PC & KONSOLERECENZJA

Star Trek: The Video Game

Materiał archiwalny, przeniesiony ze strony Save!Project

Chłopakom z Digital Extremes nie można odmówić doświadczenia, zwłaszcza w temacie tworzenia dynamicznych shooterów. Ojcowie serii Unreal Tournament, niezłego Homefronta czy ubiegłorocznego The Darkness II niestety tym razem się nie popisali, wydając twór z jednej strony stworzony z niemałym rozmachem, z drugiej szokujący liczbą potknięć i usypiająco nudną kampanią.

Teoretycznie jest tu wszystko, co powinno się znaleźć w widowiskowej grze akcji opartej na motywach filmu. Sylwetki postaci bazujące na wyglądzie aktorów znanych ze srebrnego ekranu? Są. Fabuła inspirowana kinowym obrazem? Jest (choć dodać należy, że historię przedstawioną w grze osadzono pomiędzy wydarzeniami ze Star Treka wydanego w 2009 roku, a Star Trek Into Darkness, który zawitał na ekrany kin w maju). Znajdziemy tu również wyreżyserowane sceny akcji, urozmaicające zabawę elementy zręcznościowe i oczywiście liczne strzelaniny z kosmicznym ścierwem. Jest nawet możliwość przejęcia kontroli nad USS Enterprise (a konkretnie jego uzbrojeniem). Niestety w praktyce żaden z powyższych elementów nie cieszy, ani jeden nie został wykonany z należytą pieczołowitością, przez co całość przypomina garażową produkcję, w którą wpompowano mnóstwo zmarnowanej kasy.

Walka, naczelny pierwiastek dzieła Digital Extremes, kompletnie nie bawi. Broń jest zwyczajnie nijaka, nie czuć jej mocy, choć większość przeciwników pada po 2-3 strzałach z podstawowej giwery. Co gorsza, wróg miota się bez ładu i składu, nie wiedząc, co z sobą począć, więc zabawa szybko zaczyna przypominać zdejmowanie lizaków lub pluszowych króliczków na odpustowej strzelnicy. Upośledzone algorytmy sztucznej inteligencji nie oszczędziły również naszego kooperacyjnego partnera (przed rozpoczęciem rozgrywki wybieramy, nad kim przejmiemy kontrolę – Kirkiem lub Spockiem; oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by zaliczyć scenariusz z żywym kompanem u boku), który zachowuje się jak dziecko zgubione w zatłoczonym markecie – zawsze zostaje daleko w tyle, a gdy robi się gorąco, trzeba odwalać za niego większość roboty. Nie sprawdził się nawet system osłon, przez co szybko zapominamy o możliwości chowania łba za przeszkodą, korzystając z tego udogodnienia tylko w sytuacjach podbramkowych.

Sekcje zręcznościowe zrealizowano jeszcze gorzej. Po pierwsze są banalne i zaprojektowane całkowicie bez polotu. Po drugie animacja postaci to jednoaktowy dramat. Bohater czasem potrafi zawisnąć w powietrzu, kiedy indziej uparcie będzie twierdził, że dalej się przejść nie da, by chwilę później bez zająknięcia wykonać nasze polecenie. Generalnie gra naszpikowana jest podobnymi potknięciami. Panele, do których trzeba kilka razy podchodzić, by dały się aktywować pojawiają się praktycznie na każdym kroku, wiadomym zaś, że tego typu “atrakcje” skutecznie wybijają z rytmu i zniechęcają do dalszej zabawy.

Do otwierania drzwi, skanowania obiektów w najbliższym otoczeniu, hackowania systemów bezpieczeństwa lub rozwiązywania zagadek środowiskowych wykorzystujemy podręczne narzędzie zwane tricoderem, które przy okazji robi za radar, ukazując rozstawienie przeciwników (działa również przez najbliższe ściany, co znacznie ułatwia i tak trywialne potyczki). Możliwości, jakie niesie to poręczne urządzenie, są spore i z pewnością pozytywnie wzbogacają rozgrywkę, ale i tu pojawia się kolejny problem. Rozmaitych mini-gierek związanych z włamami jest bez liku i zgodnie z tradycją tego typu urozmaiceń, okazują się na tyle powtarzalne, by przy trzecim podejściu zaczęły zwyczajnie nudzić.

Swoje pięć groszy dorzuca oprawa graficzna. Otoczenia są nijakie, szpitalna sterylność szybko zaczyna męczyć, a tunelowe etapy nawet nie próbują nas czymś zaskoczyć. Okolic do zwiedzenia jest sporo, ale po ukończonej przygodzie na palcach jednej ręki można policzyć poziomy, które w jakikolwiek sposób zapadają w pamięć (a czynią to głównie te, które wykorzystują odmienną grawitację, robi się więc ciekawie tylko tam, gdzie pojęcia sufitu i podłogi przestają mieć jakiekolwiek znaczenie). Na domiar złego grafika jest po prostu brzydka i nijak się ma do tego, czym mamili nas marketingowcy na przedpremierowych screenach. Nawet odpalona w najwyższych detalach przypomina tytuły, które powstawały kilka lat temu. Słabo.

Jeszcze gorzej ma się rzecz z modelami postaci. To definitywnie jeden z najsłabszych elementów tej produkcji, ze szczególnym uwzględnieniem koślawych animacji (zwłaszcza przy rozmaitych aktywnościach ruchowych typu skakanie czy wdrapywanie się po metalowych konstrukcjach) i jeszcze gorszej mimiki twarzy, co razi szczególnie, bo scenarzyści nie poskąpili nam rozmaitych dialogów czy cut-scenek.

Do tego dochodzą rozmaite babole, jak choćby blokowanie się postaci oraz notoryczne przenikanie przez obiekty otoczenia, nawet w często powtarzanych scenkach, na przykład podczas wspólnego otwierania drzwi. Naprawdę nie dało się dopracować czegoś, co gracz ogląda kilkadziesiąt razy w przeciągu kilku godzin zabawy?

Twórcy starają się i gimnastykują, by bezbarwne strzelaniny i monotonne dialogi urozmaicić możliwie dużą liczbą atrakcji. Efekt jest średni, bo żaden z dodatków nie błyszczy, żaden nawet nie próbuje wzbić się ponad poziom garażowej przeciętności. Dodajmy do tego liczne bugi i zwyczajnie nudną, wlekącą się niemiłosiernie rozgrywkę, a otrzymamy produkcję, której nie sposób polecić nawet najbardziej wyposzczonym miłośnikom Star Treka. Powiedziałbym nawet, że Ci powinni omijać ten tytuł w pierwszej kolejności.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button