RECENZJASERIALE

The Mandalorian: wrażenia z odcinka trzeciego – „The Sin”

Można uznać, że początek serialu był ogromnym sukcesem – duża część fanów Gwiezdnych Wojen nie mogła wyjść z zachwytu, a wskaźnik piracenia pilotażowych odcinków osiągnął na świecie zawrotnie wysoki stan (nie bez winy samego Disney+). Tak więc czy „The Sin” sprostał zadaniu i utrzymał wysoki poziom serii?

Uwaga! materiał będzie zawierał Spoilery! Czujcie się ostrzeżeni 🙂

Poczucie winy

Początkowe minuty rozpoczynają się tak, jak mógł to przewidzieć każdy dotychczasowy widz – nasz dzielny „Mando” powraca w pełni glorii i chwały z udanej misji i oddaje swojemu zleceniodawcy uroczego mini-Yodę. Odbiera także obiecaną mu nagrodę, którą jest zrabowany przez Imperium bardzo rzadki metal „Beskar”, co jest także doskonałym powodem do dalszego ulepszenia swojego pancerza u mandaloriańskiego kowala (niczym w każdej szanującej się grze RPG). Nasz bohater pojawia się następnie w Gildii Łowców Nagród aby wziąć kolejne zlecenie (fun fact: okazuje się, że cała Gildia została wynajęta do odnalezienia tego samego celu co on). Mandalorianinowi, przy tym wszystkim towarzyszy jednak coś jeszcze, coś co narasta w nim z każdą kolejną minutą…

Odbierz nagrodę i zapomnij… łatwo powiedzieć

Jest to poczucie winy.

Wątpliwości głównej postaci co do słuszności wykonanego zadania widać już przy odbiorze nagrody – „Mando” pyta się wprost, co stanie się z małym zielonouchym kosmitą, na co oczywiście nie dostaje żadnej konkretnej odpowiedzi. Inni Mandalorianie także nie są zadowoleni, że jeden z nich wykonuje pracę dla Imperium, w pewnym momencie dochodzi nawet do dosyć poważnej walki na noże. Do tego wszystkiego odzywają się także bolesne wspomnienia z dzieciństwa, więc poczucie winy narasta w bohaterze coraz bardziej i w końcu Mandalorianin podejmuje bardzo poważną w skutkach decyzję – trzeba to jak najszybciej zmienić.

Wybuchy, skradanie i stara dobra strzelanina

W kolejnych minutach serialu dostajemy to za czym czekali wszyscy od pamiętnej walki z przerośniętym nosorożcem. „Mando” pokazuje na co go stać, urządzając dywersję, skradając się i eliminując po cichu, oraz w bardziej bezpośrednim starciu kolejnych imperialnych Stormtrooperów. Spotyka także naukowca, który twierdzi że swoimi działaniami uratował małego zielonouchego kosmitę co może potwierdzać fanowską teorię o tym, że mały to tak naprawdę klon… ale to jednak nadal nic pewnego.

Punktem kulminacyjnym jest strzelanina przy bramie wyjściowej miasta, pomiędzy bohaterem i całą Gildią Łowców Nagród (dysruptor sieje słuszny strach i spustoszenie). Do walki w pewnym momencie niczym kawaleria dołacza cały klan Mandalorian, aby w epickim stylu i równocześnie z klasą, a także z zimną bezwzględnością i profesjonalizmem wspomóc „Mando” w ucieczce.

Nikt nie zadziera z Mandalorianinami!

Niepewna przyszłość

Jedynym pewnikiem w tej chwili jest, że Mandalorianin nie będzie mieć łatwego życia. Niestety nie udało mu się zabić swojego dawnego szefa z pracy (wypowiedzenie w postaci strzału z blastera nie załatwiło sprawy), granego przez kultowego Carla Weathers’a znanego m.in. z „Rocky’ego” czy „Predatora”. Dowódca frakcji Imperium (Werner Herzog), także nie będzie przebierał w środkach aby odzyskać małego Yodo stworka.

Podsumowując, trzeci odcinek jest swoistym zakończeniem bardzo udanego prologu do właściwej przygody. Wszystkie pionki są rozstawione, bohater w drodze, co przyniesie przyszłość? niestety tylko scenarzyści to wiedzą. 😉

Podróży nadszedł czas…
Tagi

Dodaj komentarz

Back to top button
Close
Close