FELIETONPC & KONSOLE

Ambicja czy z motyką na słońce, czyli Kingdom Come: Deliverance

Odmawiam wkurzania się na Kingdom Come: Deliverance.

W przeciwieństwie do innych członków redakcji nie czekałem zbyt niecierpliwie na premierę – wręcz przeciwnie, po pierwszych hurraoptymistycznych zapowiedziach mój zapał względem produkcji studia Warhorse zaczął raczej opadać, podkopywany przez kolejne obsuwy premiery i wyglądające raczej deprymująco wczesne gameplaye. Niemniej jednak historyczne, skomplikowane RPG jest dokładnie tym, co trafia w moje gusta, więc musiałem spróbować.

Po trzech godzinach zmagań – bo nie mogę tego nazwać grą – postanowiłem dać sobie jednak spokój i poczekać. Poczekać aż gra wyjdzie z early access.

Żeby nie było, nie mam póki co żadnych zastrzeżeń do realizacji świata, który został zrekonstruowany z ogromną pieczołowitością. Prawdopodobnie mam pewne zastrzeżenia do walki – żadne ze starć, w którym brałem udział, nie było na tyle taktyczne, by nazwać je Dark-Souls-w-FPP, ani też “fajne” w skyrimowym rozumieniu tego słowa. Ale znowu liczę na to, że później będzie lepiej, nie ocenia się walki w Baldur’s Gate z pierwszego starcia z gibberlingami.

Chodzi więc oczywiście o technikalia, a najbardziej optymalizację (bugi związane z questami wciąż istnieją, ale nie tak wszędobylskie jak wersji w oddanej recenzentom). Nie będę wymieniał po kolei sytuacji, w których gra zaczynała żabkować lub w ogóle przycinała się na parę sekund. Dość powiedzieć, że w pewnym momencie podczas przebywania w Skalicy (miasteczko początkowe) wyjąłem stoper i zacząłem liczyć ile sekund spędzam na grze, a ile w przerwach spowodowanych spowolnieniami oraz ekranami load (a dodać trzeba, że ładują się tu nawet rozmowy z NPC-ami). 3:40 do 6:20. Serio, 1/3 gry spędziłem patrząc się w ekran i nerwowo bębniąc palcami po blacie, miewając traumatyczne reminiscencje z pierwszego Wiedźmina… Tam przynajmniej wiadomo było kiedy można było sobie pójść zaparzyć herbatę, tutaj zwiechy spowodowane doładowaniami zdarzają się co 5-10 sekund.

Nie jest to wina mojego sprzętu, który udźwignął Wieśka 3 na ultra i AC: Origins na med/high. Być może to efekt diabelskiego połączenia silników CryEngine z Unity, z których żaden nie ma najlepszej prasy. Pozostaje jednak faktem, że koniec końców wszystko rozbija się o realizację. Dobrze jest stawiać sobie ambitne cele – ot, na przykład stworzenie średniowiecznego sandboxa – ale potem trzeba dostarczyć, zwłaszcza, jeśli z biegiem czasu produkcja zaczyna być pompowana jako odpowiedź na postępujący trend early access i zalewu DLC.

Zanim jednak early access stało się tożsame z wydawaniem nigdy nieukończonych tytułów, miało jak najlepsze założenia – zaangażować społeczność graczy w usunięcie najbardziej palących problemów i oczywistych bugów. Efektem były m.in. tak dopracowane w chwili formalnego wydania produkcje jak Pillars of Eternity czy The Banner Saga. Tego tutaj zabrakło, więc przyznanie obecnej wersji Kingdom Come statusu 1.0 jest równie przebiegłe, jak przyklejenie kotu nalepki “pies” i oczekiwanie, że zacznie szczekać.

A wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Że naprawdę chcę zagrać w KC:D i poznać głębiej wykreowany świat – ale jak już wiem z doświadczeń z Total War: Rome II, czasem trzeba sobie odpuścić i poczekać. Zapowiedź kolejnego patcha (odległego co prawda o minimum dwa tygodnie, ale zawsze) sugeruje, że studio Warhorse nie umyje rąk i doprowadzi swoją grę do stanu, na jaki ona zasługuje – czego sobie i Wam życzę. Póki co zagrajcie lepiej w Trails of the Cold Steel II.

1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

4 Comments

  1. Miałem pisać coś o własnych wrażeniach, ale że już to zrobiłeś… to się podepnę 😀

    Optymalizacja jest zdecydowanie tym, co wielu graczom może zepsuć rozgrywkę. Utrzymanie 60fpsów wydaje się być niemożliwe, acz to wszystko jest bardzo nierówne… przy przechodzeniu przez Skalice miałem spadki do 40fpsów i przycinki, a po wylądowaniu w Ratajach (znacznie większym mieście) mam…stabilne 60 klatek. I te dziwy: pokój, mały, drewniany, 60 fpsów. Rozmowa w tym samym pomieszczeniu, 30 fpsów. Wut? I to, że czasami “dialogi” ładują się kilkanaście sekund, nawet przy próbie rozmowy ze zwykłym strażnikiem. Dziwne i dzikie to.

    Wczorajszy mały patch poprawił u mnie sytuację i na mieszance medium/high jest już całkiem grywalnie. Przynajmniej u mnie. 😉

    Reszta gry zachęca. Dopiero po 5h tak naprawdę opuściłem prolog i mam otwarty świat – i nie powiem, czekam na wieczorne granie, aby zobaczyć co mogę zrobić. Ilość systemów istniejących w grze robi wrażenie, nawet takie pierdoły jak zmienianie ubrania w zależności od tego, co akurat idzie się robić ma znaczenie. Ilość atrybutów, współczynników itd. jest również bardzo wysoka i po prostu chcę to wszystko zobaczyć (i poczuć, jeśli akurat przyjdzie mi trafić do więzienia) w akcji.

    Niech tylko poprawią w kolejnych patchach optymalizację i będzie dobrze.

    Historyjka: byłem sobie w drodze powrotnej do Skalicy. Z ciekawości zaglądam do każdej chaty. Zajrzałem także do czegoś w rodzaju młyna i…zostałem napadnięty przez jakiś lepszych bandytów. Po krótkiej wymianie ciosów wiedziałem, że nie mam szans (nadal niezbyt ogarniam system walki) i rzuciłem się do ucieczki – niestety, dorwali mnie. Efekt? Cofnięcie o godzinę gry, bo autosave był daaawno temu. Tak, system zapisu jest…specyficzny. Ciekawe było też to, że w teorii można się poddać i prosić o łaskę – ale coś czuję, że akurat bandyci mają w nosie honor. 😀

    1+

    Polubili to:

    • avatar
    1. A tak, system zapisu. Zapomniałem o nim. Jak mówiłem, postanowiłem się nie wkurzać, więc zainstalowałem moda umożliwiającego save’a w dowolnym momencie jeszcze przed pierwszym odpaleniem gry 😀

    1. Na streamie z PS4 widziałem, że koleś przywalił kurze z piąchy i zamienił ją dzięki temu w ogolony, sztywny kadłubek 😛 Osax pisał jednak, że nie mógł tego zrobić u siebie… Szkoda 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close