PC & KONSOLERECENZJA

Operencia: The Stolen Sun – węgierski folk

Węgry raczej nie kojarzą się z grami – przynajmniej ja miałbym naprawdę spory problem przypomnieć sobie jakieś studio lub większą produkcję z tego kraju. Z tym przyjemniejszym zaskoczeniem zagłębiłem się w świat Operencii, wypełniony węgierskim folklorem po brzegi w formie nowoczesnego dungeon crawlera.

Gra oryginalnie ukazała się na PC jako czasowy exclusive dla Epic Games Store. Po roku premiera nastąpiła również na Steamie i to ta wersja jest obiektem niniejszej recenzji

Grę najłatwiej porównać do takich produkcji jak Legend of Grimrock, ostatnie The Bard’s Tale, czy też stareńkie Wizardry 8. Mapa podzielona jest na kwadraty, po których przemieszcza się “pionek” gracza będący jednocześnie drużyną złożoną z maksymalnie czterech osób. I jak na tego typu produkcje przystało, lokacje są pełne rozmaitych stworów do pokonania, zagadek do rozwiązania i skarbów do zebrania.

Táltos, Hadúr, Szépasszony i inne cuda

Zdecydowanym wyróżnikiem Operencii na tle wszelkich podobnych produkcji jest zdecydowanie wspomniany już folklor. Podobnie jak słowiańska dusza, legendy i baśnie złożyły się na unikatowy świat i atmosferę w naszym rodzimym Wiedźminie, tak i tutaj węgierskie baśnie i podania są obecne na każdym kroku. Widać to zarówno w napotykanych postaciach prosto z tamtejszej mitologii, liberalnym korzystaniu z nazw i tytułów, jak i w samych lokacjach. Już pierwsza mapa w grze to zatopione zamczysko, do którego katastrofy przyczyniła się klątwa zrodzona z łzy dziewicy, a potem trafiłem m.in do miedzianego lasu jednego z bogów po drodze wspinając się po olbrzymim drzewie łączącym wszystkie trzy światy istniejące w tym uniwersum. I tak, korzystałem przy tym z pomocy m.in. magicznych nasion pozwalających na błyskawiczne “wyrośnięcie” nowych pnączy, po których można się wspiąć na kolejne gałęzie i poziomy. Brzmi cokolwiek znajomo, prawda? Oczywiście w trakcie wojaży nie zabraknie również nieco bardziej typowych lokacji takich jak ruiny kolejnego zamku, labirynty, upiorne lasy czy też rozległe systemy jaskiń. Dodajcie do tego odrobinę “metroidvanii” w postaci rozmaitych nabywanych artefaktów, które pozwalają uaktywnić wcześniej przegapione sekretne przejścia i inne tajemnice.

Pierwsza lokacja zabiera gracza do zalanego zamku. Tak, to u sufitu to woda

I jak to zwykle bywa podczas eksploracji, napotkać można wrogów rozmaitych – od standardowych dla fantasy szkieletów i przerośniętych pająków, po specyficzne konstrukty i istoty z baśni. Walka toczona jest w turach, a przeciwnicy rozstawieni są w trzech rzędach symbolizujących oddalenie od drużyny gracza. Ma to znaczenie ze względu na to, że nawet bazowe zdolności (atak wręcz, atak zasięgowy, postawa defensywna) mają różną efektywność w zależności od tego, w którym rzędzie stoi atakowany przeciwnik. A zdolności trochę w grze jest, acz dopiero pod koniec gry wyczerpuje się limit 9 aktywnych “skillów” i trzeba się zastanowić nad tym, co będzie aktywne i dostępne podczas bitwy, a co będzie zbierało kurz. Zdolności te w połączeniu z możliwością gry jako jedna z trzech klas razem z małą grupą potencjalnych towarzyszy zapewnia, że nawet powtórne przejście gry będzie nieco innym doświadczeniem jeśli tylko dokona się innych wyborów klasowych oraz personalnych. Aktywnych towarzyszy (czyli takich, którzy biorą aktywny udział w walce) można zmienić przy każdym napotkanym ognisku – pełniącym rolę huba – acz nawet pozostawieni samopas bohaterowie często włączają się w różne dyskusje i potrafią rzucić komentarzem stosownym do sytuacji.

I muszę przyznać, że całkiem miło słuchają się tych wymian zdań pomiędzy mniej lub bardziej lubiącymi się postaciami – co też ciekawe, własny głos ma również stworzony przez gracza bohater (bądź bohaterka). Szczególnie miłe jest to, że gra serwowana jest ze sporą porcją pozytywnego humoru – ta lekkość zdecydowanie pozwala mniej krytycznie podejść do jakości dialogów czy opisów. Być może to kwestia tłumaczenia, może takie było założenie, ale pod tym względem jest średnio. Szkoda też, że łączna liczba postaci jest dosyć mała i de facto pełen skład drużyny zawsze będzie taki sam. Nikogo nie idzie ominąć lub zostawić własnemu losowi, można jedynie podjąć decyzję o tym, kto będzie w aktywnej czwórce, a kto w odwodzie.

Walka rozgrywana jest w trybie turowym, acz GUI wymaga nieco przyzwyczajenia

Baśniowa przygoda

Lokacje z reguły zaprojektowane są całkiem przyzwoicie i – szczególnie początkowo – naprawdę ciężko narzekać na różnorodność środowiska. Graficznie Operencia nie olśniewa, ale prezentuje się na tyle przyzwoicie, aby nie razić w oczy – widać że twórcy postawili bardziej na stylistykę odpowiednią do baśniowości całości, a nie silili się na realistyczne tekstury lub techniczne fanaberie. Niezbyt to jednak tłumaczy kiepskie zoptymalizowanie gry – nie raz zdarzały się dość spore spadki fps-ów nawet przy braku przeciwników na całej mapie i przy statycznym środowisku. W uszy okazjonalnie razi również część kwestii mówionych, które albo wypadają całkiem solidnie albo brzmią płasko i bez entuzjazmu. Jakby tego było mało pod koniec gry przeciwnicy stają się dosłownie grupkami gąbek chłonących obrażenia z setkami punktów życia i wrednymi umiejętnościami, co wydłuża walki do niezbyt komfortowego poziomu. A jakby tego było mało, część typów przeciwników ma zdecydowanie zbyt długie animacje ataków, przez co dłużące się walki stają się jeszcze bardziej przykrym obowiązkiem niż okazją do zdobycia doświadczenia i nowego sprzętu.

Summa summarum Operencia: The Stolen Sun cierpi na kilka dolegliwości, które zapewne mają swoje źródło w niedoświadczeniu developerów na polu nieco “większych” gier niż pinballe. Być może pomogło być skrócenie całości do 10-12 godzin zamiast niemal 20, które można spokojnie nabić jeśli tylko gracz stara się eksplorować każdy zakątek, znaleźć każdy sekret i rozwikłać każdą zagadkę. Fani gatunku nie pożałują zakupu, fani klasycznych cRPG-ów i gier przygodowych mogą się zainteresować – reszta zapewne nawet nie czyta tej recenzji. 😉

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close