ESPORTFELIETON

IEM 2019 – Klątwa Wiecznego Przegranego zdjęta!

Wytrwałość wbrew wszystkiemu

Ile bylibyście w stanie znieść porażek? Ile razy dalibyście radę podnieść się po kolejnym ciosie, kolejnym przegranym finale? Raz? Dwa razy? Trzy? Przez ile lat dążylibyście do upragnionego mistrzostwa z żelazną dyscypliną i siłą woli zdolną zagiąć stal? Nie musicie odpowiadać, bo nie jesteście tak naprawdę w stanie nawet zbliżyć się do tego, co przeszedł soO.

Eo Yoon-soo to jeden ze starszych i najbardziej rozpoznawalnych zawodników na esportowej scenie StarCraft II, który przez lata stał się synonimem Konga, Silver Surfera, wiecznie drugiego. Karierę zaczął jeszcze w StarCraft: Brood War, zanim wraz z resztą graczy KeSPA (Korean e-Sports Association) przeszedł z jednej gry do drugiej podczas hybrydowego sezonu 2011-2012 Proleague Season 2. Adaptacja do nowych realiów trochę mu zajęła, ale już po dwóch latach był on w gronie najmocniejszych zergów w Korei Południowej. 19.10.2013 roku soO po raz pierwszy przebił się przez wszystkie bariery, aby stanąć na scenie wielkiego finału 2013 WCS Season 3 Korea GSL. Swój pierwszy finał przegrał 2:4, ulegając będącemu w nieziemskiej formie Dearowi.

Klątwa wiecznego drugiego miejsca

Od tamtej pory minęło ponad pięć długich lat. Od czasu swojego pierwszego finału soO aż sześciokrotnie stawał na drugim miejscu podium w GSL, raz przegrał finał na Blizzconie w 2017 roku, zajął też drugie miejsce na Intel Extreme Masters Season X w Kolonii. Do tego dochodzi sporo innych wysokich lokat na wielu innych turniejach. Za każdym jednak razem soO przegrywał w finale. To było jak klątwa, która spełniała się za każdym razem, bez znaczenia na to z kim soO już wygrał i z kim przyszło mu się mierzyć w ostatnim meczu. W finałach walczył on nie z przeciwnikiem, ale z samym sobą i własnymi demonami.

soO potrafił demolować wszystkich rywali, łącznie z tymi, z którymi wcześniej finały przegrywał. Był siłą, która zmiatała każdego w fazach grupowych GSL, nic nie mogło go powstrzymać przed anihilacją całego bracketu playoffów – wszystko to po to, aby znowu ulec w finale. Ulec wyglądając jak nie on, jak ktoś zupełnie inny – soO jakby… znikał.. Jego przeciwnicy również właśnie w finałach z soO stwarzali własną legendę, jak chociażby Zest w 2014 roku. Właśnie pokonanie dotkniętego klątwą Zerga sprawiło, że Zest stał się jedną z najznamienitszych postaci na scenie, fundamentując swoje dziedzictwo kolejnymi trofeami. Trofeami, które nieustannie uciekały z zasięgu soO pomimo wszelkich jego starań.

Niezłomny pechowiec

Eo stał się tragiczną postacią, a ironia wiecznie drugiego była dostrzegana przez samego zainteresowanego. Doszło do tego, że inni zawodowi gracze w wywiadach potrafili życzyć, aby w tym sezonie wygrał ktoś, kto jeszcze nie ma tytułu mistrzowskiego. Wszyscy wiedzieli, kogo mieli na myśli. Wszystkie te niepowodzenia nie mogły jednak złamać soO, który po każdej porażce podnosił się i potrafił nawet z uśmiechem pogratulować rywalowi. Dochodziło nawet do tego, że los zdawał się drwić z pechowca jak wówczas, kiedy przydzielono mu pokój o numerze 222 w hotelu.

Nie ma jednak klątwy, której nie dałoby się zdjąć. Co prawda zdołał wygrać w 2015 roku KeSPA Cup Season 2, ale soO chciał czegoś więcej: prawdziwego mistrzostwa. Takiego, jak chociażby to za wygranie finałów Intel Extreme Masters w Katowicach. Data 03.03.2019 będzie dla niego zawsze datą szczególną.

Co dziwne, soO przybył do Katowic bez szczególnych nadziei i bez aury potencjalnego finalisty – nawet najwięksi fani raczej nie sądzili, aby Zerg dał radę ponownie dojść do finału. 2018 był raczej cichym rokiem dla soO, który wydawał się być szczególnie zagubiony w ZvT (co i tak nie przeszkodziło mu w zajęciu 3-4 miejsca w pierwszym sezonie GSL). Z niepewną formą i klątwą zawsze będącą głównym tematem przy jego osobie, Eo ruszył do walki w kwalifikacjach offline i udało mu się zakwalifikować po ciężkich bojach: 2:0 z MarineLordem, 2:1 z Kelazhurem i 2:1 z Hurricane – nie są to jednostronne wyniki i świadczą o tym, że droga do głównego eventu nie była usłana różami.

Grupa D, do której trafił soO była nadziana – jak zresztą każda inna – talentami, mistrzami i po prostu szalenie mocnymi graczami. I zaczęła się tak źle, jak tylko mogła. Po zaledwie trzech meczach soO miał już na koncie trzy porażki – co w każdej innej grupie oznaczało pożegnanie się z turniejem. W wyniku niesamowitego szczęścia, zrządzenia losu lub innego nadbytu, soO zdołał wygrać kolejne dwa spotkania i niespodziewanie z wynikiem 2:3 w grupie awansował z trzeciego miejsca tylko dzięki jednej mapie przegranej mniej. Tak minimalna była różnica między nim i TY, a Bunnym, który odpadł z taką samą ilością wygranych meczy.

Niespodziewana odmiana losu

Po fazie grupowej nie było chyba nikogo, który wskazałby doświadczonego Zerga jako faworyta do dojścia do czołowej czwórki, która miała zagrać na głównej scenie w katowickim Spodku. Tam był już wielokrotny mistrz IEM, herO, czekał Neeb, TY, Solar i Dark, Stats, Dear i Serral. Jednakże soO nie byłby sobą, gdyby nie zanegował wszelkim oczekiwaniom i logice, demolując Zesta 3:0. W ćwierćfinałach czekał na niego już Serral, najlepszy gracz całego 2018 roku, którego passa gier bez przegranej serii została dopiero co przerwana w nic nie znaczącym już pojedynku z INnoVation – ta passa trwała niemalże 50 serii, w zasadzie równy rok bez znajomości smaku porażki. Serral jednak niespodziewanie został zmuszony do przypomnienia sobie, że jest śmiertelnikiem, a tym, który zadał mu śmiertelną ranę był nie kto inny, a właśnie soO. Szczególnie gra na Year Zero była niesamowita, przechodząc od starć wymaksowanych armii na całej szerokości mapy do late game’owych potyczek garstki jednostek.

W półfinałach Eo Yoon-soo nie miał większych problemów ze zdemolowaniem agresywnych zagrywek herO, a tym samym – wbrew wszystkiemu – ponownie zameldował się w wielkim finale. Finale, który zaczął się od szybkich dwóch przegranych map. Fani soO zapewne nie mogli na to patrzeć: kolejny przegrany finał? Ponownie z wynikiem 2:4? To niemożliwe! Tym razem jednak stał się cud. Odrodzony Eo dostosował się do przeciwnika, wygryzając samą siłą woli kolejne zwycięstwa aż w końcu publiczność oszalała.

Wygrał. Został mistrzem Intel Extreme Masters XIII. Klątwa została zdjęta. Po pięciu latach, czterech miesiącach i dwunastu dniach soO zdobył to, do czego dążył przez całą długą karierę.

Źródło
Zdjęcie - ESL Twitter
Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close