RECENZJASERIALE

The Mandalorian – wrażenia z dwóch pierwszych odcinków

Mamy filmy pełnometrażowe, rozpoczynające i napędzające całe Star Wars’owe Uniwersum, tony książek i seriali animowanych, które ten świat rozbudowują i pogłębiają. Nic więc dziwnego, że oczekiwania co do „The Mandalorian” – pierwszego serialu aktorskiego, były i są dosyć wysokie. Jak zatem radzi sobie ten nowy członek Gwiezdno Wojennej rodziny? Wg. mnie świetnie!

Dziki Zachód Gwiezdnych Wojen

Od samego początku muszę zaznaczyć, że „The Mandalorian” może nie każdemu przypaść do gustu. Już pierwsze minuty kiedy to główny bohater wchodzi do baru sugerują, że akcją serialowi bliżej jest do starych westernów, niż do jego filmowych odpowiedników. Jedną ze scen z pierwszego odcinka można wręcz przyrównać do stereotypowych strzelanin z Dzikiego Zachodu.

Przychodzi Mandalorianin do baru…

Tytułowy Mandalorianin jest człowiekiem niewielu słów (jeśli nie są one konieczne), co nadaje mu ciekawej głębi i aury tajemniczości. To przede wszystkim cichy i sprawny Łowca Nagród – długie rozmowy z innymi nie leżą w jego profesji. Serial posuwa się nawet do tego, że w niektórych scenach nie uświadczymy żadnego dialogu, co wcale nie przeszkadza im w żadnym stopniu dalej przesuwać akcji do przodu.

Brudny, ale i nie do końca ponury świat

Imperium upadło, wszyscy więc żyją w szczęściu, dobrobycie i harmonii… nic bardziej mylnego. Światom ukazanym w serialu bliżej do Tatooine z oryginalnej serii (bez Cantina Band), niż do Alderaan czy Naboo. Wszędzie czuć swoistą „surowość” świata – jego brud i trudy codziennego życia. Nie ma co jednak liczyć na jakieś drastyczne sceny i buchającą wszędzie krew, Disney nie pozwoliłby sobie na takie rzeczy. „The Mandalorian” to jednak nie przeszkadza – główny bohater podczas jednego z pojedynków dosłownie tarza się w błocie, jego pancerz w niektórych miejscach od niego odpada, czuć też zmęczenie i ból najemnika. Nie znaczy to jednak, że serial jest cały czas w 100% wobec siebie poważny, ale dzięki takiemu kierowaniu akcji, zabawne momenty są znacznie bardziej wyraziste.

Nienawidzę poniedziałków…

Całości dopełnia genialna muzyka skomponowana przez Ludwiga Göranssona, posłuchajcie sami:

Smucić może jedynie długość odcinków – pierwszy to około 35 minut, drugi jakieś 29, a chciałoby się znacznie więcej!

Czy „The Mandalorian” jest więc wart obejrzenia pozostawiam w waszych rękach czytelnicy, ja sam jednak jestem nim pozytywnie zachwycony.

SPOILERY! Ultra Fani mogą być zadowoleni

Czy wszyscy, którzy nie lubią spoilerów już wyszli? Tak? No to można zaczynać. 😉

Przede wszystkim można powiedzieć, że fabule „The Mandalorian” na pewno nigdzie się nie śpieszy – o przeszłości głównego bohatera wiemy tylko z paro sekundowej retrospekcji. Pierwotnie sierota w wyniku walk w Wojnie Klonów, nie pała miłością do androidów, co w serialu podkreśla parokrotnie. Na małą uwagę zasługuje też broń bohatera, którą jest karabin wyjęty prosto z niesławnego Star Wars Holiday Special (dinozaur także został wspomniany). 😀

W pewnym momencie dowiadujemy się także, że broń dla Mandalorian to część ich religii, powagę i w zasadzie pewien rytuał można wyczuć również w sekwencji tworzenia naramiennika dla Mandalorianina ze skradzionego przez Imperium metalu.

Wspomniałem Imperium – tak, pomimo śmierci Dartha Sidiousa nadal istnieją, choć są dosyć mocno pobici, co widać po znoszonych i brudnych zbrojach Stormtrooperów. To właśnie oni zlecają znalezienie pewnego 50cio letniego osobnika naszemu bohaterowi.

Jak się potem okazuje na końcu pierwszego odcinka tym „celem” jest… dziecko z rasy pewnych zielonouchych kosmitów, do których należał m.in. Yoda. Mało tego, w drugim odcinku okazuje się, że niemowlę oprócz bycia uroczym jest silne Mocą, co obudziło wśród fanów jeszcze więcej spekulacji (Cała rasa jest obdarzona Mocą? To klon Yody? Jego nieślubne dziecko?).

Nikt nie zadziera z IG-11

„The Mandalorian” nie boi się wykorzystywać postaci, które były przedstawione w mniejszym lub większym stopniu w filmach. Mamy więc tutaj Androida – Zabójcę IG-11 (prawdopodobnie pracującego dla innych mocodawców), czy klan Jawów, który demontuje głównemu bohaterowi połowę statku. Oprócz tego małym kąskiem dla oka (i dosłownie) jest tutaj niewielki kosmita z pałacu Hutta Jabby, a niektóre przejścia poszczególnych scen są rozwiązane w charakterystyczny sposób, niczym prezentacja slajdów w Power Poincie (znak rozpoznawczy starszych filmów z serii).

Jawowie – najpierw cię obrobią, a potem każą jeszcze zapłacić…

W obu odcinkach można wyczuć rękę Jona Favreau (twórcy filmu „Iron Man”) – sekwencje już poprzednio wspomnianego wykuwania kawałka zbroi i odbudowy statku głównego bohatera, to jego znak rozpoznawczy.

Star Wars umie w seriale

Nie można zaprzeczyć, że Mandalorian zaliczył naprawdę dobry start, osiągający na Rotten Tomatoes całkiem niezłe noty:

Czy jednak seria utrzyma ten całkiem dobry poziom i popularność do końca? Disney jest pewien że tak, bo zdjęcia do sezonu drugiego już ruszyły. 😉

View this post on Instagram

Greetings from the set of #TheMandalorian season 2

A post shared by Jon Favreau (@jonfavreau) on

Źródło
The Mandalorian na Disney+
Tagi

Dodaj komentarz

Back to top button
Close
Close