ANIMERECENZJA

Hinamatsuri – nudna komedia

Od kilku miesięcy nie obejrzałem ani jednego odcinka anime, mając więc ostatnio wolne wieczory za sprawą ukończenia serii nowych gier uznałem, że sięgnę po jedną z pozycji z mojej długaśnej listy produkcji do obejrzenia. Padło na Hinamatsuri – domyślnie komedię z odrobiną „slice of life” z ubiegłego roku, która posiada bardzo dobre oceny na serwisach typu MAL.

I cóż – jak to zazwyczaj bywa – rozczarowałem się nawet niczego nie oczekując. Historia nie zaczyna się nawet najgorzej, pierwsze trzy odcinki człowiek obejrzał nawet z pewnymi nadziejami na dalszy seans, ale szybko okazuje się, że jest to anime z problemami.

Problemów początkowo nie ma Nitta Yoshifumi, całkiem wysoko postawiony członek yakuzy, który ma wszystko. Bogato wyposażony apartament w ekskluzywnym wieżowcu, atrakcyjny wygląd, hojną dłoń dla hostess i dobre relacje z innymi członkami jego organizacji. Żyć, nie umierać! Zapewne właśnie dlatego to na jego pechową głowę spada nagle tajemnicza kapsuła zawierająca nagie dziewczę. Sytuacja się więc komplikuje, a to tylko początek.

Hina, jak przedstawiła się niezaproszona nastolatka, okazuje się być czymś więcej niż lekko zagubionym dzieckiem – pomijając już sposób transportu. Nitta szybko odkrywa, że dziewczyna posiada nadludzkie moce pozwalające jej m.in. na telekinezę wszystkiego w okolicy. Wiadomo, że nie można tak po prostu wyrzucić na świat średnio rozgarniętej dziewczyny mogącej zrobić lokalną wersję apokalipsy w dowolnym momencie, więc Nitta podejmuje się opieki nad Hiną pod prostym warunkiem: ta nie może używać swoich mocy. Po czym odkrywa, że takie powstrzymywanie przepływu mocy sprawia jedynie, że Hina traci kontrolę nad swoimi zdolnościami.

Brzmi to nawet obiecująco – w końcu teraz Nitta musi nie tylko opiekować się przybyszką z innego świata, dla której wiele rzeczy obecnych we współczesnej Japonii jest zupełnie nowa i często niezrozumiała, ale również dbać aby jego podopieczna używała swoich mocy kiedy może. W przeciwnym wypadku uszkodzone może zostać coś więcej niż tylko jego kolekcja absurdalnie drogich waz. Pozostaje wrzucić do tego kolejne postacie i komedia pisze się sama, prawda?

Miłe nudnego początki

Błąd. Przede wszystkim motyw tajemniczej mocy jest w zasadzie niewykorzystany i po 3 odcinku powraca on może 2-3 razy. Hina też po pierwszych kilku odcinkach po prostu staje się stałym elementem krajobrazu, który za jedyny cel w życiu ma jedzenie oraz spanie, obojętnie co by się nie działo. Motyw innego świata nie został w zasadzie nawet poruszony, chociaż do Japonii przybywa grupka kolejnych przybyszów mających jakiś biznes z podopieczną Nitty do załatwienia.

Niestety, fabularnie te 12 odcinków składających się na Hinamatsuri to seria zupełnie niepołączonych ze sobą osobnych historii, których jedyną częścią wspólną są bohaterowie. Ale w sumie, od komedii nie oczekuje się z reguły porywającej fabuły i rysowania świata, co nie? Albo rozwijających się i ciekawych bohaterów? Prawda?

Hinamatsuri ma być komedią, z rodzaju tych ciepłych komedii próbujących przy okazji przekazać jakąś mądrość o świecie. Niestety, seria popełnia najcięższy możliwy grzech w swoim gatunku – nie jest śmieszna. Przez cały sezon uśmiechnąć można się może kilka razy bo mniej więcej tyle razy autorom udaje się w udany sposób zaprezentować dowcip. W większości przypadków dowcipy te są albo zwyczajnie kiepskie albo są egzekwowane w dość nieudolny sposób (ilość zbliżeń na języki bohaterów w momencie kiedy są oni „zszokowani” jest zaiste wysoka), a często problem tkwi również w tym jak długo dany dowcip próbuje dojść do puenty. Większość z nich jest do przewidzenia, a kiedy już widz po kilku odcinkach oswoi się z charakterami, można wręcz przewidywać wydarzenia niczym Nostradamus.

Feed me

Nastoletnia przybyszka z innego świata próbująca odnaleźć się jako bezdomna to zawsze jakiś pomysł

Kiedy gagi nie śmieszą w komedii, to naprawdę ciężko powiedzieć coś pozytywnego o niej, prawda? Hinamatsuri stara się być dodać do swojej zawartości dawkę „slice of life”, prezentując bohaterów w różnych sytuacjach, którym zawsze jakaś życzliwa osoba pomoże wyjść na prostą przekazując przy tym życiową prawdę o przyjaźni, relacjach międzyludzkich, czy tym, że prawdziwym prezentem jest sam gest i myśl. Niestety, te sytuacje są na tyle infantylne, że osoba poboczna zapewne stwierdziłaby, że pochodzą z anime przeznaczonego stricte dla najmłodszych.

O reszcie nie ma co pisać. Styl graficzny może niektórych razić, ale widziałem znacznie gorsze rzeczy – jest to jednak przynajmniej przyzwoicie animowane i udźwiękowione, acz nie oczekujcie niczego specjalnego. Ot, standardowy opening i ending, który przewija się za każdym razem po pierwszym usłyszeniu – czy w trakcie oglądania Hinamatsuri była jakaś muzyka, to nawet nie pamiętam. Jeśli była, to była właśnie tłem dla reszty. Aktorzy robią co mogą i raczej nie można niczego im zarzucić, ot dosyć standardowo.

Motyw pracy jako yakuza w sumie został wykorzystany całe DWA razy

Nie wiem, może po prostu typ humoru prezentowany w Hinamatsuri do mnie nie trafił. Może miałem złe oczekiwania? Ale jak można mieć złe oczekiwania nie oczekując w zasadzie niczego? To nie jest złe anime, ale też nie jest dobra pozycja. W komediach znajdę sporo lepszych tytułów, że o „slife of life” nie wspomnę. Polecić nie mogę, chyba że jesteście psychofanami gatunku albo jesteście na wielkim głodzie.

Tagi

Dodaj komentarz

Back to top button
Close
Close