ARTYKUŁPC & KONSOLE

Try Hard – ile tkwi w nas rywalizacyjnego samca alfa, a ile casuala?

To prawdopodobnie najgorszy tytuł jaki kiedykolwiek popełniłem

Try Hard – pojęcie, które pojawia się od pewnego czasu i z reguły ma dość negatywne konotacje. Zazwyczaj można się z nim spotkać podczas zwykłej rozgrywki multiplayer w niemal dowolną grę, kiedy na danym serwerze obecny jest naprawdę dobry gracz – inni uczestnicy rozgrywki, zazdrośni o jego umiejętności, kill/death ratio, statystyki albo poziom, mogą sięgnąć właśnie po określenie “lol try hard” mające umniejszyć dokonania lokalnego “Chada” tudzież dominatora. Czy jednak aby na pewno, “try hardowanie” jest czymś złym? I czy przypadkiem część z nas nie jest kimś właśnie takim?

Encyklopedyczna definicja “try hardu” raczej nie istnieje, ale mniej więcej większość z nas ma przed oczami wyobraźni kogoś takiego. Kogoś kto przykładowo potrafił spędzić setki, jeśli nie tysiące godzin w jednej grze próbując wyszlifować wszelkie możliwe opcje rozgrywki. Kogoś kto poznał mechaniki gry w takim stopniu, że potrafi wykonywać akcje, które sprawiają wrażenie niemal wyczynów cheaterskich. Kogoś po prostu diablo dobrego w daną produkcję.

Solo

Przykładowo w takim Dark Souls, czy za kogoś próbującego aż za mocno można uznać gracza, który wyznaczył sobie cel ubicia każdego bossa solo? Żadnego przyzywania pomocy innych graczy, sprawdzania łatwych metod na ubicie potwora na YouTube lub czytania poradników. Czy to może za mało, może trzeba do tego dodać chęć zdobycia wszystkich achievementów – co oznacza kilkukrotne przejście całej gry, wliczając w to tryby New Game+? Nadal mało? Co z wyzwaniami pokroju przejścia całej gry bez jednego nawet zgonu, bez awansowania postaci albo z wykorzystaniem dziwnych kontrolerów?

Co z graczami produkcji Paradoxu, którzy potrafią spędzić tysiące godzin w Europa Universalis IV? Próba podboju świata przez maleńkie wyspowe Ryukyu i zdobycie związanego z tym achievementu to chyba dobry przykład wyzwania, którego nie podjąłby się zwyczajny zjadacz wirtualnego chleba. Upór maniaka w zdobywaniu osiągnięć również wpasowuje się w ten motyw, szczególnie chęć “calakowania” i zdobywania tych najrzadszych achievementów, które posiada często nawet mniej niż 1% posiadaczy gry na Steamie lub innej platformie. Zdobyte wyjątkowo rzadkie okazy można potem prezentować na swoim profilu, na wirtualnej półeczce i pokazywać tym samym gawiedzi, że mają do czynienia z kimś nadzwyczaj uzdolnionym. Lub po prostu z kimś wybitnie upartym.

Sam mam w sobie trochę “try harda” – przechodzę w zasadzie każdą produkcję na najwyższym dostępnym poziomie trudności, nie oglądam materiałów na YouTube mających ułatwić mi rozgrywkę lub wyjaśnić metodę na jakąś zagadkę za wyjątkiem sytuacji, kiedy czuję że utknąłem. W grach mocno stawiających na lore, fabułę itd. typu chociażby Sekiro: Shadows Die Twice nie ruszę kanałów typu VaatiVidya zanim nie przejdę gry – dopiero wtedy pozwalam sobie na spoilery i odkrycie tego, co potencjalnie przegapiłem w trakcie zabawy. Lubię wyzwania, czasami samodzielnie je sobie stawiając jak np. przechodząc całą sagę Baldur’s Gate solo lub Icewind Dale solo na szaleńczo trudnym Sercu Furiii. Nie oznacza to jednak, że nie zagram czasami w coś pozwalającego totalnie wyłączyć mózg albo wręcz relaksującego jak jakieś puzzle lub gry typu match-3.

Swoją drogą, zacząłem Icewind Dale II właśnie w tym trybie. Na razie udało mi się, po kilku godzinach, wyjść z Targos. Ostatnia i jak na razie jedyna próba zakończyła się lata temu na pewnym czarnym smoku. Zobaczymy, jak pójdzie tym razem. 😉

Competetive

Od przeszło ośmiu lat gram w StarCraft II, dochodząc – raz, ale jednak – do ranki mastera 1, co przez dłuuuuugi czas wydawało się być poza moim zasięgiem. Nawet jeśli sam uznaję, że nie jest to jakiś niesamowity wyczyn i jest mnóstwo znacznie lepszych graczy ode mnie – jest to jakaś forma try hardowania. W końcu przez tyle lat raczej nikt nie siedzi w jednym tytule, prawda? Nieco inaczej ma się sprawa z DOTA 2, gdzie na liczniku mam przeszło dwa tysiące godzin, ale nigdy nie traktowałem rozgrywki w niej na serio. Może to też kwestia doboru partnerów do gry? Niewiele grałem w pojedynkę, bo to zazwyczaj kończyło się irytowaniem się na towarzyszy z drużyny, którzy zaskakująco często krzyczeli do mikrofonu niezrozumiałe słowa albo spamowali czat “cykadami” jednocześnie feedując drużynę przeciwną. Podczas wspólnej zabawy w zespole zawsze miałem osoby raczej wyluzowane, nie traktujące rozgrywki w MOBĘ jako coś więcej niż formę spędzenia razem czasu. Możliwe, że wewnętrzny tryb “try hardu” włącza mi się tylko przy grach 1vs1, których na rynku nie ma zbyt wiele poza mordobijkami.

Źródło: gfycat

Gry sieciowe z reguły dzielą się na graczy “casualowych” oraz tych traktujących rozgrywkę nieco bardziej serio lub po prostu utalentowanych. W Mordhau mam okolice 37 poziomu po nieco ponad 110 godzinach gry – mało? W sumie tak, w końcu regularnie spotyka się graczy mających okolicę setnego poziomu. Ale dopiero kiedy wzrok padnie na osobnika na czele tabeli mającego statystyki rzędu 50:1:10 (k/d/a) z dwusetnym (!) levelem człowiek zaczyna się zastanawiać, ile godzin taki osobnik musiał “trenować” wirtualne machanie żelastwem wszelakim. Podstawowe mechaniki gry to bowiem jedna warstwa wtajemniczenia, za którą ukrywa się kolejnych kilka wysokopoziomowych technik i metod – widok dobrego gracza robiącego uniki niczym Neo w Matriksie i robiącego kotlety z otaczających go wrogów budzi zdumienie i często właśnie zazdrość w formie wpisywanych w czat wyrażeń pokroju “lol no life try hard”.

Totalnie osobną kategorią są oczywiście osoby mocno siedzące w tytułach esportowych – a szczególnie będący na tyle wysoko w rankingach, aby mogli brać udział w turniejach albo aby stać się obiektem zainteresowania zawodowych zespołów. W przypadku takich graczy, nawet pół-zawodowych, “try hardowanie” jest niejako koniecznością – acz oczywiście zawsze znajdą się pojedyncze jednostki po prostu obdarzone talentem, potrafiące utrzymać się na nieosiągalnym dla przeciętnego gracza poziomie bez większego trudu.

Jak to jest z Wami? Ile jest w Wasz “try harda”, a ile casuala?

Źródło
Obrazek headera
Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close