ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! – Oni

Zanim Bungie stało się światowej sławy studiem za sprawą serii Halo, był to developer o znacznie mniejszym prestiżu i rozgłosie, acz mieli na koncie kilka udanych produkcji. Jedną z ich flagowych marek – przynajmniej do roku 2001 – była seria mrocznych strategii „taktycznych” fantasy Myth, którą zapewne każdy starszy PeCetowiec pamięta chociażby ze względu na krasnoludzkich grenadierów, którzy sprawiali, że trupy dosłownie latały we wszystkie strony. Fizyka w tych grach była dość zaawansowana, więc granat potrafił czasem stoczyć się ze zbocza i trafiać pod nogi własnych jednostek.

Pomiędzy Myth II: The Soulblighter, a Halo: Combat Evolved studio Bungie wydało jednak na świat jeszcze jedną, obecnie w zasadzie całkowicie zapomnianą produkcję. Nie była ona hitem, zestarzała się również dość nieprzyjemnie, ale miała w sobie to „coś” co zapewniało całkiem radosną rozgrywkę. Czym więc było Oni?

Oni należy do gatunku trzecioosobowych gier akcji, w których głównym sposobem pertraktacji  z przeciwnikami było zasadzenie im soczystego kopa albo przywalenie pięścią w nos. Okazjonalnie do rąk gracza trafiały rozmaite spluwy, karabinki lub bronie energetyczne i wyrzutnie rakiet, ale daniem głównym zawsze pozostaje walka wręcz. I ta jest zrealizowana całkiem sprawnie – kierując poczynaniami Konoko, będącą członkinią organizacji działającej w biznesie bezpieczeństwa, mamy okazję do traktowania przeciwników rękami, nogami oraz rozmaitymi kombinacjami tychże. Początkowe combosy zostają w miarę postępów w grze uzupełnione o nowe ruchy, których poprawna egzekucja wymagała odrobiny treningu, aby je sprawnie wykonać w ogniu walki. A okazji do tegoż nie brakowało, bo walk było po prostu sporo, a dość mocno wyżyłowany poziom trudności w połączeniu z brakiem manualnych zapisów gry (jedynie autosave) sprawiał, że często trzeba było powtarzać jakąś sekcję aż do skutku. Nie przeszkadzało to jednak aż tak bardzo, przynajmniej na początku, kiedy to walka sprawiała autentyczną frajdę ze swoimi animacjami, wykrywaniem detekcji z blokującymi przeciwnikami oraz kolorowymi rozbłyskami służącymi jednocześnie za poziom życia oponenta.

Również świat gry był całkiem ciekawy. Od samego początku widać mocne wpływy legendarnego i kultowego anime Ghost in the Shell. Akcja osadzona jest w dość niedalekiej przyszłości, w której nie brakuje typowych dla gatunku „bliskiego science-fiction” problemów i technologii. Nie zabraknie również olbrzymich korporacji, złych organizacji terrorystycznych czy metod kontrolowania obywateli rodem z Orwella. Skojarzenia z GiTS nie kończą się tylko na ogólnej wizji świata, ale również sięgają strony wizualnej gry. Bungie bardzo chciało, aby z Oni zrobić wręcz anime, co widać szczególnie w charakterystycznym intro gry oraz w postaciach głównych, takich jak Konoko. Dobra, same modele nie zdradzają tego tak bardzo, ale towarzyszące każdej cut-scence anime-portrety postaci dają jasny przekaz. Co ciekawe, Konoko potrafi w ramach kampanii kilkukrotnie zmienić swój wygląd na wspomnianym avatarze, pomimo braku zmian w jej modelu 3D.

Oni to także przedstawiciel starego już sposobu projektowania poziomów. Mapy są dosyć rozległe, ale strasznie pustawe i nieciekawe, na co zwracano uwagę już w okolicach premiery w 2001 roku! Niemalże każda misja to konieczność przejścia z punktu A, do punktu B, po drodze otwierając panele kontrolne sterujące drzwiami stojącymi akurat na drodze. Oczywiście niemal w każdym kolejnym pomieszczeniu na Konoko czeka komitet powitalny, za którym czekała kolejna para drzwi do otworzenia. Schemat ten dawał się we znaki: idź, zabij tę grupę przeciwników, otwórz drzwi do następnej lokacji, zbierz wszystkie znajdźki w okolicy (apteczki, tarcze, broń, amunicja) i powtarzaj do skutku. Same poziomy też zdradzają, że mamy do czynienia z grą sprzed niemal 20 lat – królują puste przestrzenie, dość duże pomieszczenia, blokowe podejście do architektury.

Nie ma też co ukrywać, że dzisiaj Oni zwyczajnie trąci myszką i nawet zapalonym miłośnikom starych gier ciężko nazwać tę produkcję ładną. Pod względem mechaniki tytuł od Bungie również nie przeszedł przesadnie pomyślnie próby czasu. Niemniej, Oni jakoś zdołało zapisać się w mojej pamięci w dość pozytywnych barwach. Być może po części było to sprawą inspirowania się wspomnianym Ghost in the Shell (na upartego Konoko to po prostu klon Motoko Kusanagi) i bycia „anime” w czasach, w których gry na PC poza Shogo: Mobile Armor Division nie romansowały z japońszczyzną. Obecnie Oni to tytuł zapomniany, niedostępny w żadnej dystrybucji cyfrowej, marka w zasadzie  bez znaczenia w bogatej historii Bungie.

Via
Bungie
Tagi

One Comment

  1. Mi tam ta schematyczność nie przeszkadzała, kiedy ta gierka miała premierę było to moje pierwsze zetknięcie z grą w klimatach anime i było ono bardzo pozytywne. Na dzień dzisiejszy rzeczywiście może razić to o czym wspomniałeś, ale tak prawdę pisząc, coraz częściej jak wracam do starych produkcji to coraz mniej przeszkadzają mi ich niedociągnięcia, jakoś milej się w nie gra niż we współczesne gry pozbawione tej szczególnej otoczki, która czymś przyciąga do danego tytułu. Z o wiele większą chęcią odpalam sobie coś co ma kilka/kilkanaście lat na karku niż najnowsze gry, które po godzinie wyłączam i wracam, lub też nie.

    Dobre!

Dodaj komentarz

Close
Close