ARTYKUŁRÓŻNOŚCI

Metalowa Sakura #2

Church of Misery, Coffins, ClearVeil, DADAROMA, Deluhi

Witajcie w drugim odcinku Metalowej Sakury, czyli mojego mini-cyklu, w którym przybliżam Wam świat ciężkiej muzyki rodem z dalekiej Japonii. W tym tygodniu czeka nas wyprawa w świat muzyko mocno „pod wpływem”, odwiedzimy zarówno mroczne zaułki death metalu, jak i krzykliwie kolorowy visual kei. Kolejność jak zwykle mniej więcej alfabetyczna i całkowicie subiektywna.

Sprawdź poprzednie odcinki!

Church of Misery

Gatunek

Okres działania

Polecany album

Dostępność online

stoner/doom metal

1995 – do dzisiaj

The Second Coming

Bardzo dobra (praktycznie cała dyskografia na Spotify/Deezer)


Jakimś cudem ta istniejąca od 1995 roku w centrum Tokio kapela godzi granie stoner/doom metalu z rygorystycznymi przepisami w Japonii dotyczącymi jakichkolwiek narkotyków. Z pewnością słychać w ich muzyce trochę kreatywnych dodatków, a każdy kawałek to zakręcona podróż w średnio powolnych rytmach w świat masowych morderców takich jak chociażby Ten Bundy. Każdy album zawiera również jeden cover mniej znanego wykonawcy, co sprawia, że na różnorodność nie można narzekać. Bez problemu można sobie wyobrazić jak członkowie Church of Misery grają sesję jamową, jarając to i owo i po prostu dają muzyce płynąć. Efekty tego są właśnie na ich albumach, które mogę polecić fanom stonerowo doomowych klimatów.

ClearVeil

Gatunek

Okres działania

Polecany album

Dostępność online

jrock (visual kei)

2007 – 2010

Re:Born

zerowa (brak na Spotify/Deezer)


Odchodzimy od mrocznych i krętych klimatów przechodząc do kapeli, która w zasadzie nie wyróżnia się niczym szczególnym – ot, w czasie swojej kariery ClearVeil było jednym z wielu przedstawicieli gitarowego grania na zatłoczonej scenie visual kei. Pomimo tego, że zespół nie był niesamowicie unikatowy, utalentowany czy też szokujący, album Re:Born jest całkiem przyjemną opcją na spędzenie czasu. ClearVeil stało po tej lżejszej stronie grania, nie atakując słuchacza agresywnymi wokalami lub mocniejszymi sekcjami w stylu -core. Wokal jest „typowo japoński”, a kompozycje podążają utartym szlakiem. Kompetentność to słowo dobrze pasujące do kapeli. Fani gatunku mogą sprawdzić z ciekawości.

Coffins

Gatunek

Okres działania

Polecany album

Dostępność online

doom/death metal

1996 – do dzisiaj

Mortuary in Darkness

Bardzo dobra (Spotify/Deezer)


Wracamy w odmęty za sprawą kolejnego weterana lokalnej sceny tokijskiego ciężkiego grania. Coffins to przedstawiciele powolnego, miażdżącego każdą kosteczkę w ciele słuchacza death metalu, którzy znają się na swoim fachu na tyle borze, że zdarza im się koncertować poza granicami Japonii. Chociażby kilka lat temu byli obecni na festiwalach w Europie. Muzyka Coffins to – jak już wspomniałem – diablo ciężki ołowiany walec przetaczający się po słuchaczu. Nisko nastrojone gitary tworzą nieprzeniknioną ścianę dźwięku, perkusja wbija się w głowę z mocą tysiąca umierających słońc, a akompaniuje temu wszystkiemu oszczędny wokal. Muzyka Coffins to nie tło dla słów – tych jest mało. Przekaz jest taki, jaka jest ich muzyka: mroczna, pełna śmierci, niewypowiedzianego zła i tortur. Szczególnie zadowoleni będą fani old schoolowej szkoły death metalu.

DADAROMA

Gatunek

Okres działania

Polecany album

Dostępność online

jrock (visual kei)

1992 – do dzisiaj

「スタンチク」(STANCZYK)

Bardzo słaba (brak na Spotify/Deezer)


Nie jestem tak naprawdę nawet pewien, dlaczego na swój debiutancki album ta kapela wybrała tytuł nawiązujący do sławnego obrazu Jana Matejko – wiem jedno. Ich mikstura agresywnego, cokolwiek psychodelicznego ciężkiego rocka połączona z żywiołowością huraganu była dla mnie jednym z największych zaskoczeń w gatunku. Cały album STANCZYK to zastrzyk adrenaliny. Mamy tutaj wszystko: chwytliwe riffy i refreny od których „nóżka chodzi sama”, mamy znakomity miks i produkcję sprawiającą, że wszystkie instrumenty są wyraziste, klarowne i razem tworzą wibrującą ścianę dźwięku. Pomiędzy galopującymi kawałkami znajdzie się tutaj również miejsce dla nieco wolniejszych utworów, zahaczających o klimaty dystyngowanych hal pełnych angielskich dżentelmenów. Urozmaicenie dodaje obecność gościnnych damskich wokali oraz zamykająca krążek ballada. Wokalista daje z siebie wszystko, oferując całkiem szeroki zakres czystych wokaliz, nie oszczędza gardła przy growlu, a reszta zespołu nie pozostaje w tyle. Nawet jeśli nie znacie jrocka istnieje spora szansa, że przynajmniej część STANCZYKa przypadnie Wam do gustu.

Deluhi

Gatunek

Okres działania

Polecany album

Dostępność online

jrock (visual kei)

2006 – 2011

Surveillance [mini-album]

Zerowa (brak na Spotify/Deezer)


Tak jakoś wyszło, że dzisiejszy odcinek jest zdominowany przez jrock. Ale spokojnie, z pewnością fani bardziej ciężkiego brzmienia będą zadowoleni w późniejszych wydaniach. 😉 Ostatnią, piątą kapelą w tym odcinku Metalowej Sakury jest nieistniejące już od dobrych kilku lat Deluhi. Zespół ten grał nieco bardziej agresywne wydanie japońskiego rocka, w którym flirtował z cięższymi brzmieniami – aż do wydania pełnoprawnego albumu Yggdalive. Ten w mojej opinii był odejściem zespołu w stronę typowego dla japońskiego rocka nurtu wręcz mainstreamowego – może sukces budowany za sprawą wcześniejszych singli i innych wydań uderzył im do głowy? Nie wiem, ale fakt jest taki, że złagodzone brzmienie, zwiększenie nacisku na łagodny, czysty wokal i wolniejsze tempo połączone z lekkością i dość prostą muzyką to nie było to, czego oczekiwałem po singlach. Dlatego znacznie lepiej skupić się na twórczości zespołu sprzed „upadku”, kiedy grali z zębem i potrafili „grzmotnąć”.

1+

Polubili to:

  • avatar
Tagi

Dodaj komentarz

Sprawdź również

Close
Close
Close