FELIETONHOBBY

Nerdonomicon #1: o czterech stylach kupowania rzeczy absolutnie zbędnych

Niby z wiekiem człowiek powinien być nieco mądrzejszy, powinien roztropniej gospodarować budżetem, bo to jednak życie trochę kosztuje, a i hobby – jakiekolwiek by ono nie było – nie chce być coraz tańsze.

Przeciętny nerd żyjący nad Wisłą tuż po otrzymaniu wypłaty musi się zazwyczaj otrząsnąć, a kiedy już przestanie płakać, łapie za portfel no i zastanawia się, jak też wydać ciężko zarobione dublony. Jednoosobowy zespół naukowców badających ten temat orzekł, że generalnie istnieją cztery podstawowe style kupowania nerdowskich fantów, albo w ogóle fantów jakichkolwiek, które są absolutnie niezbędne do przeżycia kolejnych 30 dni w zgodzie z własnym sumieniem.

Styl lisa

Przedstawiciel tego stylu kombinuje, analizuje, szuka promocji, okazji i jakiegokolwiek pretekstu, żeby po przygotowaniu strategicznego planu ostatecznie z ciężkim sercem wyciągnąć ten plastikowy przedmiot do zdobywania rzeczy, no i kupić sobie co tam się wcześniej z wielkim trudem nacelowało. To zupełnie nie moja szkoła. Jest w niej co prawda wiele finezji, poetyckiego wręcz argumentowania potrzeby zakupu. Taki nerd jest jak lis, który zakrada się do kurnika, żeby zwędzić tłuściutką kurę, przy okazji podjeść jajek, a na koniec zwiać ze zdobyczą do swojej norki i tam celebrować udane polowanie. Ja to rzecz jasna rozumiem, ale jednak reprezentuję inna technikę wydawania pieniędzy.

Styl boa

Druga szkoła kupowania rzeczy niepotrzebnych mówi: człowieku, kupuj, zanim dotrze do ciebie, ze to bez sensu! No więc ci, którzy należą do tej grupy, są bardziej jak boa – łapią ofiarę, choćby i największą, ledwie mogą ją finansowo połknąć, a później w swojej norce leżą i trawią zdobycz. Muszą się nią nacieszyć do oporu, bo nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna okazja kupienia czegoś, co kilkukrotnie przekracza nasze możliwości budżetowego wchłonięcia. To również nie moja szkoła – chociaż styl boa jest najbardziej ambitny, trudno więc jego przedstawicieli tak po ludzku nie szanować.

Styl sroki

Zwana też szkołą niekontrolowanego chaosu. Ooo, proszę Państwa, jestem znakomitym przykładem tej techniki, która polega na chaotycznym i nieodpowiedzialnym dokonywaniu zakupów w oparciu o wewnętrzny, nie skrępowanym zdrowym rozsądkiem instynkt. Wszystkie nerdowe fajności to najcudowniejsze świecidełka świata i po prostu człowiek musi je mieć, inaczej będzie nieutulony w żalu, a życie straci jakikolwiek sens. O konsekwencjach nie będę się rozpisywał, bo staram się udawać, że ich nie ma – na razie idzie dobrze, po co sobie psuć dobry, wieczorny nastrój (w weekend znowu kupiłem sobie grę, MORDHAU, więc nie ma czasu się rozpisywać, sami rozumiecie).

Styl rozjechanego gołębia

Jest jeszcze czwarta szkoła – to ci, którzy pieniądze wydają tylko w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, a na końcu umierają. Jak dotąd nie stwierdzono przypadków nerdów posługujących się tą szkołą.

Tagi

One Comment

Dodaj komentarz

Close
Close