PC & KONSOLERECENZJA

Knack II

Decyzja o pakowaniu niemałych pieniędzy w kontynuację Knacka była odważnym posunięciem ze strony Sony, choć japoński gigant niejednokrotnie udowodnił, że jest skory do podejmowania takiego ryzyka. No bo jak racjonalnie uzasadnić potrzebę inwestowania w dalszy ciąg jednego z najgorzej ocenianych tytułów startowych w historii konsol?

Nie przeczę, że Knack miał na siebie pomysł, ale zamordowano go brutalnie w zarodku, sprawiając, że kosmicznie długa kampania (kilkanaście godzin, jeśli węszyliśmy za zręcznie poukrywanymi sekretami), była przy okazji sakramencko nudna i naprawdę nijaka. Dostaliśmy do rąk mało wiarygodne uniwersum oraz osadzoną w samym jego centrum dziwaczną postać złożoną z tajemniczych reliktów. Tytułowy Knack mógł pochłaniać kolejne z nich, zwiększając tym samym swe rozmiary. Była to jednak umiejętność narzucona odgórnie, więc jeśli w finale któregoś rozdziału nasz bohater miał mieć rozmiary dwupiętrowej kamienicy, dokładnie tak się działo, nie można było tego zmienić w żadnej sekundzie zabawy.

Najgorsze zaś, że gameplayową różnorodność, która mogłaby pociągnąć ten tytuł, złożono na ołtarzu powtarzalności i 80% rozgrywki podporządkowano bezmyślnym, irytująco powtarzalnym potyczkom. Co więcej, tłukliśmy się, korzystając z jednego rodzaju uderzenia, od czasu do czasu odpalając atak obszarowy. I tak przez całą grę. Nic dziwnego, że do nowej marki z obozu Sony z miejsca przylgnęła łatka gry słabej i przeznaczonej w zasadzie dla nikogo, gdyż wysoki poziom trudności odstraszał młodych, starych zaś usypiała rozgrywka i nieciekawa opowieść.

Jak na tym tle wypada “dwójka”? Zaskakująco pomysłowo i świeżo, choć w teorii nadal mamy do czynienia z miksem arenowej bijatyki i platformera. Na szczęście twórcy wyciągnęli lekcję z wcześniejszej porażki, wysłuchali głosów krytyki i przemodelowali dosłownie każdą składową programu, by dało się w to grać z niekłamaną przyjemnością. Na plan pierwszy ponownie wysuwa się walka, choć tym razem udało się zachować sensowne proporcje i sekcji zręcznościowych jest niemal równie dużo. Tłukąc się na gołe pięści, nie musimy już dusić jednego przycisku, by wygrać. Ba, nie sposób w ten sposób przejść gry, bo wróg jest mądrzejszy i trzeba wyuczyć się jego ataków, by w odpowiednim momencie przypuścić kontrę.

Knack również nauczył się nowych sztuczek. Bardzo wielu nowych sztuczek. Dysponuje normalnym i silnym uderzeniem, może łapać przeciwników i przyciągać ich do siebie, sprzedać im kopniaka, zafundować serię ciosów niemożliwych do zablokowania, unieruchomić rzuconym bumerangiem lub spaść na ich głowy deszczem reliktów, a w sytuacji podbramkowej ratować się unikiem lub zasłonić blokiem. Niby standard, ale poprzednia część była z tego wykastrowana.

W trakcie rozgrywki zbieramy również orby, które wylatują z poukrywanych skrzynek i zabitych wrogów, a zgromadzone punkty inwestujemy na pokaźnym drzewku rozwoju, powiększając pulę talentów bądź wzmacniając już posiadane. Do tego dochodzą umiejętności specjalne odpalane w jednej z unikatowych form bohatera (na przykład gdy pochłania fragmenty metalu bądź lodu). Całość przypomina trochę rozwiązania z God of War bądź innych slasherów (pojawiły się nawet sekwencje QTE), najważniejsze jednak, że system jest spójny i na tyle urozmaicony, by przez większość rozgrywki karmić nas jakimiś nowościami, które wprowadzą do zabawy kolejny element różnicujący, to zaś sprawia, że kampania, choć równie rozwleczona jak w jedynce, tym razem naprawdę nie nudzi.

Ogromny skok jakościowy zaliczyły również sekcje zręcznościowe. Te w jedynce były pretekstowe – chodziło w nich w zasadzie o to, by wypełnić jakoś przestrzeń między kolejnymi arenami z przeciwnikami. Tym razem otrzymujemy rasowego platformera, z milionem ruchomych kładek i pułapek, w którym aż gęsto od środowiskowych łamigłówek. Na każdym kroku trzeba przestawić jakąś wajchę, aktywować trudno dostępny mechanizm albo przesunąć jakiś blok, by dostać się dalej. Zróżnicowanie tematyczne odwiedzanych miejscówek sprawia z kolei, że i te wyzwania nie nużą, bo ciągle odkrywamy coś nowego. Smaczku dodaje fakt, że Knack tym razem może zmieniać swe rozmiary w dowolnym momencie, zrzucając nadmiar obiektów, by dzięki temu wślizgnąć się w niedostępne inaczej szczeliny. Umiejętność zrzucania balastu kapitalnie wykorzystano przy projektowaniu lokacji, więc nie jest to jedynie wizualny detal, a talent, z którego musimy korzystać na każdym kroku.

Spory progres zaliczyła również oprawa programu. Choć jedynka brzydka nie była, brylowały w niej głównie liczne przerywniki filmowe, przywołujące na myśl wysokobudżetowe animacje ze srebrnego ekranu. Tym razem kapitalnym cut-scenkom żywo wtórują widoki z właściwej rozgrywki. Otwarte plenery mamią oczy detalami i żywą kolorystyką, dając obietnicę wielkiej przygody, która czeka za kolejnym zakrętem. Nie jest to oczywiście poziom Uncharted 4, ale jak na platformera stworzonego przede wszystkim z myślą o najmłodszych jest co najmniej poprawnie.

I last but not least, poprawiono rzecz spartoloną wcześniej koncertowo, czyli tryb kooperacji. Tym razem drugi z graczy otrzymuje postać o identycznych zdolnościach i talentach, a nie nijakie indywiduum, jak poprzednio. Co więcej, pewną pulę ciosów specjalnych zarezerwowano dla duetu, więc przyjemność płynąca z młócki rośnie proporcjonalnie do ilości postaci występujących na ekranie.

Jeśli coś w tym gąszczu poprawek i nowości kuleje, to historia. Jest nadal sztampowa i przewidywalna, uniwersum gry wciąż mocno niewiarygodne, a dialogom brakuje pazura i tak istotnego w podobnych produkcjach poczucia humoru. Bohaterowie pierwszego planu są zwyczajnie nijacy, a najgorzej z nich wszystkich napisany jest sam Knack – postać płaska i nieciekawa, której los po prostu nas nie obchodzi. To jednak detal. Nie myślałem, że to powiem, ale naprawdę cieszę się, że decydenci w obozie Sony dali tej grze zielone światło i w ogóle mogła powstać. Szkoda tylko, że widmo złej sławy wiszące nad częścią pierwszą szkodzi kontynuacji i sprawia, że wielu zrażonych wcześniejszą porażką, do „dwójki” nie chce podejść nawet z kijem.

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close