FELIETONPC & KONSOLE

Nie czekam na Red Dead Redemption 2 dla PC…

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

W zasadzie to mógłbym się teraz zdenerwować, no bo nic mnie tak nie wkurza jak brak ogłady i zwykłej uprzejmości. Ktoś tam w Rockstar dawno już powinien siąść do kompjutra i napisać do mnie maila: Szanowny Panie STOP Red Dead Redemption dla PC gotowe STOP Przepraszamy, że tak późno STOP P.S. Druga część w drodze. Ja wówczas rzuciłbym wszystkie inne gry w diabły i ze szklaneczką whiskey, zaczytując się w powieściach Karola Maya, oczekiwałbym dnia premiery.

No i wyobraź sobie drogi czytelniku, że nikt jeszcze takiego maila nie napisał! Któż by się nie oburzył na takie lekceważenie? Ja jednak, chociaż mam po temu sprzyjające okoliczności, nie uniosłem się gniewem i oświadczam, a słowa zawsze dotrzymuję, że nie wyślę do siedziby Rockstar ani jednego słowa skargi. Zero. Nic. Null. Nothing. Ничего!

No dobrze, ale czy mi naprawdę nie zależy na tym, żeby królowa wszystkich gier o Dzikim Zachodzie pojawiła się w końcu na PC? A i owszem, chętnie, gdzieś bym ją tam wcisnął między te wszystkie premiery, z których większość zasila stale powiększającą się półkę wstydu. Podobno od przybytku głowa nie boli, więc i te dwa nagie colty przyjąłbym jako wróżbę dobrej zabawy. Niestety, w aurze tajemniczości i mojej ulubionej marketingowej korby (piszę to bez złośliwości, dobry marketing w branży gier może być naprawdę fajnym doświadczeniem) dowiedzieliśmy się, że nadciąga Red Dead Redemption 2. Niestety, bo to chyba ostatecznie gasi jakiekolwiek nadzieje na przeniesienie „jedynki” na piecyki (a znam przynajmniej dwie osoby, które uparcie twierdzą, że to nastąpi już tuż tuż!). Mało tego, RDR2 ma się pojawić na PS4 i XBOX. No a gdzie wersja PC? Ni ma…

Ni ma, ale to nie znaczy, że nie będzie. Jak pokazało GTA V, sprzedawać gry, nawet najlepsze, to też sztuka. W zakresie podstawowej wiedzy o świecie leży fakt, że my, pecetowcy, jesteśmy najbardziej kapryśnymi konsumentami w tym zakątku wszechświata. Dlatego manewr z wydaniem wersji PC pół roku po konsolowej premierze to naprawdę strzał w dziesiątkę. Gra działała znakomicie, była dość stabilna, dodano kilka usprawnień i nikt się nawet nie zająknął, że coś poszło nie tak. Owszem, czekaliśmy na swoją kolej kilka miesięcy, ale było warto. Myślę, że podobny scenariusz będzie rozgrywany dla RDR2, spójrzmy bowiem na to jeszcze z perspektywy samego Rockstar Games. Przez najbliższe miesiące my, blaszakowcy, będziemy snuli się po różnych miejscach w sieci i marudzili, jak bardzo potrzebujemy tej gry. Jak bardzo jest nam ona potrzebna do wzniesienia się na wyższy poziom gamingowej świadomości, jakże kluczowa jest dla bitowej ascendencji i że generalnie bez niej nie będziemy mogli dalej egzystować. Innymi słowy – dawać te kowboje albo pożegnamy się z życiem! Będziemy tak długo wpatrywali się w czerwony plakat z kapelusznikami, aż w końcu ktoś odkryje, że przecież siedem postaci na grafice zapowiadającej grę pomnożone przez ilość broni oraz odległość w pikselach pomiędzy klamrami ich pasów, daje wynik taki, którego pierwiastek zapisany egipskimi hieroglifami przypomina okno. A okno to Windows. A Windows to PC.

W taki sposób producent niczego nie obiecując może spokojnie pracować dalej, a my się już sami sobą marketingowo zaopiekujemy. No dobrze, ale czy Rockstar w ogóle chce wydać swoją perełkę na komputery osobiste? Cóż za pytanie?! Każda solidna firma kieruje się przede wszystkim wizją korzyści. Bilansuje potencjalne zyski i straty – nie tylko finansowe. Zatem pytanie powinno brzmieć – czy Rockstar chce zarobić kokosy również na wersji PC? Pewnie, że chce. Czy może to zrobić skutecznie bez strat wizerunkowych? Oczywiście, że może, bo tak właśnie się stało w przypadku GTA V. No to jak, zagramy w końcu w Read Dead Redemption na PC? Jestem pewny, że przygotowania do tego trwają już pełną parą, a jeżeli tylko ichniejsza najwyższa rada do spraw generowania mamony uzna, że wszystko gra i buczy, w okolicach wiosny 2018 roku będziemy mogli położyć swoją własną, pierwszą, wirtualną zakonnicę na kolejowych torach Dzikiego Zachodu.

Tyle o przyszłości, ja tymczasem sięgam po moją szklaneczkę whiskey i w towarzystwie fajkowego dymu zaglądam na półkę wstydu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button