FELIETONRÓŻNOŚCI

Utopia pod komendą Sztucznej Inteligencji

Aby ustalić najlepsze, korzystne dla narodów reguły społeczne, potrzeba umysłu wyższego, który znałby wszystkie namiętności ludzkie, a sam nie doznawał żadnej; (…) mógłby pracować w jednym wieku a zbierać plony w drugim. Trzeba by bogów, aby nadać ustawy ludziom.
Janek Jimmy Rousseau – Umowa Społeczna

Coś wam to przypomina? Bo dla mnie to jest XVIII wieczna wizja Sztucznej Inteligencji zarządzającej ludzkością dla powszechnego dobrobytu i szczęśliwości.

Wizja może nie tak odległa. Sztuczna inteligencja już ma pewne sukcesy na tym polu. Przecież gra w szachy to nic innego jak symulacja gry politycznej. A komputer Deep Blue już w latach 90. pokonał Kasparowa, ówczesnego mistrza świata. Jest jeszcze inna gra, która również uchodzi za cudowny trening zdolności politycznych – Chińska gra „Go”. W zasadach tej gry nie ma zbijania pionków przeciwnika, którego należy jedynie otoczyć, aby wygrać. Notabene, mówi się, że Chińczycy właśnie w taki sposób ograli Amerykanów w rozgrywkach politycznych. Niepostrzeżenie wyrośli im na głównego konkurenta, otaczając ich gospodarczo na arenie międzynarodowej – dokładnie jakby grali w Go.

Zasady gry w Go są proste, ale strategie, oraz możliwości gry są niezwykle skomplikowane. Szachownica ma 19 na 19 pól, natomiast możliwych kombinacji układu pionków jest więcej niż atomów we wszechświecie (jak oszacowali jacyś cwaniacy). W szachach komputer może wyliczać warianty rozgrywki praktycznie od danego momentu do szczęśliwego game over. W Go to już nie przejdzie. Dlatego w kręgach informatyków i futurystów panowała taka opinia:

„Aby komputer pokonał w Go człowieka, musi minąć zapewne jeszcze kilka dekad.” Bo to gra tak bardzo intuicyjna i ludzka. Trzeba mieć to coś, szósty zmysł, trzecie oko, otwarte wszystkie czakry i najwyższy poziom Super Sajana, żeby być mistrzem Go.

DeepMind – a co dalej?

Aż cwaniacy z Google zaprojektowali SI, który w 2016 r. rozwalił na miazgę Lee Sedola, najmocarniejszego mistrza tej starożytnej gry.

Mózgi z Google DeepMind stworzyli AlphaGo, który dzięki nowatorskiej technice samo-uczenia, obdarzony został nie tylko sztuczną inteligencją, ale można by powiedzieć – sztuczną intuicją.

AlphaGo, zmiażdżył Lee Sedola 3:1 już w drugiej rozgrywce wykonując zaskakujący „move 37”, po którym Lee Sedol musiał aż wyjść na papierosa, żeby to przetrawić.

Ludzkość (przynajmniej jej część, zajmująca wschodni skrawek eruroazji) od 4000 lat (słownie: czerech tysięcy lat) gra w Go. Najstarszy znany podręcznik pochodzi z I w. p.n.e. Przez ten czas gra urosła do rangi sztuki i nauki zarazem. Uzdolnione dzieci w Korei są zabierane z normalnych szkół i wysyłane do szkół gry w Go, aby kształcić się na zawodników. Traktowanie niezwykle poważne! Nieomalże widzę te pacholęta, od płaczących matek zabierane, aby się szkolić w świętej sztuce gry w Go. Jak Geralt z Rivii.

Zaskakujące jest to, że przez te kilka tysiącleci ludzkość nie opracowała strategii, którą AlphaGo zaskoczył Lee Sedola w ruchu 37. Teraz całe szkoły analizują ten ruch i strategie, którą inicjował. Wygląda na to, że sztuczna inteligencja, potrafi podejść do problemów z zupełnie innej perspektywy niż nasza swojska, biodegradowalna, naturalna inteligencja. Z perspektywy, która dla nas jest zupełnie niedostępna, właśnie z powodu samego charakteru naszej natury. Sztuczna inteligencja może być świetnym lustrem dla naszej. Odnośnikiem, porównaniem, a może po prostu rozwiązaniem naszych odwiecznych problemów; Społecznych, ekonomicznych, ekologicznych – nawet z własną planetą udało nam się skonfliktować. Od zawsze wiedzieliśmy, że coś jest tu nie tak. Coś nam nie wychodzi. Od zawsze próbowaliśmy znajdywać jakieś rozwiązania. Religie, ruchy społeczne i filozoficzne – z różnym skutkiem. Może czas, żeby jakiś AlphaPolitics zrobił swój ruch – ruch 37.

Osobliwość Technologiczna Raya Kurzweila

Ray Kurzweil (Wizjoner, futurolog, wynalazca, szef inżynierów Google i jeden z najbardziej wpływowych ludzi wg. Forbesa) zapowiada, już w 2045 roku nadejście Osobliwości Technologicznej. Punkt, od którego postęp zacznie tak przyspieszać, że nie jesteśmy w stanie dziś (a może i na bieżąco nie będziemy w stanie) sobie wyobrazić, jak będzie wyglądała (nawet najbliższa) przyszłość. Maszyny zaczną projektować maszyny, a ludzie będą podpięci do jednego cybernetycznego mózgu… Wtedy może taki nasz AlphaPolitics zaprowadzi ład i pokój na świecie.

Może. Bo możliwe, że mógłby mi się ten Alpha nie spodobać. Przykładowo taki model chińskiej utopii to mi bardziej niż rok 2045, przypomina rok 1984.

Łatwo sobie wyobrazić jak wyglądałby Chiński, Rosyjski albo inny, zaborczy AlphaPolitics. Takie państwo zostałoby przekształcone (zgodnie z wolą swoich rządzących) w machinę do podbijania. Cyber-horda Czyngis-chana, informatyczny Aleksander Wielki i techno-blitzkrieg… Drżyjcie narody! Takie państwo to byłby prawdziwy Lewiatan. Jeden organizm, w którym wszystko – całe zasoby naturalne, w tym ludzkie, infrastruktura i instytucje, byłoby zorganizowane w jednym celu – ekspansji. Marzenie każdego, chorego na władzę autokraty. Koszmar każdego zwyczajnego mieszkańca. Ciekawe by to jednak było, gdyby się okazało, że s z t u c z n a inteligencja spojrzałaby na podbój inaczej niż nasza. A gdyby tak utworzyć państwo tak fajowo-odjechanie-superanckie, że wszyscy chcieliby w nim mieszkać? Dodatkowo pod sztandarem ideologii zjednoczonej ziemi. „Niech wszystkie państwa zjednoczą się w jedno pod naszym przywództwem, a wtedy wszystkim będzie się żyło tak super!” Zło dobrem zwyciężaj. Wygrana bez jednego strzału. Genialne. Dla człowieka za trudne. Niewykonalne. Ale dla AlphaPolitics?

No dobra, ale tu cały czas jest jakby tylko jeden taki Alpha, który ogrywa wszystkich, a przecież nie żyjemy w próżni. Gdyby wszystkie kraje miały swoich Alpha, to takim Napoleonom na czele swoich państw i swoich sztucznych inteligencji nie byłoby już tak łatwo budować imperiów… Za to tym inteligencjom może łatwiej będzie się dogadać bez hormonów. Może dzięki mądrym kompromisom szybko zapanuje pokój, a planetę pokryją państwa-stany jednej ziemskiej federacji? No ale może to zbyt piękne. W końcu za tymi programami będą stali żywi politycy, którzy mogą wydać rozkaz – do ataku… hurrrra! Na bagnety!

Na Zachodzie bez zmian – czyli jak zwykle (nic nowego), wszystko zależy od tego, kto trzyma młotek. Może nim przysolić albo zmienić świat (jeżeli odpowiednio duży młotek). Gdyby AlphaPolitics został powołany w demokratycznym kraju o zachodnich standardach, mogłoby być całkiem przyjemnie.

Czy ludzkość potrzebuje “Boskiego ustawodawcy”?

Nadpisując Rousseau; „Boski ustawodawca” może kształtować opinie, nawyki, obyczaje ludzi przez kilka pokoleń aż uzyska człowieka idealnego, w idealnym społeczeństwie. AlphaPolitics, o jakim marze – wychowałby ludzi ku doskonałości.

No ale! To tylko m o j e wyobrażenie… A jak AlphaPolitics pojmował będzie doskonałość? W którymś momencie przestanie mieć znaczenie, jakie dane początkowe mu daliśmy, jakich ideałów go uczyliśmy. Sam dojrzeje do własnych.

-No to Terminator…

No nie koniecznie. Jakoś tak intuicyjnie wydaje mi się, że wizja zagłady ludzkości dla „wyższego dobra” (nie wiem, ocalenie planety i innych gatunków przed ludzkim pasożytem?) może się narodzić w umyśle albo szalonym, albo zbyt głupim, by znaleźć optymalne rozwiązanie.

Zakładając genialność AlphaPolitics w swojej dziedzinie, przynajmniej na poziomie genialności AlphaGo w swojej, jakoś nie przemawia do mnie koncepcja eksterminacji. Myślę, że ten „boski ustawodawca” będzie przez pokolenia kształtował materiał, żeby w końcu osiągnąć swoją wizję.

Pozostaje pytanie; jak AlphaPolitics pojmował będzie doskonałego człowieka i społeczeństwo? Jakkolwiek by nie pojmował, myślę, że pojmowanym (czyli współczesnym mu ludziom) będzie się to podobało – nawet jeżeli nam, teraz, by się taka rzeczywistość nie podobała wcale.

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close