FELIETONFILMY

Wehikuł Czasu cz.1: Jak to Kamikaze zauroczył się filmowym światem Sci-fi

Witajcie przyszli kompani podróży! Zamknijcie za sobą drzwi od wehikułu, rozsiądźcie się wygodnie i zapnijcie pasy! Czeka was podróż po mojej osobistej nostalgii, mocno subiektywnej i wybiórczej historii kinematografii, oraz… nie tylko Sci-fi? Zaczynamy! <przeciąga wajchę>

Dawno, dawno temu…

Już od najmłodszych lat, chłonąłem świat telewizji. Pomiędzy anime z Polonii 1, a światem Disneya w weekendy, udawało mi się odnaleźć, czasem celowo, a czasem przypadkiem któryś odcinek z serii Star Treka, lub inny pełnometrażowy film science fiction. Jednak tylko jeden film wystarczył bym permanentnie wpadł w objęcia tego gatunku.

Pamiętam, że było wtedy już po szkole. Z pewnych powodów, zamiast we własnym domu wylądowałem u mojej ciotki, by zostać odebranym później przez rodziców. W meblościance na półce stał on – stary telewizor na przyciski, wyświetlający czarno – biały obraz. Oczywiście mając wtedy niewielki wybór (alternatywą było podziwianie jakże interesującej kolekcji 20 nakręcanych zegarów na ścianach) włączyłem go. Po paru przyciśnięciach znalazłem to czego szukałem i z wypiekami na twarzy zacząłem oglądać.

Robby the robot wygląda dziwnie znajomo…
(tak Bethesdo i nowe Fallouty, na was patrzę)

Kosmici, roboty i… piękne kobiety?

Produkcją którą odnalazłem, był film „Forbidden Planet” z 1956 roku. Opowiada ona o załodze statku kosmicznego, która przylatuje na odległą ludzką kolonię, by odkryć że jej jedynymi aktualnymi mieszkańcami są: młoda kobieta Altaira, jej ojciec dr Morbius, oraz robot Robby. W późniejszych minutach filmu okazuje się, że po Altair 4 (bo tak nazywa się ta obca planeta), grasuje także niewyobrażalne monstrum, a głęboko pod ziemią zakopany jest potężny artefakt obcych. Czy fabuła nie brzmi dziwnie znajomo z pewnymi przygodami o kapitanie Kirku i USS Enterpise? Istnieją przesłanki, plotki i pewne przypuszczenia, że Gene Roddenberry („ojciec” „Star Treka”) bardzo luźno inspirował się tą produkcją…

Obserwując fabułę i zapoznając się z postaciami, pewnym zaskoczeniem dla znawców kina komediowego może być fakt, że jednym z aktorów grających w tej produkcji, wcielającego się w postać komandora Adamsa jest…

Nielsen bez siwych włosów… czy to możliwe?

Leslie Nielsen!

Tak, aktor ten znany w Polsce głównie z ról „Naga broń”, albo „Czy leci z nami pilot”, miał na koncie także bardziej poważne produkcje. 😉

Nie samą fabułą człowiek żyje

Czym byłby film science – fiction, bez potworów, statków kosmicznych i laserów! Czy jednak efekty specjalne, które były tworzone ponad 60 lat temu, są w jakiś sposób… dobre? Wątpliwości w tamtych czasach raczej nie miała Akademia Filmowa kiedy w 1957 r. nominowała „Forbidden Planet” do Oscara za efekty specjalne, a moje mocno subiektywne oko w dniu dzisiejszym także czerpie przyjemność z tego co widać na ekranie.

Pew, pew, pew!

Na specjalne wyróżnienie zasługuje także oprawa dźwiękowa, tworzona przy pomocy maszyn zbudowanych specjalnie na potrzeby tej produkcji, tworząc niezapomniany klimat. Małżeństwo Bebe i Louis Barron dosłownie przecierało szlak w muzyce elektronicznej.

Posłuchajcie sami:

Obce, tajemnicze i kosmiczne tony…

Tak więc wracając do pokoju, dziecka i starego telewizora – mój młody i nieskalany umysł od tego momentu został już na zawsze opanowany przez roboty, lasery i kosmiczne tajemnice… sytuacji nie pomógł fakt, że niedługo potem odkryłem książkową twórczość niejakiego Lema. 😉

Podróż trwa dalej!

No dobrze, a czy ktoś z załogi na pokładzie mojego wehikułu zna tą produkcję? Także go zainspirowała? Nie lubi jej z jakiegoś względu? Może o niej nie wiedział, albo przechodził obok niej dotychczas zupełnie obojętnie? Zapraszam do komentowania, a tymczasem maszyna rusza dalej!

Wielka machina obcych

<odgłos przeciąganej wajchy>

1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close