PC & KONSOLERECENZJA

The Walking Dead: Season Two – A House Divided

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Miło mi donieść, że forma nie spada. Po pierwszym epizodzie, będącym bardzo przyzwoitym wprowadzeniem, mamy część dalszą, która należycie rozkręca tempo opowieści, a w kilku newralgicznych momentach wręcz przytłacza dojmującym klimatem.

Recenzowany w grudniu epizod All That Remains stał w swoistym rozkroku między sezonami, kończąc stare znajomości i rozpoczynając kolejne, ale jako taki stawiał przede wszystkim na postać Clementine. Oczywiście już wtedy mogliśmy poznać nową ekipę, ale to właśnie Clem i jej metamorfoza stały na pierwszym planie. Niewinna i bezbronna dziewczynka, która jeszcze kilkanaście miesięcy temu szukała schronienia i wsparcia u boku Lee, diametralnie się zmieniła, bo wymagała tego otaczająca ją brutalna, surowa rzeczywistość.

Tym razem punkt ciężkości został przesunięty w stronę nowych postaci. Scenarzyści dopuścili do głosu pozostałych bohaterów, dzięki czemu wyrabiamy sobie konkretne zdanie o każdym z nich. Tu po raz kolejny możemy podziwiać kunszt twórców, którzy w każdego stworzonego NPC-a potrafią tchnąć charakter i osobowość, dzięki czemu każdy jest jakiś, wobec nikogo nie pozostajemy obojętni. Obok nieraz piekielnie trudnych wyborów moralnych, to wielka siła The Walking Dead. Być może największa.

Jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić, to rysą na diamencie w relacjach „Clem-ekipa” jest nadmierne zaufanie, jakim reszta obdarza dziewczynkę. To oczywiście efekt wyboru, by w głównej roli obsadzić jedenastolatkę. Jeśli ograniczylibyśmy znaczenie tej postaci ze względu na jej młody wiek, byłoby jeszcze mniej “gry w grze”. Tym niemniej trochę to dziwne, że w grupie dorosłych to właśnie dzieciak odwala większą część roboty.

Spośród nowych charakterów zdecydowanie najciekawszą personą jest niejaki Carver. Już pierwsza scena, w której się pojawia, jasno sugeruje, że ten przyjemniaczek odegra bardzo istotną rolę w nowej historii, a późniejsze wydarzenia tylko to potwierdzają. Dość powiedzieć, że nowa ekipa na samo wspomnienie o nim dostaje małpiego rozumu i zaczyna trząść portkami ze strachu, jakby chodziło o diabła wcielonego. Nie zdziwię się, jeśli w tym wszystkim będzie drugie dno, relacje i role poszczególnych bohaterów z czasem się odwrócą, zaś wspomniany Carver wcale nie okaże się takim potworem, na jakiego jest tu kreowany. Wszak Telltale Games uwielbia nas w podobny sposób wodzić za nos – najpierw uśpić naszą czujność, następnie wywrócić wszystko do góry nogami. Być może to właśnie jedna z takich sytuacji. Czas pokaże, kto jest kim.

Jak zostało wspomniane, świetnie zarysowane, zróżnicowane charaktery sprawiają, że nowa ekipa jest nie mniej ciekawa, niż bohaterowie z pierwszego sezonu. Ale i tu czai się pewna niespodzianka – zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, pojawia się również twarz z DLC 400 Days, które miało być czymś w rodzaju fabularnego pomostu pomiędzy sezonami. Nie wątpię w to, że w kolejnych odcinkach zobaczymy więcej poznanych wcześniej bohaterów. To zresztą nie jedyna znana twarz, która wraca po dłuższej nieobecności, ale zdradzenie tożsamości starego znajomego byłoby zbrodnią, więc w tym temacie ani słowa więcej.

Jak wszystkie poprzednie odcinki, tak i ten przechodzi się niejako sam. Największa trudność leży w wyborach, których musimy dokonać, bo odznaczają się dużym ciężarem emocjonalnym, a czas na podjęcie decyzji nieubłaganie ucieka. Pozostałe czynności sprowadzają się zazwyczaj do eksploracji, okazjonalnego używania przedmiotów, zaliczania bardzo prostych sekwencji Quick Time Events oraz rzecz jasna rozmów. Ta seria od samego początku dialogami stała, a te napisane na potrzeby A House Divided tylko to potwierdzają. Oczywiście duża w tym również zasługa idealnie dobranej ekipy, która użycza głosów poszczególnym postaciom.

Pod względem budowania napięcia drugi epizod jest doskonale wyważony. To również kolejny odcinek, który tak wiele mówi o ludziach i ich wzajemnych relacjach – strachu, lęku bądź zaufaniu – w obliczu apokalipsy. Żywe trupy, choć oczywiście obecne (sceny z nimi można policzyć na palcach jednej ręki, ale nie brakuje im dramatyzmu, co w dużej mierze jest zasługą fantastycznej reżyserki), są tylko tłem do przedstawienia wstrząsających losów garstki ludzi próbujących przeżyć i koegzystować w świecie bez zasad, gdzie nie obowiązują żadne prawa poza tymi ustanowionymi przez zamknięte, lokalne grupy.

A House Divided przy okazji niezbicie udowadnia, że największe bestie czają się nie w szwędaczach, a żywych, którzy “na pięć minut przed końcem świata” tracą resztki człowieczeństwa i wszelkie hamulce. Chyba nie sposób wyobrazić sobie ciekawszego i bardziej emocjonującego wprowadzenia do kolejnych wydarzeń. Nawet jeśli pierwszy odcinek tego sezonu nie zdołał zaostrzyć waszych apetytów i ciekawości co do tego, co wydarzy się dalej, jestem przekonany, że najnowszemu uda się ta trudna sztuka. I tylko szkoda, że ten epizod wydaje się jeszcze krótszy niż poprzedni. Tak czy inaczej czekamy na ciąg dalszy, bo jeśli forma będzie zwyżkować, zapewne i drugi sezon powalczy o tytuł najlepszej gry roku.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button