ARTYKUŁPC & KONSOLE

Nie grałeś? Zagraj! Battle Realms

Rynek RTS-ów na początku XXI wieku nie był w najlepszej formie – poza kilkoma wyjątkami, gatunek strategii czasu rzeczywistego powoli tracił na popularności na rzecz innych typów wirtualnej rozrywki. Trend ten w sumie trwa do dzisiaj, acz są studia próbujące przerwać impass. W 2001 roku jednym z takich tytułów, które próbowały zrobić coś unikatowego na polu RTS-ów było Battle Realms.

Wydany jesienią 2001 roku przez Ubisoft w Europie i Crave Entertainment w Stanach Zjednoczonych, ten stworzony przez studio Liquid Entertainment tytuł do dzisiaj cechuje się ciekawym pomysłem ma siebie oraz starannym wykonaniem. Na pierwszy rzut oka Battle Realms było typową strategią czasu rzeczywistego z rozbudową bazy, dbaniem o ekonomię, trenowaniem jednostek i ruszeniem całą armią w kierunku przeciwnika. Różnicą w zasadzie było tylko umiejscowienie akcji w fantastycznym świecie stylizowanym na feudalną Japonię.

Szybko jednak okazywało się, że twórcy przygotowali coś więcej niż tylko kalkę znanego i sprawdzonego wielokroć systemu. Prawdziwe różnice uwidaczniały się już w ekonomii – chłopi musieli zbierać ryż i wodę, ale woda pełniła również ważną funkcję przy uprawie, należało więc zadbać o odpowiednie nawodnienie pól. Sami chłopi tworzeni byli automatycznie w tempie zależnym od aktualnej populacji, ale przede wszystkim oni sami byli zasobem. Aby wytrenować jakąkolwiek jednostkę należało bowiem nie tylko postawić odpowiedni budynek, ale również posłać wybranego przedstawiciela najniższej klasy społecznej na trening.

To jednak nie wszystko i system dopiero się rozkręcał! Największą innowacją Battle Realms w gatunku było stworzenie całego łańcucha szkoleń, który umożliwiał wysyłanie jednostek do różnych struktur. I tak chłop wysłany do dojo dostawał włócznię, a po wysłaniu go jeszcze do chatki alchemika stawał się nieco niezrównoważonym wojownikiem Kabuki. Z połączenia łucznika i alchemika wychodził pokaźny zawodnik sumo z podręcznym moździerzem, a połączenie wszystkich trzech głównych budynków skutkowało powstaniem samuraja – najdroższej jednostki klanu Smoka.

Właśnie, w grze istniały łącznie cztery frakcje różniące się nie tylko wyglądem, ale również posiadanymi jednostkami. Nie była to co prawda prawdziwa asymetria jak chociażby w WarCraft III i StarCraft II, ale różnice i tak były wystarczająco odczuwalne. A przecież do tego dochodziły jeszcze jednostki specjalne w postaci gejsz, możliwość oswajania koni przez wojowników, przyzywanie diablo drogich bohaterów (jednostek specjalnych), a nawet… poświęcanie swoich najmocniejszych wojowników celem manifestacji broni ostatecznej danego klanu. To jednak nie wszystko! Dowódca musiał znać sporo zdolności pasywnych swoich wojsk oraz tych wymagających aktywacji – oczywiście po uprzednim wyszkoleniu lub odblokowaniu, a dodatkowym surowcem były siły Ying i Yang zdobywane podczas bitew. Słowem: było czym zarządzać.

Battle Realms było na tyle złożone, że samo stworzenie grupy jednostek najwyższego tieru nie gwarantowało zwycięstwa, trzeba było tworzyć grupy różnych wojowników, wzajemnie się uzupełniających w bitwie. Te były dość chaotyczne i niezbyt wynagradzały micro, ale odpowiednie używanie zdolności potrafiło przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść gracza. Co ciekawe, ranne jednostki zaczynały utykać i były wyraźnie wolniejsze, przez co ucieczka była w zasadzie niemożliwa bez poważnych strat. Można więc powiedzieć, że zasadą każdego wojownika było „wygrać bitwę albo honorowo zginąć”. Dość unikatową cechą jest również fakt, że sporo jednostek potrafiło walczyć zarówno wręcz jak i na odległość – nawet „czyści łucznicy” w razie konieczności mogli walczyć wręcz, acz byli w tym odpowiednio słabsi od innych jednostek.

Do tego produkcja Liquid Entertainment wyglądała naprawdę solidnie. Dzisiaj może grafika razi już nieco w oczy, ale w 2001 roku był to jeden z lepiej wyglądających RTS-ów dostępnych na rynku, urzekający detalami (krew na ostrzach!) i animacjami. Niestety, sprzedaż – pomimo pozytywnych opinii (82/100 na Metacritic) oraz nominacji do nagród – okazała się niewystarczająca, aby stać się czymś innym niż (niemal już zapomnianą) perłą. Na domiar złego w 2002 roku, na rynek wyszedł WarCraft III: Reign of Chaos i o Battle Realms zapomnieli niemal wszyscy, poza najwierniejszymi fanami. Dzisiaj najlepszym sposobem na zagranie w tę produkcję jest, jak to zwykle bywa, sklep GOG.


Via
GOGMobyGames (oficjalne screeny)
Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close