PC & KONSOLERECENZJA

Evolve

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Jak powszechnie wiadomo, życie zabójcy potworów nie jest usłane płatkami róż, a emerytury w tym fachu jeszcze nikt się nie dorobił. Praca w skandalicznych warunkach, stres, kiepska płaca i do tego nieogarnięci życiowo współpracownicy. Ale to wszystko nie jest najgorsze, bo najgorsza w życiu zabójcy potworów jest rutyna.

Gdy pierwszy raz zagrałem w przedpremierową betę Evolve zapiałem z zachwytu – czterech łowców ma za zadanie wytropić i wyeliminować potwora (również gracza!), który z kolei spieprza na złamanie karku, po drodze objadając się lokalną fauną. Jeżeli bestii uda się wystarczająco długo przetrwać, ewoluuje, po czym zabawa jakby się odwraca i to myśliwi zaczynają być w tarapatach. Schemat był dość prosty, bo każda runda to naprzemiennie wariacki pościg i intensywna walka, pościg – walka, pościg – walka, aż do triumfu jednej ze stron. To, co widziałem, bardzo mi się podobało, więc niecierpliwie czekałem na premierę, zastanawiając się, co też fajnego twórcy z Turtle Rock Studios zamontują do ostatecznej wersji gry.

Premiera gry już dawno za nami, w tym czasie przerobiłem na bigos całe hordy potworów, a wciąż nie mogę się zdecydować, czy zakasać rękawy i utłuc kolejnego niemilca, czy całe Evolve potępić w czambuł i zabrać się za inne tytuły.

Zacznijmy może od tego, co oferuje nam pełna wersja Evolve – są to dwa główne tryby gry – potyczka oraz ewakuacja. Potyczka oferuje nam dokładnie to samo co wspomniana wcześniej beta, przy czym dostępnych jest więcej map, a po zdobyciu odpowiedniego doświadczenia otrzymamy również dostęp do nowych łowców. Ewakuacja to już nieco inna para kaloszy – tutaj bierzemy udział w pięciu kolejnych misjach, których ostatecznym celem jest, jak sama nazwa wskazuje, ewakuacja cywilów z zagrożonego obszaru. Tutaj zabawa jest ciut bardziej urozmaicona, ponieważ misje nie sprowadzają się jedynie do uganiania się za monstrum. Jest to w pewnym sensie ciąg pięciu misji, w których myśliwi walczą z bestią o ostateczny wynik. Strona, która wygra etap, otrzymuje wsparcie w kolejnej fazie ewakuacji. Wśród możliwych misji mamy tutaj Polowanie (czyli dodany do ewakuacji tryb potyczki), Gniazdo – gdzie naszym celem jest zniszczenie jaj potworów, zanim ich zawartość się wykluje i nas zje; Ratunek – w którym ratujemy z opresji cywilów i eskortujemy ich do punktu ewakuacji; Obrona – czyli ostatnia misja, w której za wszelką cenę bronimy punktu, w którym przeprowadzane jest tankowanie statku ewakuacyjnego. Oczywiście w każdej misji możemy zagrać zarówno jako łowca jak i potwór.

Co do samych myśliwych, to dzielą się oni na cztery klasy – Assault, Trapper, Medic oraz Support, przy czym każdą z nich reprezentuje trójka bohaterów. Ta parszywa dwunastka prezentuje się naprawdę świetnie, modele postaci to najwyższy poziom, umiejętności są nieźle wyważone, a niektóre wręcz kluczowe dla zwycięstwa. Każda postać jest bardzo charakterystyczna i żadnej nie brakuje głębi, jednak nam, graczom, nigdy nie będzie dane owej głębi zbadać, ponieważ całe to towarzystwo poznajemy bardzo powierzchownie – a szkoda. Naprawdę chętnie zagłębiłbym się w lore i poznał bliżej uniwersum Evolve. Gra zespołowa to największy klucz do sukcesu, ponieważ w produkcji Turtle Rock Studios nie ma klas i umiejętności niepotrzebnych. Team musi działać razem, w przeciwnym wypadku szanse na wygraną są bliskie zeru. Zastawianie min i pułapek, leczenie i wskrzeszanie, tarcze, niewidzialność, odcinanie drogi ucieczki, detekcja, tropienie itd. To wszystko musi ze sobą współgrać, bo inaczej ręka, noga, mózg na ścianie (i to dosłownie).

Do konfrontacji z myśliwymi stają trzy potwory: napakowany, zionący ogniem Goliath, wyglądający jak miniatura Cthulhu latający Kraken oraz szybka, widmowa Wraith. Każdy reprezentuje zupełnie inny styl walki i dysponuje swoim indywidualnym wachlarzem umiejętności. Podstawowa zasada podczas gry potworem to nie dać się złapać na początku. Trzeba cichcem zwiewać, nie zostawiać za sobą zbyt wielu śladów, objadać się czym popadnie i jak najszybciej przepoczwarzyć się do drugiej i trzeciej fazy rozwoju. Gdy osiągniemy trzecią, kompletna fazę ewolucji, w zasadzie możemy obrócić się na pięcie i zapolować na nierozgarniętych łowców.

Ale nawet jeżeli konfrontacja następuje przed rozwinięciem bestii, za każdym razem jest piekielnie intensywna. To, co się dzieje wówczas na ekranie jest prawdziwym widowiskiem – rozwścieczona bestia raz to szarżuje, atakując z całą furią każdego, kto tylko znajdzie się w zasięgu, innym razem miota się bezsilnie, próbując wyrwać się z pułapek i umknąć, gdy tylko nadarzy się okazja.

Zresztą sam pościg to również nie kaszka z mleczkiem, ponieważ prawie wszystko, co napotkamy na drodze, będzie próbowało nas zjeść albo przynajmniej uszkodzić. Nieuważny łowca może szybko wpaść w pułapkę, z której wybawić go może jedynie współtowarzysz, więc trzymanie się razem ma znaczenie nie tylko przy starciu z tym największym adwersarzem. Musimy słuchać i obserwować otoczenie, a takie elementy jak spłoszone ptaki, zwłoki zwierząt i ślady będą bardzo pomocne w lokalizacji potwora.

Graficznie Evolve prezentuje się naprawdę świetnie. Przy takim natężeniu akcji i szybkości, gra nie tylko wygląda ładnie, ale również jest bardzo dobrze zoptymalizowana, co pozwala cieszyć się sporą ilością fps-ów przy wysokich ustawieniach wizualnych. Osobiście nie zanotowałem ani jednej przycinki nawet przy największym zamieszaniu na ekranie. Również udźwiękowienie stoi na wysokim poziomie, a że w Evolve gra „na słuch” czasami jest wręcz koniecznością, często będziemy mieli okazję wsłuchać się w otoczenie.

To wszystko wygląda naprawdę świetnie i potrafi zrobić znakomite wrażenie. Niestety, im dłużej grałem w Evolve, tym bardziej przekonywałem się, że faktycznie, pierwsze wrażenie było oszałamiające, ale tuż po nim nie pozostaje wiele więcej do odkrycia. Ta gra jest po prostu powtarzalna i rutynowa do bólu, a satysfakcja z udanego polowania szybko mija. Uganianie się za potworem staje się bardziej wkurzające, niż satysfakcjonujące, a jeżeli bestia świetnie sobie radzi przy ucieczce, ale jakoś nie ma zamiaru ewoluować, gra zaczyna się „potwornie” ciągnąć. Wygląda to trochę jak uganianie się za odrobiną satysfakcjonującej walki i na dłuższą metę nudzi.

System nierównej walki, w której po jednej stronie stoi drużyna, a po drugiej naprawdę paskudny przeciwnik, sam w sobie jest bardzo ciekawy – w końcu ile gier daje nam możliwość poczucia się jak klasyczny „boss”? Mapy, chociaż wizualnie bardzo piękne i urozmaicone, to jednak wciąż pozostają tylko polem walki, w którym aż chciałoby się zobaczyć ciekawe mechanizmy urozmaicające rozgrywkę. Sam rozwój bohaterów i potworów też nie jest specjalnie motywujący, zwłaszcza, że w pewnych edycjach jest on w zasadzie wyłączony… Przy zakupie niektórych wersji gracze otrzymali w pełni rozwinięte postaci i odblokowane wszystkie umiejętności, co praktycznie pozbawiło ich możliwości progresu.

Zresztą, w samych wersjach gry, DLC-kach, Season Passach też trudno się połapać, a zachłanność twórców w przypadku Evolve doprawdy sięgnęła zenitu. Załóżmy, że przy premierze wydaliśmy na grę 140 złotych. Do tego dokupujemy Season Pass za kolejne 80 złotych. To mamy już kompletną grę za 220, zgadza się? NIE! W grze jest dodatkowa, płatna zawartość na łączną kwotę 130$, co na naszą walutę daje prawie 500 złotych! Inaczej mówiąc, jeżeli chcesz mieć pełną, niczym nie ograniczoną wersję Evolve, to będzie Cie to kosztowało prawie 700 złotych. Dobre, co nie? Jasne, że te wszystkie duperele nie są nikomu do szczęścia potrzebne, ale, na Odyna! To nie jest gra Free to Play! Odwróćmy więc cennik i napiszmy tak: Pełna wersja gry kosztuje 700 złotych. Okrojona – 220 złotych. Dla ubogich – 140 złotych. Jest różnica, prawda? Jeżeli przyrównać do tego kilka gier z modelu Free to Play, które na starcie oferują więcej zawartości za darmo, to ekipa odpowiedzialna za Evolve powinna się spalić ze wstydu. I, jeżeli ktoś miałby wątpliwości, takie podejście również ma wpływ na moją ostateczną ocenę. Jako że jestem z natury bardzo złośliwy, pozwolę sobie tutaj zacytować Philla Robba, dyrektora kreatywnego w Turtle Rock Studios: {pochylony}“There’s nothing that pisses me off more than useless DLC. It’s got to mean something – it’s got to add something significant to the game…and that’s what we’re shooting for with our upcoming Hunters and Monsters.”{/pochylony} Pan Phill powinien zaszyć się w jakieś ciemnej norze i nigdy już z niej nie wypełzać.

Jeżeli nie przeszkadza wam powtarzalność, schematyczność, kiepski progres postaci, i macie ochotę wydać trochę grosza na naprawdę świetne, chociaż niezbyt długie walki, to możecie rozważyć dodanie tej gry do swojej kolekcji, ale pamiętajcie, że w idealnym świecie Evolve byłoby zaledwie doskonałym, fantastycznie wykonanym trybem jakiejś solidniejszej produkcji.


  • przez pierwszych kilka godzin prawdziwa wirtualna adrenalina
  • świetna oprawa graficzna
  • naprawdę dobra optymalizacja
  • możliwość zagrania jako “boss”
  • ciekawie zaprojektowane postacie
  • spory potencjał dla ciekawego uniwersum…
  • …który niestety w tym tytule został zmarnowany
  • dość szybko wkrada się powtarzalność i rutyna
  • nędzna liczba trybów gry
  • stosunek zawartości do ceny podstawki
  • stosunek zawartości do ceny Season Pass
  • stosunek zawartości do ceny DLC…
  • …których na dodatek nie zawiera Season Pass!
  • ergo: bezczelna polityka cenowa

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button