PC & KONSOLERECENZJA

Octodad: Dadliest Catch

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Załóżmy, że masz żonę, dwójkę dzieciaków i domek na przedmieściach. Widzisz to? OK, to teraz wyobraź sobie leniwe niedzielne popołudnie… Smażysz maluchom hamburgery, kosisz trawnik, wyrywasz chwasty w niewielkim ogrodzie… Sielsko i anielsko, prawda? A teraz dodaj do tego fakt, że twoja familia to ludzie z krwi i kości, ty zaś jesteś… ośmiornicą.

Przysięgam, niczego nie łykałem przed napisaniem tego tekstu. Nie kalibrujcie też monitorów – to autentyczne screeny z gry. W najnowszej produkcji niezależnego studia Young Horses naprawdę wcielamy się w ośmiornicę, która udaje kochanego ojca i męża, podejmując się prozaicznych, codziennych czynności, takich jak pielenie ogródka, robienie zakupów czy choćby nalanie córce mleka do szklanki. Co więcej, wszystko to musi zostać wykonane na tyle sprawnie, by nasz podopieczny nie został zdemaskowany przez podejrzliwą żonę bądź przypadkowych gapiów. Coś, co byłoby sakramencko nudne w wykonaniu osobnika wyposażonego w kręgosłup, robi się szalenie zwariowane, gdy przejmiemy kontrolę nad głowonogiem. W garniturze, a co. Głowonogi też mogą ubierać się z klasą.

Octodad: Dadliest Catch to w zasadzie druga odsłona serii; pierwsza pojawiła się w 2010 roku i udostępniono ją za darmo, choć trzeba zaznaczyć, że jest też bardziej okrojona względem komercyjnej kontynuacji i oczywiście brzydsza pod kątem wizualnym. Najnowsza produkcja chłopaków z Young Horses ma swoje momenty i autentycznie potrafi rozbawić, ale podobnie jak poprzedniczka, jest w gruncie rzeczy grą jednego pomysłu, przez co dość szybko robi się męcząca i monotonna, pomimo stosunkowo krótkiej kampanii.

Cały wic polega na tym, że wcielamy się w takiego a nie innego bohatera, w związku z czym na nowo uczymy się chodzić. Dosłownie. Naszego osobliwego podopiecznego kontrolujemy jedynie za pomocą gryzonia, co wbrew pozorom wcale nie ułatwia sprawy. Lewy przycisk myszy odpowiada za jedną kończynę, prawy za drugą. Chodzimy więc, klikając naprzemiennie i przytrzymując dany klawisz, by przesunąć niezgrabne ciało o krok do przodu. W momencie wduszenia ŚPM przejmujemy kontrolę nad macką będącą odpowiednikiem ręki, dzięki czemu – ponownie korzystając z LPM I PPM – możemy manewrować macką, kontrolować jej wysokość i łapać, rzucać bądź puszczać przedmioty. Dla hardcorowców przygotowano również tryb lokalnej kooperacji, gdzie każdy z graczy steruje osobną macką.

W teorii brzmi to prosto, ale w praktyce bywa przewrotnie zamotane. Wszystko przez to, że ciało naszego podopiecznego jest mocno bezwładne, a większość przedmiotów w najbliższym otoczeniu nie jest przybita do podłogi, więc na okrągło się o coś potykamy, przewracamy bądź łapiemy nie to, co trzeba. Oczywiście twórcy celowo umieścili na naszej drodze multum małych bądź delikatnych przedmiotów, by było więcej omijania, a co za tym idzie więcej zabawy. Wygląda to naprawdę przekomicznie i w ciągu pierwszych kwadransów daje okazję do szczerego śmiechu, jak choćby podczas otwierającej grę scenie ślubu, kiedy na oczach wszystkich zebranych gości paradujemy przez cały kościół, starając się omijać skórki od banana, które jakimś cudem znalazły się na ślubnym kobiercu, a przy okazji nie zdemolować po drodze wszystkich dekoracji.

Sęk w tym, że im dalej w las, tym okazji do śmiechu mniej, więcej zaś niepotrzebnej frustracji, bowiem schemat zabawy nie zmienia się ani na moment, rośnie tylko poziom trudności. Precyzja, z jaką trzeba wykonywać kolejne czynności, jest przez tak kuriozalne sterowanie na ogół nieosiągalna, więc gdy z czasem przyjdzie nam się poruszać również w pionie bądź po bardzo wąskich kładkach, próbujemy pokonać stawiane przed nami wyzwania metodą prób i błędów. Przysięgam, że w przypływie wściekłości o mało nie zmasakrowałem myszki, gdy przy dwudziestym podejściu nie udało mi się wejść na górę ruchomych schodów, które poruszały się w przeciwnym kierunku.

Octodad jest grą stosunkowo brzydką, ale jedną z niewielu, w których bryłowate środowisko 3D nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – ma swój specyficzny urok. Jest w tym nawet jakaś zgodność, że siermiężna, klockowata oprawa koreluje z paralitycznymi ruchami głównej postaci oraz kompletnie niepoważnym wydźwiękiem samej opowieści. W przypadku tego tytułu znacznie ważniejszy wydaje się silnik fizyczny, bo sednem zabawy jest właśnie podnoszenie i używanie jednych przedmiotów oraz omijanie innych, a pod tym względem trudno grze cokolwiek zarzucić.

Octodad: Dadliest Catch to tytuł absurdalnie głupi, ale w tym tkwi jego największa siła. To jakby humor sytuacyjny wyrwany z trzewi Family Guy’a skrzyżować ze skeczem o ministerstwie głupich kroków Monty Pythona. Szkoda tylko, że zabrakło pomysłu, jak ten fabularny absurd ożenić z większym zróżnicowaniem w zakresie samego gameplay’u. Nie przeczę, że obserwowanie nieporadnych ruchów bohatera to świetna zabawa, ale opieranie całego szkieletu rozgrywki wyłącznie na tym jednym bazowym koncepcie to za mało, by zatrzymać przed ekranem na dłużej.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button