ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! – Sunless Sea

Powiedzcie, ile światów – lub choćby ich części – stworzonych na potrzeby gier komputerowych jest naprawdę oryginalnych? Ile zostanie gier, jeśli usuniemy wszystkie przeniesione z innych mediów uniwersa, mniejsze i większe przeróbki rzeczywiście istniejących kultur oraz gatunki, które da się zaszufladkować jednym określeniem, np. „cyberpunk”, „apokalipsa zombie” albo „high fantasy”. Nie za wiele. Sam na potrzeby tego artykułu podumałem na tą kwestią i wyszło mi zaledwie parę: Morrowind (ze szczególnym wskazaniem na klan Telvanni), The Banner Saga, gry studia Supergiant Games (Bastion, Transistor, Pyre), pewnie dałoby się coś wyszperać wśród serii Final Fantasy.

Oraz Sunless Sea.

Ta roguelike’owa przygodówka (heh, pokażcie mi drugie takie połączenie!) studia Failbetter Games czerpie z wielu wzorców: jest trochę wiktoriańskiej Anglii, trochę steampunku, nieco plugawych tajemnic od Lovecrafta rodem oraz kapka opowieści marynistycznej – ale twórcy zamiast iść po linii najmniejszego oporu rozwinęli te tematy w iście niespotykaną mieszankę grozy i niesamowitości. Szczerze przyznaję, że moja minmaxowa dusza sprawia, że w grach role-playing czy podobnych rzadko wybieram opcje, które mogłyby wpłynąć negatywnie na potęgę mojej postaci czy drużyny. W Sunless Sea jest jednak inaczej: po raz pierwszy w grze opartej o statystyki bardziej od pompowania swojej postaci fascynowały mnie zawiłości fabuły oraz odkrywanie tajemnic świata. Na bok odsunąłem chłodne kalkulacje i bezwzględne liczby, odnajdując istotę zabawy w kompletowaniu kolejnych skrawków układanki, składających się na mozaikę Morza Poniżej.

Pierwszy przyznam, że nie jest to gra dla każdego. Gatunek roguelike jest znany z „trudnych początków” , ale te w Sunless Sea są wyjątkowo wredne – dysponując ledwie trzymającą się na wodzie krypą, posiadając statystyki postaci godne posła na Sejm, a do tego pustką w portfelu oraz nie znając nawet założeń przedstawionego świata… Będzie ciężko, co tu ukrywać. Jednak po pierwszych niepowodzeniach każda kolejna postać będzie potężniejsza i lepiej wyposażona, a uniwersum Sunless Sea otworzy się niczym najprzedniejszej roboty wachlarz. Rzadko wstaję od gier czując, że jestem wewnętrznie trochę bogatszy, ale w przypadku tego tytułu właśnie tak bywało.

Kupując dzisiaj Sunless Sea warto zrobić to wraz z dodatkiem Zubmariner, który wspaniale rozszerza endgame, dodając jeszcze więcej wyzwań dla kapitanów, którzy zawojowali Morze Poniżej – pozwalając im zejść pod powierzchnię tafli wody. Przy okazji nieco ułatwia start, oferując parę dodatkowych „darmowych obiadów” dla początkujących łowców przygód, co może okazać się być-albo-nie-być dla tych, którzy mają tylko jedną parę zębów do starcia.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close