ANIMERECENZJA

Rokka no Yuusha – kryminał fantasy z Aztekami w tle

Gdzieś na tym świecie znajduje się uśpiony król demonów, który przed wieloma wiekami o mały włos nie podbił całego kontynentu i zniszczył całą ludzkość. Na ratunek wówczas przyszła Bogini Przeznaczenia, która przegnała agresora i jego hordy, a ludziom podarowała obietnicę i dar w jednym: że jak tylko siły zła ponownie staną się aktywne, ona wyznaczy szóstkę bohaterów obdarzonych jej mocą. Przez wieki wielokrotnie zdarzało się już, że grupa wojowników (często nazywanych świętymi i mającymi swoje specjalizacje np. święty słońca lub święty soli) pokonywała demonie hordy i pozwalała krainie zaznać ponownie spokoju.

Kolejne przebudzenie króla demonów jest już bliskie i Adlet Mayer wierzy, że jest mu przeznaczone stać się jednym z sześciu śmiałków. Ba, jest o tym tak przekonany, że inne opcje zwyczajnie dla niego nie istnieją – w końcu jest samozwańczym najsilniejszym człowiekiem na świecie. Jego wiarą w to nie jest w stanie zachwiać zupełnie nic, nawet takie drobnostki jak wtrącenie do więzienia za zakłócenie religijnego rytuału w jednym z miast. Tak się jednak przewrotnie składa, że rzeczywiście Adlet zostaje oznaczony pieczęcią bogini – wyrusza więc na spotkanie reszty przyszłych bohaterów w towarzystwie lokalnej księżniczki o imieniu Nashetania, która również została wyznaczona przez siły wyższe i jest przy okazji świętą ostrzy.

Morderstwo w Orient Expressie

Zarys fabularny i początkowe odcinki pozwalają wierzyć, że Rokka no Yuusha to kolejne typowe fantasy. Zło kontra dobro, grupa mniej lub bardziej stereotypowych wojowników zwalczająca kolejne monstra na drodze do pokonania Wielkiego Złego. Nic jednak bardziej mylnego, albowiem pod tą powłoką heroicznego fantasy kryje się tak naprawdę kryminał – i to nawet niezgorszego sortu. Szybko bowiem okazuje się, że grupa wybrańców z jakiegoś powodu liczy sobie nie sześć, a siedem osób – a do tego wszyscy zostali uwięzieni w magicznej barierze i nie mogą nawet wyruszyć na spotkanie przeznaczenia.

Bohaterowie muszą więc rozwiązać dwa problemy. Pierwszym jest zidentyfikowanie fałszywego wybrańca. Drugim jest odnalezienie sposobu na zniwelowanie bariery, która nie pozwala nikomu dostać się do wnętrza dość sporego obszaru otaczającego pewną świątynię, ani z niego wyjść. A przecież na horyzoncie dosłownie widnieje kraina, której władca właśnie się przebudził i ma wielką chęć powetować sobie wieki rozczarowań i porażek.

Jak na tego typu kryminał przystało, akcja toczy się na niewielkiej przestrzeni i orbituje wokół postaci – z których każda ma swoje motywy działania, racje i argumenty oraz podejrzenia, co do tego, kto jest fałszywką. Może i anime nie próbuje być istnym thrillerem psychologicznym pełnym dialogów i wewnętrznych monologów bohaterów z każdą postacią rozpisaną na kilkanaście stron – ale i tak jest nieźle. W zasadzie każda postać coś wnosi do wątku i do samego końca można miotać się pomiędzy kolejnymi oskarżeniami i dowodami.

Sześciu Wspaniałych

Rokka no Yuusha jest odświeżające nie tylko dlatego, że łamie kanwę typowego fantasy o herosach idących zwalczać Wielkie Zło. Pozytywną odmianą jest również główny bohater, który nie jest żadną kolejną wydmuszką, która umie tylko krzyczeć oraz “walczyć o dobro i sprawiedliwość”. Adlet walczy stosując wszystkie znane mu sztuczki, bez względu na to, czy są uznawane za honorowe czy nie – ma przy tym jednak kompas moralny, którym się kieruje i nawet jeśli nie jest przesadnie bystry, to z reguły stała się robić rzeczy zgodne z jego zasadami. Postaciami najbardziej pozostającymi w pamięci obok niego są bez wątpienia Fremy Speeddraw oraz wspomniana Nashetania i Hans Humpty – i one też otrzymały najwięcej czasu antenowego, co pozytywnie wpływa na głębie ich postaci. Nie jest to co prawda żadna prawdziwa głębia, ale na tle większości tytułów anime (szczególnie tych mainstreamowych), jest to całkiem zadowalający poziom.

Kolejną ciekawostką odświeżającą jest to, że przedstawiony w anime świat jest czymś zupełnie innym od klasycznego dla fantasy europejskiego fantasy. To nawet nie jest fantasy w wydaniu japońskim. Miasta, świątynie i ogólnie budowa świata, design niektórych postaci itp. są mocno inspirowane kulturami Azteków i Majów, co widać chociażby po wszędobylskich piramidach, dekoracjach na kolumnach itd. Magia jest obecna w postaci specjalnych mocy bohaterów, ale znana jest również nauka, a nawet bomby i dość prosta broń palna. Jest to coś nietypowego i jak najbardziej wartego odnotowania.

Od strony wizualnej jest całkiem dobrze: design anime jako całości robi dobre wrażenie, postaci są dopracowane z przyjemną ilością detali, podobnie jak świat wokół nich. Co prawda ze względu na przyjętą kanwę kuleje nieco różnorodność pośród scen, ale nie można narzekać na jakość teł lub monotonię w sposobie prezentowania okolicy. Poziom trzymają również animacje, jedynie okazjonalnie kłujące w oczy za sprawą CGI, co jest najbardziej widoczne przy scenach łączących CGI i tradycyjną animację. Muzycznie jest poprawnie, na pewno znajdą się fani openingów, a seiyuu odwalili świetną robotę ze wskazaniem na Aoi Yuuki grającą rolę Fremy.

Podchodząc do Rokka no Yuusha spodziewałem się kolejnej batalii dobra ze złem w sosie przewidywalnego fantasy. Nastawiałem się, że wyróżnikiem serii będzie unikatowy świat inspirowany dawnymi kulturami Ameryki Środkowej i w sumie tyle. Tymczasem otrzymałem całkiem porządny kryminał trzymający w napięciu do ostatniego odcinka. I jedynie boli to, że nic nie wskazuje na to, aby seria miała doczekać się drugiego sezonu – i ten brak powoduje prawdziwą rozpacz, albowiem seria kończy się cliffhangerem tuż po rozpoczęciu kolejnego wątku i wprowadzeniu dwóch nowych postaci. Chętni dowiedzenia się, co wydarzyło się dalej będą musieli być przygotowani na sięgnięcie po light novelki, które były źródłem dla serii.

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close