To Ludzkie Reakcje’ Portman), a ich wzajemna chemia cudownie spaja odbiór obrazu. Ich postaci napisane są głęboko, podczas gdy zwykle rola może być podsumowana jednym epitetem, tutaj przebija przez nie człowieczeństwo, a motywacje są naprawdę… ludzkie i zarazem trudne do osądzenia w jednoznaczny sposób. Żadnej z postaci w ich kluczowych momentach nie da się odmówić racjonalności, a to naprawdę rzadko się zdarza.

Trzeci to symbolika. Jest jej tu pełno, od drobnostek, przez surrealistyczne pejzaże ożywionej przez obcą siłę martwej materii po tak drobne smaczki jak obraz dwóch jeleni (jednego wyglądającego na wizaż Śmierci, drugiego absolutnie zdrowego, mających odzwierciedlenie w motywacji postaci i w moim ujęciu prezentujących dualizm zachodzących zmian, jak i historii bohaterek). Wszystko zbiera się w jedną koherentną całość, trzymającą w napięciu i momentami zahaczającą o kosmologiczny horror.

Czwarty to rzadko poruszany aspekt nielustrzaności świata obcych i naszego. W 99% przypadków kosmici to wyglądające jak ludzie istoty, z czego ze 3% ma czułki, o tym samym języku, logice, i tak dalej. Tutaj? Hm, nie zdradzę, jako że bardzo zgrabnie film ten podchodzi do kwestii pierwszego kontaktu jak i reperkusji takowego. Dość powiedzieć, że to, co dla nas wydaje się logiczne, dla pozaludzkiej inteligencji może nie być tak oczywiste.

Jeśli mogę sobie pozwolić na jakąkolwiek krytykę, to jedynym aspektem Annihilation który mi się nie podoba jest typowe dla dużych studiów zakończenie, gdzie absolutnie MUSI być wciśnięty na siłę finał z ‘zawijasem’, który jest równie przewidywalny jak poranne wzejście Słońca, jeśli ktoś kiedykolwiek widział chociażby plakat filmu sf.

Jako że jest to tytuł który polecam, nie zamierzam spoilerować czegokolwiek, gdyż zasługuje na podejście do niego z jak najmniejszą ilością wiedzy o fabule.

Podsumowując, Anihilacja jest wartym uwagi tytułem, który trzeba obejrzeć, jeśli szanujemy się jako fani porządnej, acz od wielu lat niedożywionej niszy SF.

Tagi

One Comment

Dodaj komentarz

Close
Close