PC & KONSOLERECENZJA

Resident Evil: Revelations 2

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Nie wiem, co zmalowali w poprzednim życiu, ale musieli sporo nagrzeszyć. Bohaterowie serii Resident Evil mają przerąbane odkąd pamiętam. Czasem co prawda znikają na chwilę z anteny, ale Capcom nie pozwala o nich zapomnieć, a gdy tylko wracają do gry, ich życie zamienia się w prawdziwe piekło, z którego jakimś cudem uchodzą cało. Oczywiście tylko po to, by za jakiś czas wpakować się w jeszcze większą kabałę.

Nie inaczej było tym razem. Znana między innymi z “dwójki” i Code: Veronica Claire Redfield zasila szeregi Terra Save, firmy specjalizującej się w zwalczaniu bioterroryzmu. Obserwujemy ją, gdy wraz z nową bohaterką, niejaką Moirą Burton (córką znanego z części pierwszej Barry’ego) próbuje wmieszać się w tłum na firmowej imprezie. Chwilę później na przyjęcie wbija grupa uzbrojonych i wyszkolonych najemników, a w następnej scenie budzimy się w obskurnej celi położonej w zdewastowanym kompleksie więziennym przerobionym przez samozwańczą Nadzorczynię na upiorny ośrodek badawczy.

Claire, licząc każdy wystrzelony pocisk, bo zapasy są na wagę złota (przynajmniej na najwyższym poziomie trudności), musi tym razem zadbać nie tylko o swój własny tyłek. Po pogrążonych w mroku korytarzach snują się maszkarony rodem z horroru, a co gorsza, wszystkim porwanym – nie wyłączając naszych dziewczyn – wstrzyknięto nowego wirusa, który pod wpływem narastającego strachu może przeobrazić ofiarę w kolejne monstrum. Wesoła imprezka!

Ciekawy to duet. Claire jako ta, która z niejednego pieca chleb jadła, jest wprawna we władaniu bronią palną wszelkiej maści, więc siłą rzeczy staje się ramieniem zbrojnym naszej grupy i w jej ciele spędzimy znaczą część kampanii. Moira z kolei to młodziutkie i niedoświadczone – a co za tym idzie – strachliwe dziewczę, więc zadowala się łomem, którym z wprawą otwiera rozmaite skrzynie (mini-gierka), a dzięki poręcznej latarce oświetla nam drogę i może wyłapać w ciemnościach wiele przydatnych fantów (amunicję, lecznicze roślinki i inne znaleźne dobra), a nawet oślepić przeciwników, czyniąc z nich łatwiejszy cel. Częstokroć przełączamy się pomiędzy bohaterkami, by przykładowo w skórze jednej odblokować zatarasowane przejście dla drugiej. Oczywiście nie zabrakło również dwuosobowego trybu kooperacji, choć trzeba pamiętać, że ze względu na nierówny podział ról gracz wcielający się w Moirę będzie miał zdecydowanie mniej do roboty.

Co jednak ciekawe, po nieco ponad godzinie rozgrywki na arenę wkracza kolejny bohater. Jak wiadomo, cała kampania składa się z czterech głównych epizodów. Na każdy z nich przypadają dwa mniejsze podrozdziały – pierwszy przypadający duetowi Claire plus Moira oraz drugi, w którym śladem dziewczyn podąża wspomniany wcześniej Barry Burton, a w eskapadzie towarzyszy mu tajemnicza dziewczynka o imieniu Natalia, którą spotykamy na samym początku przygody. Serialowa konwencja oczywiście nie każdemu musi przypaść do gustu, pozwoliła jednak odpowiednio poszatkować, następnie zaserwować fabułę w taki sposób, by każdy odcinek zakończył się klasycznym cliffhangerem (dodam jednak, że te w pierwszym Revelations były mimo wszystko bardziej zaskakujące).

Cieszy też, że twórcy zadbali o taki detal jak konsekwencje naszych działań, więc mechanizmy uruchomione przez Claire nadal będą pracowały, gdy wrócimy w to miejsce w skórze Barry’ego. Z uwagi na przyjętą konwencję scenariusza spore części map musimy zwiedzić podwójnie, co może nie spodobać się przeciwnikom wydeptywania sprawdzonych ścieżek. Ekipa i na to znalazła panaceum, częstokroć bowiem daną przeszkodę czy etap trzeba pokonać inaczej, korzystając z innych przejść lub talentów jednej z postaci (przez wąskie dziury przeciśnie się tylko Natalia, z kolei drzwi zablokowane masywną sztabą sforsuje jedynie Moira, korzystając z niezawodnego łomu).

Co zaskakujące, Revelations 2 nie tylko przerabia wyeksploatowane pomysły z własnej serii, ale i sięga po rozwiązania konkurencji. Dużo na ten przykład czerpie z kapitalnego The Last of Us. Po pierwsze wprowadza crafting, który co prawda towarzyszył serii od początku, ale chyba nigdy nie był równie rozbudowany jak teraz. Z zebranych surowców można montować rozmaite przydatne fanty i często dany towar może posłużyć do stworzenia kilku różnych rzeczy, lepiej więc zastanowić się dwa razy, co w danej sytuacji przyda nam się bardziej. Oprócz tego rozwijamy także pukawki – służą ku temu gotowe zestawy, które zdobywamy w świecie gry (jedne odpowiadają za siłę ognia, inne za pojemność magazynka, etc.), zaś upgrade’u można dokonać jedynie przy specjalnych warsztatowych stołach.

Kolejne jawne zapożyczenie z dzieła Naughty Dog to umiejętność namierzania przeciwników przez ściany, następnie ich cicha eliminacja. Talentem tym dysponuje drugi z duetów. Mała Natalia potrafi dostrzec zagrożenie, Barry z kolei może zakraść się od tyłu i sprawnie pozbyć się problemu, bez ściągania uwagi kolejnych potworów. Przyznam, że miło powitałem to urozmaicenie, bo wprowadza do serii coś nowego i sprawia, że mimo dublowania miejscówek, podrozdziały w każdym epizodzie jeszcze bardziej się od siebie różnią, a gra nie narzuca jednego określonego stylu rozgrywki.

Capcom to mistrzowie kreowania obrzydliwych kreatur i maszkarony zamieszkujące świat w Revelations 2 nie są tutaj wyjątkiem. Co prawda nie widzimy nic szczególnie odkrywczego, a standardowe mięso armatnie podejrzanie mocno przypomina przeciwników z The Evil Within, ale ostatecznie nie można odmówić im “uroku”, więc swoją rolę spełniają wyśmienicie. Jeszcze lepiej prezentują się bossowie – odpowiednio dopakowani, wytrzymali i obrzydliwi. Każda walka z nimi zapada w pamięci, szkoda więc, że w ostatecznym rozrachunku jest ich tak niewielu.

RE: Revelations 2 jest świetną alternatywą dla tych graczy, których odrzuciła siermiężna mechanika RE HD Remaster, a jednocześnie chcieliby poczuć ducha starych Residentów, nim nastała moda na strzelanie zza osłon i tempo akcji upodabniające serię do trzecioosobowych shooterów. Na osłodę po zakończonej kampanii pozostaje jeszcze piekielnie dynamiczny tryb szturmu, który serwuje znane z poprzednich odsłon miejscówki i wrzuca nas z naręczem spluw przeciwko armii potworów. Prosta, acz niezwykle wciągająca zabawa bazująca na refleksie i odblokowywaniu kolejnych pukawek.

Omawiana produkcja stoi w rozkroku między RE5 a pierwszym Revelations, nie cierpi jednocześnie na syndrom gry przeszczepionej z handhelda, bo od początku tworzona była z myślą o dużych konsolach. Nie znaczy to niestety, że tym razem jest na czym zawiesić oko. Warstwa techniczna jest największą bolączką Revelations 2. Głównie po niej widać, że to jedynie przekąska przed daniem głównym, kolejną dużą odsłoną cyklu, która zapewne jest w produkcji od czasu ukończenia prac nad Resident Evil 6. Tekstury są średniej jakości, otoczenie wygląda surowo i biednie, zewsząd straszą kanty i uproszczone konstrukcje, nawet modele postaci nie porażają nadmiernym uszczegółowieniem. Pojawiają się też niedociągnięcia w postaci koślawych animacji czy przenikania obiektów przez przeszkody, ale wszystkie są do przełknięcia. Może poza jednym. Naprawdę jest dla mnie niezrozumiałe, jak produkt wyglądający tak archaicznie może być przy okazji tak słabo zoptymalizowany, i to w wersji konsolowej. Cóż, i najwięksi mogą mieć słabszy dzień.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button