PC & KONSOLERECENZJA

Warface

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Kiedy publicznie ogłoszono, że studio Crytek tworzy nowy tytuł, w dodatku mający wykorzystywać model biznesowy free-to-play, spora rzesza graczy z zaskoczeniem nastawiła uszu, zastanawiając się, czy się nie przesłyszeli. Po pewnym czasie zaczęły się testy, a koniec końców Warface wkroczył oficjalnie na rynek. I radzi sobie dość średnio – może dlatego, że pomimo dość szumnych zapowiedzi, jest to tytuł zaledwie poprawny.

Ale po kolei. Warface jest przedstawicielem sieciowych strzelanek, czyli gier akcji w których gracz zazwyczaj musi wykazywać się celnym okiem i sprawnym refleksem w celu eliminacji innych graczy noszących niewłaściwe mundury. Jest także, jak już we wstępie wspomniałem, tytułem free-to-play, co oznacza, że zagrać może weń każdy chętny, pod warunkiem posiadania łącza internetowego oraz przeglądarki – tak, po Quake Live, Warface jest kolejnym tytułem który podłącza się pod wybraną przeglądarkę sieciową za pomocą wtyczki i działa w jej oknie. Niesie to oczywiście plusy i minusy. Z jednej strony, utrzymanie wtyczki na różne wersje oprogramowania wymaga dodatkowych nakładów oraz może powodować rozmaite problemy z grą. Z drugiej, sprawia to, że Warface ma całkiem niskie wymagania sprzętowe, sprawiając że grę odpalić można nawet na dość starych maszynach. Ale czy warto?

To dobre pytanie i odpowiedź na nie zależy w dużym stopniu od tego, czego oczekujemy. Grę można podzielić na dwie główne części: misje kooperacyjne oraz klasyczny multiplayer. Skupmy się na początku na co-opie, podczas którego drużyna złożona z graczy ma zazwyczaj jeden cel: zabić wszystko, co wrogie, wysadzić to i owo, a następnie przemieścić się do z góry ustalonego punktu ewakuacyjnego. Gracz wybiera misję z grona dostępnych, zmieniających się co jakiś czas i o różnym stopniu trudności, dobiera sobie klasę żołnierza, sprzęt i po krótkim ładowaniu ląduje na pokładzie helikoptera wraz z resztą oddziału. Przed lądowaniem gra przekazuje jakieś szczątki informacji na temat toczonego konfliktu, ale te komunikaty są bardzo krótkie, nudne i zazwyczaj i tak nikt nie zwraca na nie uwagi. Wszystko co trzeba graczowi wiedzieć to to, że są dwie strony toczonej w bliskiej przyszłości wojny: Warface oraz Blackwood, które walczą ze sobą na kolejnych lokacjach. Przedstawienie konfliktu niemalże nie istnieje, przez co ciężko uciec od wrażenia grania w kolejną strzelankę luźno osadzoną na bliższym lub dalszym wschodzie. W trybie kooperacji zawsze jesteśmy po stronie Warface i razem z zespołem zagłębiamy się w terytorium wroga, od czasu do czasu eliminując wyjątkowo twardego przeciwnika: od żołnierzy w pancerzach wspomaganych po wielkiego mecha. Zaliczenie misji oznacza zdobycie odznaczeń i wirtualnej waluty oraz odblokowanie nowego sprzętu i kolejnych co-opowych zadań, na przykład takich o wyższym stopniu trudności.

I o ile na początkowych misjach można wręcz bawić się w turystę i zwiedzać mapy, beztrosko eliminując kolejnych wrogów, o tyle trudniejsze wyzwania stanowią faktyczne… wyzwanie. Chwila nieuwagi i można tylko bezradnie patrzeć, jak postać gracza pierw zwala się z nóg, a po kilku sekundach ginie. Te kilka sekund pomiędzy życiem a śmiercią jest momentem, na który powinien czekać drużynowy medyk i przywrócić towarzysza broni do użytku. Inny członek drużyny w tym czasie może uzupełnić reszcie zapasy amunicji, a snajper zdejmować co bardziej namolne cele. Odpowiedni dobór klas w drużynie i współpraca jest zaskakująco ważnym elementem trybów co-op w Warface, co stanowi jeden z najwyraźniejszych plusów gry. Bez niej czasami naprawdę ciężko jest przeżyć istną nawałę wrogów, szturmujących pozycje graczy z kilku stron jednocześnie, o walkach z “bossami” nie wspominając. Plusem gry jest też całkiem rozwinięty samouczek, który po kolei odblokowuje kolejne klasy żołnierzy w miarę postępów gracza, od razu zapoznając go z nową profesją. Same profesje, jak już się rzekło, posiadają charakterystyczną dla siebie funkcję – jedni leczą rannych, inni naprawiają pancerze oraz rozstawiają ładunki wybuchowe i tak dalej. Koniec końców jednak, każda klasa różni się przede wszystkim uzbrojeniem, zwłaszcza w trybach walki z innymi graczami, gdzie współpraca schodzi na dalszy plan.

Inny ciekawy element gry Cryteka również jest związany ze współpracą – mianowicie podrzucanie towarzysza na wyższą platformę, a następnie zostanie samemu podciągniętym w górę. Manewr ten, dość czasochłonny, a przez to narażający dwójkę żołnierzy na wrogi ostrzał – otwiera drogę do miejsc niedostępnych dla pojedynczego żołdaka, umożliwiając uzyskanie lepszej pozycji albo skrócenie sobie drogi przez miasto. Ostatni z wyróżniających Warface ruchów jest ślizg – rozpędziwszy się, gracz może aktywować ten tryb za pomocą osobnego klawisza, wykonując kilkumetrowy szus po ziemi. Możemy dzięki temu nie tylko uniknąć wrogich kul, ale także totalnie zaskoczyć przeciwników, bowiem podczas wykonywania tej akcji gracz w dalszym ciągu może strzelać i w pewnym stopniu manewrować ciałem. Obie akcje – wspólne wspinanie się na platformy oraz ślizganie – są dostępne także w zwykłych trybach sieciowych gry, co doprowadza czasami do dość śmiesznych sytuacji, kiedy gracze zachowują się trochę jak bolidy formuły 1. Niczym niezwykłym jest widok sunącego na wysokości podłogi i zionącego ołowiem zabijaki, który po sekundzie majestatycznie znika za jakimś kontenerem.

Samo multi zaś jest zwykłe, do bólu. Znane wszystkim tryby gry, takie jak deathmatch, team deathmatch, czy też uzbrajanie/rozbrajanie bomb to klasyka, którą widzieliśmy już nie raz i nie dwa. Tryby są grywalne, aczkolwiek mapy nie robią żadnego pozytywnego wrażenia poza uciążliwym wrażeniem deja vu – że już kiedyś w to graliśmy, że widzieliśmy, raz w lepszym, raz w gorszym wykonaniu. Tryb versus, czyli właśnie sieciowa rozwałka w Warface jest po prostu solidna i mało urozmaicona – jedynie wymienione wcześniej ruchy dodają odrobiny smaczku rozgrywce, która szybko staje się monotonna. Niemniej, jeśli ktoś cierpi na głód tego typu zabawy, to nie powinien przesadnie narzekać. Zwłaszcza, że jak na grę darmową i przeglądarkową, Warface jest całkiem ładny. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest w żadnym wypadku poziom Crysis 3 lub też Far Cry 3, czy chociażby artystyczny poziom BioShocka, ale patrzenie na nowe dziecko Cryteka na pewno nie boli. Na maksymalnych detalach gra wygląda całkiem w porządku – zwłaszcza, jeśli pamięta się, że działa również na starszym sprzęcie.

Warface cierpi jednak na jeszcze jeden problem, poza brakiem oryginalności i ogrywaniu utartych schematów, a to za sprawą jego modelu biznesowego. Jak to zazwyczaj bywa w tytułach f2p, tylko początkowy ekwipunek jest darmowy i dostępny cały czas – chęć pobawienia się nową strzelbą albo ubrania swojej postaci w coś innego dość szybko potrafi być ugaszona przez dwa elementy. Pierwszy, to ceny. Drugi, to fakt, że każdy przedmiot ze sklepu jedynie wypożyczamy na określony czas, co oznacza, że w przypadku chęci pogrania danym karabinem dłużej, musimy ponownie wyłożyć na stół odpowiednią ilość growej waluty. Nie byłoby to jeszcze takie złe, gdyby nie fakt, że tempo zarabiania wirtualnej mamony jest bardzo powolne, a nie każdemu uśmiecha się myśl o wydawaniu prawdziwych pieniędzy na przedmiot, który i tak za kilka dni trzeba będzie zwrócić. A szkoda, bo broni, akcesoriów i rozmaitych dodatków jest do odblokowania naprawdę sporo i każdy znajdzie w sklepiku coś dla siebie. Innym problemem jest nieczytelność interfejsu gry – o ile podczas samej rozgrywki toczonej na pełnym ekranie wszystko jest czytelne, o tyle wszystkie inne akcje poza grą wykonywane są w normalnym oknie przeglądarki, przez co czcionka jest za mała i często bez przybliżenia się do ekranu nie sposób rozczytać się w menusach i opcjach.

Podsumowując, Warface jest produkcją solidną i nic ponadto. Niezły tryb kooperacji, przyzwoite tryby gry sieciowej poparte przyjemną dla oka grafiką. Dwa unikatowe ruchy na urozmaicenie rozgrywki to za mało, zwłaszcza w przypadku produkcji, której głównym grzechem jest niechęć do podjęcia ryzyka oraz poddawanie się utartym schematom. Niestety Warface nawet nie próbuje się wyróżnić na tle dużej konkurencji. Jeśli chcecie za darmo spędzić kilka godzin na przyzwoitej rozgrywce, możecie spróbować nowej produkcji Cryteka. Nie miejcie jednak zbyt wysokich oczekiwań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button