ARTYKUŁRÓŻNOŚCI

Parlament Europejski (tfu!) przyjął ACTA2.

Parlament Europejski, rzecz jasna w najwyższej trosce o nasze dobro, postanowił przyjąć nową dyrektywę o prawie autorskim, nie bez przyczyny zwaną ACTA2. Niestety, wszystko wskazuje na to, że może to być koniec Internetu jaki znamy do tej pory, a akt podjęcia tej uchwały będzie początkiem końca wolności wymiany informacji.

Za wprowadzeniem głosowało 348 europosłów, przeciw opowiedziało się 274. Niestety, prawdopodobnie tych pierwszych nie będzie można za to powiesić – a chyba by się przydało. Tak, 348 matołów głosowało za, a to oznacza, że albo nie rozumieją jak działa współczesny Internet – a to znaczy że są nieprzystosowanymi do pełnienia swojej funkcji baranami, albo doskonale to rozumieją, a to oznacza, że są wyrachowanymi łajdakami.

Dyrektywa ACTA2 zawiera dwa artykuły, które każdemu myślącemu człowiekowi powinny zjeżyć włos na głowie.

Art. 11 – czyli podatek od linkowania, a więc cenzura ukryta

No więc w założeniu tego artykułu na pierwszym planie ma być dbanie o interesy twórców – gdy ktoś zmajstruje coś fajnego w internecie, to w założeniu powinien dostać wynagrodzenie, jeżeli jego materiał zostanie podany dalej w świat np. w postaci podlinkowania, powołania się na źródło, że o udostępnieniu w social media nie wspomnę.

No więc w zasadzie najwięksi gracze, tacy jak Google czy Facebook, powinni płacić twórcom treści za materiały, które tam wylądują. Ani jeden ani drugi gigant nie zamierza tego robić, więc… no właśnie, co dalej? Treści te będą niedostępne? Mają powstać specjalne algorytmy, które będą owe treści wyłapywały – no i sorry Wojtek, tego nie opublikujesz na swoim fejsbuniu, bo to by trzeba najsampierw komuś za to zapłacić, podatek, czy co tam.

Mało tego, jeżeli w artykule na Nerdomacerze powołam się na źródło, a temu źródłu nie zapłacę (bo niby jak i za co?!?) to algorytm może uznać, że łamie prawa autorskie, więc mój artykuł przeczytam sobie ja, rodzina i przyjaciele, jeżeli oczywiście na kartce napiszę im do niego linka (no dobra, będzie można chyba też wysłać mailem, czy coś – w sumie tego nie wiem).

Art. 13 – czyli za treści w sieci odpowiadają również platformy, na których są one zamieszczane oraz… dostawcy usług internetowych

To jest dopiero hit – ja piszę treści niezgodne z prawem i umieszczam je w sieci, ale może za to beknąć np. Facebook, Twitter, YouTube etc. jeżeli je tam udostępnię, oraz np. mój dostawca serwera, z usług którego korzystam, a nawet dostawca łącza internetowego – bo w ten sposób będzie traktowany jako współsprawca. Piękne, nie? Teraz te firmy będą musiały stworzyć odpowiedni system kontroli, a to oznacza również wprowadzenie osobliwej cenzury prewencyjnej, tyle, że nie realizowanej przez państwo, ale przez pośredników.

Co z tego wszystkiego wyniknie czas pokaże, na szczęście już niebawem czekają nas wybory do europarlamentu więc jest szansa, że część tych pajaców dostanie kopa w tyłek, ale czy to wystarczy, żeby ten cały cyrk odkręcić jeszcze zanim dzisiejsza decyzja na dobre zrujnuje to, co przez ostatnich kilka dekad udało się wykształcić – a wiec Internet, w którym obok głównego, informacyjnego ścieku, jest również miejsce dla tych, którzy lubią myśleć samodzielnie.

Tagi

Dodaj komentarz

Close
Close